Smile life

Prawo jazdy – przywilej XXI wieku

Przez w dniu 08/01/2014

Przepisy dotyczące zdawania na prawo jazdy zmieniają się z roku na rok i to niestety nie na lepsze. Państwo stara się uniemożliwić jazdę osobom, które mogą stanowić zagrożenie lub nie będą umiały odnaleźć się jezdni. Tylko pytanie po co? Dlaczego tak utrudniają testy, które są tylko teorią, a zdający i tak będzie zupełnie inaczej myślał podczas prowadzenia auta, niż jest to wykazane w skomplikowanych pytaniach. Po co zmieniać coś, co było tak skuteczne przez tyle lat…


Swoje uprawnienia zdobyłam parę ładnych lat temu. Wtedy testy to była formalność. Wystarczyło poćwiczyć w domu i wierzcie mi opanowanie ich nie zajmowała masy czasu. Po zdanych testach czekał placyk a na nim dwa zadania – jazda po łuku i wjazd na wzniesienie. Proste? Bardzo. No i jak nie rozjechało się pachołka czy egzaminatora wyjeżdżało się w miasto. Wtedy zaczynał się tak naprawdę prawdziwy egzamin, który oceniał czy coś z nas będzie czy lepiej sprawdzimy się na miejscu pasażera. No i jeśli nie popełniło się błędów typu nie zatrzymanie się na zielonej strzałce czy wjazd w jednokierunkową pod prąd to zdawało się egzamin.

A to co ministerstwo teraz wymyśla to moim zdaniem lekka przesada. Z nowości, które mnie zaintrygowały jest fakt, że do praktycznego egzaminu ma dojść ( w połowie 2014) jeszcze jeden punkt decydujący o pozytywnym zaliczeniu. Otóż zdający będzie musiał udowodnić, że potrafi jeździć ekologicznie i ekonomiczne. No dobra wiadomo trzeba spełniać wymogi Unii Europejskiej, ale jak niby mają to sprawdzać? Dadzą auto, które pali 6 litrów na 100 km i jak przekroczy się to spalanie to egzamin oblany? A może sprawdzą czy za dużo nie gazujemy, nawet jeśli dozwolona jest jazda z prędkością 70? Jedno jest pewne na kierowcę będzie się nadawała osoba, która nie planuje szybko jeździć i jak to określają ” zna zasady eco-drivingu”.

Egzamin teoretyczny również został utrudniony. Wszystkie pytania nie są jawne i baza pytań jest parokrotnie większa od tych sprzed paru lat. Już w ubiegłym roku zdawalność teorii, która była na poziomie 80% spadła tylko do 20%. Pozostaje pytanie czy to wina trudności pytać czy głąbów, którzy biorą się za „zdobywanie” prawka?

Cieszę się, że ja mam to za sobą i nie będę musiała podchodzić do egzaminu na nowych zasadach. Ci co mają prawo jazdy powinni chuchać i dmuchać by go nie stracić, bo odzyskanie go może kosztować masę czasu jak i pieniędzy.

A Wy macie prawo jazdy, a może planujecie zdawać w tym roku? Co myślicie o wprowadzanych zmianach w egzaminie?

TAGI
PODOBNE WPISY