Muzyka

Recenzja SARATAN – „Martya Xwar” (2012)

Przez w dniu 31/08/2013

Krakowski Saratan znów zaskakuje. Po dwóch poprzednich płytach, które znalazły spore grono fanów panowie odpalają kolejną petardę. Kilka dni zajęło mi porządne wsłuchanie się w ten album by móc w końcu podzielić się swoją opinią. Mamy tutaj motoryczny thrash, który jest dalej na czele grania. Kolejno trafne zastosowanie typowego grania death metalowego, które jest bardzo intensywne. No i jako element zaskakujący odnajdujemy sekwencje etniczne oraz muzykę klasyczną. Panowie postarali się aby album wzbudził zainteresowanie nie tylko u wiernych słuchaczy. Zacznę od początku.

Rzutem na taśmę mamy intro o nazwie „Taj-e Sahra”. Nazwa jak i muzyka jest bardzo orientalna. Na spokojnie mogę stwierdzić, że zahacza to o kulturę japońską, ale z charakterem polskim. Po spokojnym wstępie od razu dostajemy mocnym uderzeniem w głowę przy „Mastema”. Wysoki, żeński głos jakby zaprasza do tego co nas ma spotkać już za chwilę. Bardzo szybka perkusja wraz ze stopniowymi, dzikimi riffami potęgują napięcie w tym utworze. Następny wybuchowy „Verminous Disease” to typowa deathowa muzyka z bardzo przyzwoitym thrashowym wokalem. Szybka perkusja i wtórująca jej gitara dają wrażenie niekończącego się ataku na słuchacza. Jako czwarty pojawia się utwór „Ba’al Zevuv” promujący album. Tutaj na wstępie znów mamy etniczną wstawkę do której dochodzą wyraźne rytmiczne bębny oraz niskie riffy. W utworze znów pojawia się nieskazitelny żeński głos, tym razem w roli chórku. Jednym słowem to bardzo hipnotyzujący kawałek. W połowie albumu docieramy do utworu „Silent Sound of Mourning”, który zwalnia tempo. Jest wolniejszy, ale nie gorszy od reszty. Początek można przyrównać do ballady o średnim tempie, ale od połowy wygasa wszystko i słyszymy tylko czysty, klasyczny fortepian. Ten fragment jest wyjątkowy, uspakajający po burzy jaka panuje w pozostałych wykonaniach. Utwór „The Sacred Path of Martya Xwar” to obraz energetycznego nowoczesnego thrashu z masą death metalowej perkusji, która wraz z basem ciągle przyspiesza. W pewnym momencie chaos uspokaja się i przenika w lekko orientalny klimat mieszający się z gitarą. Bardzo wyborna mieszanka. Przedostatni „God That Disappears” poprawny, ale mi duszy nie skradł. Pełne bombardowanie riffami, szybkie tempo, ale nie jest aż tak wyróżniający się jak reszta wykonań. Outro tak jak i wstęp do albumu jest liryczne i pełne dźwięków charakterystycznych dla melodii etnicznej. Idealnie dopełnia to całość i jest pięknym zakończeniem przygody jaką przeszliśmy słuchając tej płyty.
Saratan pokazał że potrafi doprawić swoje thrash, death metalowe granie smakami z innej zupełnie beczki nie psując przy tym przekazu. Płyta pokazuję, że zespół jest kreatywny i nie idzie na łatwiznę. Myślę, że te trio jeszcze nie raz wprawi mnie w osłupienie.

TAGI
PODOBNE WPISY