Muzyka

Piosenki pełne wspomnień

Przez w dniu 12/02/2014

Co by było gdyby zabrakło muzyki? Pewnie niezręczna cisza. Festiwale zamieniłyby się w pikniki. Płyty na półce zastąpiłby figurki, a jazda była by umilana tylko przez ryk silnika. Dla mnie muzyka to coś więcej niż okazja do potańczenia czy umilacz czasu podczas jazdy. Muzyka to tło dla wspomnień.


Każdy zapewne ma takie utwory do których wraca z jakiegoś konkretnego powodu. Czy to pierwszy wypad za miasto, wyjątkowe urodziny, pierwsza randka lub po prostu uwielbia utwór za całokształt.
Przejrzałam ostatnio moją playlistę na której można znaleźć praktycznie wszystko. Począwszy od post metalu kończąc na goregrindzie. Tworząc listę zawsze układam ją tak by znalazła się muzyka na każdy nastrój i wplatam również bliskie mi utwory do których zawsze lubię wrócić.

Dziś chcę Wam przedstawić piosenki, które znacząco zapisały się w moich wspomnieniach. Na pierwszy ogień, pewnie mało kogo to zdziwi Moonspell z „Alma Mater”. To pierwszy utwór jaki ich usłyszałam i od razu się zakochałam. Pamiętam jak puścił mi go kolega na spacerze i jak tylko wróciłam do domu nie mogłam już przestać słuchać. W ich muzyce pasuje mi po prostu wszystko, oczywiście nie wszystkie albumy działają na mnie kojąco, ale zdecydowanie większość jak najbardziej.

Jak byłam mała rodzice puszczali mi róże mieszanki muzyczne. Nie nakierowywali mnie na coś konkretnego, za co im dziękuje, że ten wybór należał do mnie. Jednak jest utwór który zawsze puszczali by poprawić mi humor i powiem szczerze, że do dziś wywołuje u mnie uśmiech na twarzy… Don’t worry be happy!

Editors zaraził mnie bliski przyjaciel, dzięki któremu zaczęłam powoli spełniać moje małe marzenia związane z organizacją koncertów. Zespół znałam wcześniej, ale tylko te radiowe utwory. On pokazał mi jak wiele jest innych ciekawszych niż te oklepane. To jeden z nich, który moim zdaniem króluje:

Jeśli wchodzimy na strefę koncertów, to moim pierwszym wspólnym dziełem był minifest w Pluskach o nazwie Grill’n’Grind. Pierwsza 3 dniowa edycja odbyła się w 2012 i była tak owocna, że wiedziałam że na tym jednym nie poprzestaniemy i tak co roku planujemy by raz w roku spotkać się nad jeziorkiem w Pluskach i razem bawić się przez trzy dni z muzyką na żywo. Z pewnością opisze to przeżycie w cyklu festiwalowym, póki co wrzucam utwór, który zawsze przypomina mi, że jednak można zrobić coś o czym się marzyło od zawsze i mieć mega satysfakcje z tego.

 Jeśli chodzi o wspomnienia związane z festiwalami to ciężko wybrać coś co idealnie opisze je wszystkie. Każdy fest to nowe doznania, nowa muzyka i nie da się tego uogólnić. Jednak spróbuje coś wybrać. Seven Festival to zdecydowanie Sepultura „Roots Bloody Roots”.

 Z Metalfestem kojarzy mi się najbardziej… haha i tu Was zaskoczę Bracia Figo Fagot i „Wóda zryje banie” to już swoisty hymn, który budził mnie każdego ranka i był ostatnim jaki słyszałam padając trupem w namiocie.

Brutal Assault to ciężka sprawa, tam tyle się dzieje, że chyba nie ma utworu, który przypominałby mi o tym festiwalu, ale fajnie np. wrócić wspomnieniami do występu Dimmu Borgir.

Mogłam bym dalej wymieniać festy, ale nie chce Was zanudzić, bo w końcu nie po to weszliście na mój blog. Myślę, że warto wspomnieć moje początki z grindem. Kiedyś nie brałam tego gatunku nawet pod uwagę, ale z czasem wszystko się nudzi i nie wystarcza na zaspokojenie potrzeb muzycznych. No i tak wpadłam na początek na zagraniczne kapele specjalizujące się w tym gatunku jak Napalm Death, Aborted czy Haemorrhage, ale nic tak nie rozwaliło mnie jak polskie grindowe kapele. 

Takiej muzyki nie ma co brać na poważnie, podoba się albo nie, nie ma nic na siłę.
Na koniec zostawiłam utwór, który słuchałam mając te naście lat i był tym, który przełamał mnie, że nie można się ograniczać i trzeba korzystać z tego co oferuje nam świat muzyki. Ukłon dla pana Mansona…

DLACZEGO KONCERTY SA DLA MNIE TAKIE WAŻNE
METALOWE BALLADY
KAPELA MARZEŃ
 

TAGI
PODOBNE WPISY