Smile life

Dlaczego koncerty są dla mnie takie ważne

Przez w dniu 19/01/2014

To nie będzie opis moich przeżyć związanych z uczestniczeniem w masie koncertów czy festiwali. To refleksja nad tym, dlaczego koncerty odegrały tak ważną rolę w moim życiu i co faktycznie mi dały. A dały bardzo dużo…

Często mówi się, że przyjaźnie ze szkoły to są te najtrwalsze. No bo w końcu razem się w ławce siedziało, jadło razem śniadania, chodziło na wagary, pierwsze piwo, pierwszy papieros bla bla. Fakt, że są ludzie z czasów szkolnych których miło wspominam i nigdy nie powiem złego słowa o nich, ale gdy tylko szkoła dobiegła końca kontakt się urwał i zniknęli z mego życia szybciej niż by mogło się wydawać. No i człowiek zostaje sam i zaczyna szukać towarzystwa w którym może się odnaleźć. Mi z pomocą przyszły właśnie koncerty.

Od dziecka lubiłam muzykę inną niż wszyscy. Rockowe granie to było to. Początkowo słuchałam zespołów jak Led Zeppelin czy Pink Floyd. Z roku na rok rozwijałam się i ciągle było mi mało. Koncerty to była wspaniała sprawa. Ucieczka od codziennych obowiązków, masa inspirujących ludzi i muzyka! Odnalazłam się w tej społeczności i wiedziałam, że tu jest moje miejsce. To tu czuje się jak w domu. Na koncertach nie było miejsca na ocenianie, wyśmiewanie, złe słowa. Wszyscy przychodzili po to samo. Po to by się wyszaleć i posłuchać ulubionej muzyki.

A jeśli chodzi o przyjaźnie. Moich najlepszych przyjaciół mam właśnie z tych miejsc. Moją najlepszą kumpelę poznałam na festiwalu w Węgorzewie. Miała namiot tuż obok mojego. Los chciał byśmy się poznały. Jest jedną z najbliższych mi osób i kiedy może towarzyszy mi w najróżniejszych wydarzeniach muzycznych. A co roku na Seven Festival w Węgorzewie obchodzimy rocznicę poznania 🙂 Mój drugi przyjaciel sam mnie odnalazł. Mieszkamy w tym samym mieście, niby bawiliśmy się na tych samych koncertach, ale jakoś nie było okazji do bliższego poznania.  Odezwał się do mnie na portalu społecznościowym, bo widział, że planuje jechać na jeden z koncertów Behemotha. Na koncert ten niestety jednak nie pojechałam, ale on wrócił, poszliśmy na piwo i tak przyjaźń rozkwitła. Jak widzicie już sporo zawdzięczam mojej słabości koncertowej.

No i dochodzimy do mojego M. Moja bratnia dusza, moje wsparcie. Możecie nie wierzyć, ale jego też poznałam na koncercie. Koncert punkowy, który współorganizowałam. Można rzec, że to prawie miłość od pierwszego wejrzenia 😉 Jesteśmy razem i rozumiemy się bez słów. Każdemu życzę znalezienia kogoś kto jest odbiciem Waszej duszy. Ja już znalazłam.

Jak widzicie koncerty w moim przypadku to coś więcej niż spęd ludzi, głośna muzyka i piwkowanie do rana. 

Koncerty = Przyjaźń

A jak z Waszymi przyjaźniami? Szkolna ławka, kawiarnia, koncert czy coś innego?

TAGI
PODOBNE WPISY