Muzyka

Czas na GRINDCORE

Przez w dniu 28/03/2014
Rzesza ludzi gani metal, jacy to my sataniści, że muzyka łupie, zero przesłania, zero czegokolwiek. W tym przypadku grindcore to dla nich już prawdziwa klęska urodzaju i nie wiedzą po co, na co i dlaczego. Te świnie, kwiki, chlew na scenie. Na co to komu? No właśnie sama nie znam odpowiedzi, ale uwielbiam, pałam patologiczną miłością i dzięki niemu uprawiam fitnessgrind!


Skąd  to się wzięło? Myślę, że w moim przypadku była to chęć poszerzania swoich granic muzycznych, nie umiem usiedzieć w jednym gatunku, ciągle szukam czegoś nowego. Grindcore to jakby połączenie death metalu, punka, hardcore, ale mimo to jest oddzielnym gatunkiem metalu ekstremalnego. Utwory są najczęściej krótkie, szybkie i bardzo intensywne. Wokalista śpiewa zazwyczaj niskim growlem, jest też scream czy piq squeal. Perkusista gra w zabójczym tempie, a gitary tworzą śmiertelną ścianę dźwięku.

Jeśli chodzi o tematykę tekstów hmm w tym gatunku nie ma bariery, można śpiewać o wszystkim. Od tematów politycznych poruszających problemy świata, po te gore czyli krew, flaki, choroby, dziwactwa i różne inne rzeczy o których inni boją się lub wstydzą śpiewać. Czyli już wiecie, że grindcore nie ma granic!

 

Grind się ubóstwia albo nienawidzi. Masę osób już zaraziłam swoim podejściem do tych dźwięków i nie narzekają. Chodzą na koncerty nie po to by kontemplować, ale by się wytańczyć, wyszaleć i o niczym innym nie myśleć. I to jest właśnie wspaniałe!

Jeśli chodzi o fitnessgrind, to doszłam do tego będąc na ostatnim koncercie grindowym w Cytawa Cafe w Pruszczu Gdańskim. Mało ludzi, ale muzycy dawali z siebie 200%. Wyszalałam się pod sceną, pot można było wyciskać z koszulki i nie przeszkadzała mała frekwencja. Stwierdziłam, że taki rodzaj fitnessu byłby dla mnie do przyjęcia. Nie cierpię tych oklepanych zajęć grupowych, gdzie w kółko to samo i muzyka która mnie po prostu nie rusza. A taki fitnessgrind to już inna bajka. Można się wyszaleć i to przy ulubionych kapelach. Jakaś koncepcja już jest!

Czas przejść do kapel. Postanowiłam podzielić je na te polskie i zagraniczne byście zobaczyli różnicę. A także, że Polska naprawdę w tym gatunku ma siłę przebicia. Zespołów tym razem nie będę opisywać, bo ciekawsze od ich historii są okładki i dźwięki jakie potrafią z siebie wydobyć.

POLSKI GRINDCORE

I co macie już dość? Dają chłopaki radę nie ma co. Jednak zostały jeszcze kapele zagraniczne. Jest tego nawet sporo więc wybrałam tylko te których sama sporo słucham.

ZAGRANICZNY GRINDCORE

Myślę, że w pełni zryłam Wam banię dzisiaj. Mam nadzieję, że chociaż część osób przekona się do takiej muzyki, a nawet będzie do niej wracać. Pamiętajcie by mieć dystans, a nie od razu odrzucać coś czego się w pełni nie pozna. Polecam Wam także wybranie się na koncert grindowy. To zupełnie inne przeżycie niż słuchanie z głośników. Moim zdaniem jest to nawet lepsze jeśli chodzi o ten gatunek. Rada dla początkującego grindcore’owca: nie mrugaj na koncertach, bo przegapisz występ!

A jaki Wy macie stosunek do tego rodzaju muzyki? Która kapela z dzisiaj prezentowanych podoba Wam się najbardziej? Macie jakieś swoje ulubione?

 

 

TAGI
PODOBNE WPISY