Podróże

Wspomnieniowo… relacja z Cannibal Corpse

Przez w dniu 03/09/2013
Amerykański zespół Cannibal Corpse jest jednym z najbardziej znanych zespołów grających brutal death metal. Słucham ich już parę ładnych lat i w końcu dostałam szansę zobaczenia ich na żywo. Po długiej, ośmiogodzinnej podróży do Wrocławia marzyłam by koncert już się zaczął. Miejsce koncertu, uważam, że mogłoby być większe, bo frekwencja była niesamowita i przez co, pot ciekł nawet po ścianach. Koncert zaczął się o czasie, co oznacza, że organizacja była bardzo dobrze przygotowana.
Pierwszy support EMBRIONAL. Tych panów znałam już z innych gigów, więc uradowałam się, że zobaczę ich w tym roku. Rozpoczęli utworem „Possessed By Evil”, który pochodzi z nowej płytki zespołu. Uwielbiam ich granie. Pokazują, że stary dobry death metal jest cały czas na czasie i nie trzeba nie wiadomo jak kombinować by być godnym uwagi. Oprócz tego, zagrali m.in. „The Last Step Into Nothingness” i „Bestial Torture”. Szkoda, że dostali taki krótki set, ale nawet w takim czasie grali naprawdę mocno i pokazali, że są 100% zespołem koncertowym, który daje mentalny obłęd.
Kolejno na scenę zawitali warszawiacy z SPHERE. Samo show, jakie zespół robił, było jak dla mnie takie sobie. Momentami za bardzo wszystko wydawało mi się prześmiewcze i nie potrzebne. Co do samej warstwy muzycznej to widać było potencjał zespołu, mocny wokal. Grupa promowała nowy album „Homo Hereticus”. Utwór o tym samym tytule najbardziej porwał tłum pod sceną. Oprócz tego można było usłyszeć „Forever Sworn To Blasphemy”, „Third Scent Carcass”, „Sadistfucktion”, „Godless Profanity”, czy „Psalm To The Dark One”. Ogólnie ich występ był dobry technicznie, mocny wokal porywał tłum, ale w końcu przyszłam tam na innych panów.
Po krótkiej przerwie w końcu na scenie pojawili się CANNIBALE. W klubie były tony ludzkiego mięsa. Atmosfera szybko zaczęła gęstnieć, a ja liczyłam, że tego wieczoru poleją się hektolitry krwi. Jak tylko zobaczyłam Corpsegrinder’a to od razu zapragnęłam być pod sceną, co w tym tłumie było nie lada wyczynem. Jedynym wyjściem był skok w tłum z podwyższenia po prawej stronie sceny. No i się zaczęło. Pierwsze trzy utwory pochodziły z nowego albumu „Torture”, który ma zarówno swoich zwolenników jak i przeciwników. Mi osobiście bardzo podchodzi, więc już od pierwszych uderzeń jak poleciało „Demented Agression” zaczął się wir pod sceną i ja pośrodku niego. Frontman był jak egzekutor, usilnie próbował złamać sobie kark, odnosiłam wrażenie, ze w końcu głowa mu odfrunie i walnie o posadzkę. Wypluwał płuca i wściekle miotał łbem, co dla ludzi dawało jeszcze więcej energii. Nie było praktycznie przerw między utworami. Widać, że Amerykanie ciągle dokładali do pieca.
Po praktycznie pięciu utworach wszyscy byli tak mokrzy, jakby wzięli zbiorowy prysznic. Najbardziej mnie rozwaliły utwory, na których najbardziej mi zależało tego wieczoru czyli „I Cum Blood”, „ I Will Kill You”, „ Priests of Sodom”, przy którym tłum ogromnie szalał, krzyczał, a frontman lekko się ponabijał z męskiej części widowni. Corpsegrinder to doskonały wokalista, publika jadła mu z rąk cokolwiek by nie powiedział. Czuć było luz, ale zarazem pełen profesjonalizm. Rob Barett i Pat O’Brien zaszczycili nas plątaniną riffów, nie oszczędzali palców, tempo miałam wrażenie, że z utworu na utwór tylko przyspiesza. Natomiast Alex Webster wpadł w szaleństwo headbangingu i nie odstępował na krok Fishera.
Podczas tego koncertu było wszystko – agresja, intensywność, instrumentalnie na bardzo wysokim poziomie. Podczas „Born in a Casket” udało mi się znaleźć na scenie na jakieś trzydzieści sekund i znowu popłynęłam w tłum. Nie przejmowałam się czy coś zgubie, czy wrócę z połamanymi kośćmi. Tam czuło się moc i chciało się ciągle uczestniczyć w tym wirze osób, surfować nad tłumem. Koncert zakończył jak zawsze znakomity „Stripped, Raped and Strangled”. Ludzie mimo mega zgrzania i wymęczenia walką w tłumie, do końca moshowali. Pokazali zespołowi, że potrafią się bawić.
Wypruta z resztek sił widownia po opuszczeniu klubu czekała na chłopaków pod autokarem, by zrobić pamiątkowe zdjęcia. Uważam, ze cała zgromadzona brać wybornie się bawiła. Chciałabym, żeby było więcej takich gigów death metalowych na polskiej ziemi. Jeśli ktoś ominął ten koncert, to bardzo dużo stracił. Już nie mogę się doczekać zobaczenia tych panów ponownie, tylko tym razem w większym klubie i z jeszcze większą frekwencją.
Setlista:
1. Demented Aggression
2. Sarcophagic Frenzy
3. Scourge of Iron
4. Disfigured
5. Evisceration Plague
6. The Time to Kill is Now
7. Crucifier Avenged
8. Covered With Sores
9. Born in a Casket
10. I Cum Blood
11. Savage Butchery
12. Encased in Concrete
13. As Deep as the Knife Will Go
14. The Wretched Spawn
15. I Will Kill You
16. Priests of Sodom
17. Unleashing the Bloodthirsty
18. Make Them Suffer
19. Hammer Smashed Face
20. Stripped, Raped and Strangled

 

 

TAGI
PODOBNE WPISY