Kino

Lemmy (49% motherfucker, 51% son of a bitch) – recenzja filmu

Przez w dniu 03/02/2014

Lemmy Kilmister- basista i wokalista legendarnej już kapeli Motörhead doczekał się filmu. Cięty język, niebanalna historia i wszystko doprawione heavy metalową nutą. Jednak z filmu nie dowiecie się nic nowego. Zobaczycie Lemmiego popijającego Jack’a Daniels’a, palącego czerwone Malboro i opowiadającego o swoim nietuzinkowym życiu. Czemu nie ma nic nowego? Bo Lemmy nie jest nową osobą, sam nie lubi nowości. Nie zmienił się na przełomie lat ani trochę. W końcu To LEMMY! You know what I mean 😉

Film kręcony jest przez pewien okres czasu i ukazuje kolejne dni z życia wokalisty. Zaczynając od jego nie wyszukanego, wynajmowanego mieszkania, w którym roi się od bibelotów, które jak sam wokalista twierdzi namiętnie kolekcjonuje. Ma bzika na punkcie rzeczy z czasów II wojny światowej, neonazistowskich broni czy mundurów, ale nie odnosi się do ich ideologi. „Jeśli armia izraelska miałaby najlepsze mundury, to bym je zbierał” – tłumaczy Lemmy.

Muzyk opowiada również o swoich miłościach i o tym, dlaczego nigdy się nie ożenił i wybrał karierę rockmana. Przez większość filmu towarzyszy mu syn, który razem z nim hula i zalicza panienki. Taaak o kobietach jest tu równie dużo co o narkotycznej przeszłości muzyka. Z punktu widzenia medycznego Lemmy powinien nie żyć, ale on nic sobie z tego nie robi. Ten typ tak ma. Szczegółów opowieści nie będę zdradzać, bo jego słowami po pierwsze brzmi to lepiej, a po drugie chcę byście obejrzeli ten film 😉

W filmie poznajemy również ulubiony bar Lemmiego „Rainbow” w LA, w którym gra w jednorękiego bandytę ( hazard to jego pasja),  chętnie robi też zdjęcia z fanami. ” Jeśli Lemmy nie jest w trasie , jest tutaj „-mówi właściciel baru. Mamy też możliwość zobaczenie od kulis powstawanie koncertów i spotkania, opinie muzyków którzy mieli z nim przyjemność pracować. Jest mistrzem pisania tekstów piosenek. Jest ojcem chrzestny metalu.

To historia człowieka, o którym ludzie przez lata będą mówić, nawet jeśli przestanie grać. Warto obejrzeć film by zobaczyć jakim jest dobrym człowiekiem, nie zepsutym przez media i pieniądze. On nie obnosi się z tym że jest gwiazdą, poza trasą żyje jak normalny obywatel. Jest muzykiem pełnym charyzmy, siły i z dużym poczuciem humoru. Polecam ten film nie tylko fanom, ale i ludziom, którzy nie mieli styczności z muzyką Lemmiego. Nie trzeba być fanem heavy metalu by go polubić.

A Wy oglądaliście go? A może planujecie? Jakie są Wasze wrażenia?

TAGI
PODOBNE WPISY