Smile life

Przeżycia należy kolekcjonować

Przez w dniu 25/10/2013

Przeżycia, które wstrząsają, radują, smucą zawsze pozostają w pamięci. Ja dziś pragnę się podzielić jednym z moich przeżyć. Jako fanka ciężkiego grania mam swoich idoli do których może nie wzdycham, ale są dla mnie jakimś wzorem, kimś kogo podziwiam i cenię za to co daje innym. 

W 2012 roku odbyła się pierwsza edycja Metalfestu w Polsce, na której to miałam okazję dzięki uprzejmości Moonspell Street Team Poland ( oficjalny polski fan klub zespołu Moonspell) spotkać się z jedną z moich ulubionych kapel. Nie ukrywam, że bardziej cieszyło mnie samo spotkanie z wokalistą ,bo to on jest jednak dla mnie wizytówką ich działalności. Mowa tu o Fernando Ribeiro, o którym już na blogu wspominałam tutaj.


Na spotkanie każda z osób uczestniczących, musiała przygotować coś w podarunku. Złożyło się o tyle fajnie, że akurat zespół obchodził 20 lecie istnienia, a wokaliście urodził się parę miesięcy wcześniej synek.

Oto co przygotowaliśmy:

Coś w rodzaju pojemnika na podkładki pod kufle w kształcie głowy wilka (podkładki były w komplecie) oraz śpioszki dla syna wokalisty.
Tort na ich 20 lecie ze zdjęciem z sesji.

Spotkanie z zespołem miało odbyć się pierwszego dnia festiwalu ok. 45 minut po ich występie na scenie. Byłam podekscytowana, poddenerwowana i szczęśliwa jednocześnie.  To było jedno z moich małych marzeń, żeby stanąć oko w oko z kimś kogo lubię za to co tworzy, a nie sądziłam, że takie coś spadnie na mnie tak nagle. Przygotowywałam się  na to niecodzienne spotkanie bardzo pilnie. Miałam listę pytań które chciałam zadać, ćwiczyłam angielski by nie było bariery językowej, tak by wszystko brzmiało ładnie i profesjonalnie. Jednak nie do końca wypadło to tak jak to sobie zaplanowałam.

W pierwszej kolejności udaliśmy się na ich koncert. Był niestety krótki i w dzień co nie dawało efektu i klimatu jaki kapela potrafi sprawić w klubie, ale i tak nie mogę im nic zarzucić. Pod koniec koncertu udaliśmy się na backstage. Złapaliśmy zespół jak schodził ze sceny ( pierwsze zdjęcie z tego postu). Zebrałam się w sobie i chciałam coś powiedzieć, Fernando podał mi rękę, a ja  jakbym zapomniała języka w buzi. Wyszło mi coś w rodzaju „yyyeeeyyy hello”. Miałam szeroki uśmiech, potem zrobiło mi się gorąco. Nie sądziłam, że coś takiego może na mnie tak podziałać. Nie tak to zaplanowałam!- powtarzałam sobie w głowie, ale cóż. Dodam, że oprócz tego nic się nie odezwałam tylko stałam, wpatrywałam się i uważnie słuchałam. Wokalista przekazał, że spotkanie i wywiad w garderobie odbędzie się za ok. godzinę. W środku wszystko mi skakało ze szczęścia.

To ja w oczekiwaniu na spotkanie z zespołem, zaciesz nie schodził 😀

Po niezbyt nużącym czekaniu panowie w końcu się pojawili. W raz z nimi udaliśmy się do garderoby, gdzie koleżanka z fanklubu przeprowadziła wywiad, w sumie to tylko z wokalistą, a my mieliśmy możliwość uzyskania autografów i zrobienia sobie zdjęć. Reszta zespołu nie jest zbyt rozmowna jak Fernando. Widać kto jest frontmanem. 

Z prezentów cieszyli się i dziękowali. Byli pod dużym wrażeniem tortu i stwierdzili, że szkoda go jeść. Przez całe spotkanie byłam podniecona. Nie ukrywam, że to było jedno z najfajniejszych przeżyć jakie w życiu doznałam. Po takim wydarzeniu myślałam, że nie spotka mnie już inne, które wzbudzi we mnie tyle pozytywnych emocji, tak mnie naładuje radością. Powiem jedno, co do ostatniego stwierdzenia bardzo się myliłam. Ale o tym innym razem.

TAGI
PODOBNE WPISY