Muzyka

Recenzja NAPALM DEATH – „Utilitarian” (2012)

Przez w dniu 03/08/2013
Napalm Death to pionierzy grindcoru. Znaleźli się nawet w księdze rekordów Guinessa za sprawą najkrótszego utworu na świecie, który trwa dwie sekundy. Panowie to weterani sceny undergroundowej. Od 25 lat są obecni w świecie metalowym, a w swoim gatunku są liderami i nie pozwalają się zbić z piedestału. Płytą, która wyszła w 2012 udowodnili, że inni nie dorastają im do pięt. 

Od pierwszych utworów czuć prędkość, moc i porażenie mózgu. Teksty typowe dla wokalisty traktują o radykalnych poglądach, polityce, słabych rządach, korupcji. Są pewnego rodzaju buntem wobec tego zakręconego świata w jakim żyjemy. Słuchaczy czeka wiele zaskoczeń w warstwie muzycznej. Wszechobecny jest oczywiście utarty, surowy grind, a tak że elementy szybkiego hardcoru, blasty typowe dla death metalu.
Najbardziej charakterystycznym utworem na albumie jest „Circumspect”. Wyczuwa się tutaj jakby hołd dla zespołu Swans. Tego typu eksperymenty nie są stosowane przez zespół po raz pierwszy. Linia melodyczna wydaje się uspakajać, ale to tylko coś w rodzaju intro do tego co będzie się działo dalej. Ciekawym zaskoczeniem jest dla mnie utwór „Everyday Pox” gdzie w tle słychać saksofon, który w połączeniu z bardzo wyraźnym wokalem Barneya daje pewny niesamowity obraz wariactwa i próby dotarcia do ciemnych mas, których świat jest pełen. Na saksofonie gościnnie zagrał John Zorn co jest dużą niespodzianką. Znany jazzman wybrał akurat tak ciężko grający zespół i pokazał w nim, że nie ma rzeczy nie możliwych jeśli się potrafi grać. 
Mitch Harris nie oszczędzał riffów, zalewa nas nimi niczym wulkan i dodatkowo doskonale wspomaga głosem Barneya. Jest brutalnie, ciężko, aż czuć wyłaniającą się bestię z piersi wokalisty. Kawałki są krótkie, treściwe, średnio trwają 3 minuty, ale dają wystarczającego kopa nawet dla najbardziej wymagających fanów grindu. 
Jednym z rzeźnickich jak dla mnie utworów jest „Quarantined” gdzie słychać mega szybkie blasty, połączenie death-grindowe, co tworzy nie zapomniany zamęt w głowie. Warto także zwrócić uwagę na „Errors In the Signals” gdzie mamy do czynienia z mieszanką szarpnięć gitarowych, rwania riffów i dużej ilości blastów, co zapewniam przypadnie do gustu fanom death metalu. Utwór „The Wolf I Feed” odbiega od znanego wszystkim wydzierania się, którego i tak nie brakuje na krążku. Tutaj możemy posłuchać Barney’a w czystym wokalu, który momentami przypomina wokalistę Fear Factory. W ten sposób odkrywamy, ze wokalista nie musi tylko „ryczeć” w utworach by zaskoczyć słuchacza. W „Fall On Their Swords” i „Blank Look About Face” można usłyszeć męski chór jakby mnichów, rycerzy, dzięki temu nadaje zupełnie inny klimat i jakby namawia to do stawiania czoła przeciwieństwom losu, namawia do bitwy i jednoczenia się w boju o lepsze jutro. „A Gag Reflex” idealnie zamyka album, jest zwieńczeniem walki, którą odbywamy słuchając całości.
Po przesłuchaniu tak świeżych numerów nie czuć niedosytu. Wszystko ma tu swoje miejsce i nic nie zostało na siłę przedłużone czy chaotycznie zakończone. Za każdym razem słuchając odkrywałam nowe gatunki, którymi zespół się bawił, łączył i nie oszczędzał się w żadnym wypadku. A jeśli album potrafi za każdym odsłuchaniem dać coś w sobie odkryć, to jest warty poświęcenia mu czasu. Jak dla mnie panowie pokazali klasę i nagrywając ten album postawili innym zespołom z tego gatunku poprzeczkę bardzo wysoko.

 

TAGI
PODOBNE WPISY