Smile life

Kapela marzeń

Przez w dniu 05/03/2014

Na świecie mamy miliony najróżniejszych zespołów. Lepszych, gorszych, przeciętnych, wyróżniających się, nieznanych czy znanych. Wśród tego ogromu mamy te swoje ulubione które towarzyszą nam podczas dnia. Dumnie grają w naszym samochodowym radiu lub napędzają do ćwiczeń w siłowni. A gdyby  tak stworzyć kapelę marzeń. Idealną, wyważoną z ulubionymi muzykami? No właśnie dziś postanowiłam pomarzyć i stworzyć cudo, które nigdy nie powstanie (chociaż kto wie?), a byłoby po pierwsze interesującym eksperymentem, po drugie miałabym wszystkich ulubieńców w jednym składzie. No to jedziemy!


Do dzisiejszego postu zainspirował mnie podrozdział z książki ” Wszystko w porządku” Prokopa i Hołowni. W niej pojawiła się supergrupa Prokopa i pomyślałam, że to fajny temat na post, więc chyba się nie obrazi za skorzystanie z pomysłu 😉

Na początku zastanawiałam się jaki gatunek taka grupa miała by grać heavy metal, death, a może grind? Myślę, że określenie tego nie jest potrzebne, bo w mojej kapeli ze snów są takie perełki, że stworzyłyby swój własny, niepowtarzalny gatunek i zwojowaliby tym świat.

WOKAL – Fernando Ribeiro (Moonspell)

Nie ukrywam, że tego miejsca byłam pewna od początku. Nie tyle z sympatii do samego wokalisty, ale sposobu w jaki potrafi zmieniać swój głos. Nie widzi problemu w operowym śpiewie by za chwilę zejść do podziemi i zaatakować mocnym growlem. To właśnie w nim lubię. Jest nie przewidywalny i ma to coś. Do tego dochodzi portugalski temperament. Jako frontman spełniłby się i to w 200%.

GITARA – Robert Vigna (Immolation)

Po pierwsze nie wyobrażam sobie Immolation bez niego. Jest wirtuozem, który na scenie pokazuje jak nikt inny jak można machać gitarą. Kradnie swoją osobą cały występ, a wokalista przy nim wypada po prostu blado. Podoba mi się sposób grania i to że potrafi się bawić instrumentem. Dla niego scena to istny plac zabaw.

 BAS- Lemmy Kilmister (Motörhead)

Tego pana nie muszę przedstawiać. Jest swoistą legendą. Nosi niemieckie garnitury, ma niewyparzony język, słabość do hazardu, whisky i kobiet. Do tego dochodzi niezwykłe granie na basie. Nie ma tu miejsca na zwykłe pitu pitu na dwóch strunach. On podkręca swój bas by brzmiał jak charczący traktor i przebijał wszystko jak młot pneumatyczny. Im brudniejszy dźwięk tym lepszy. Jego gra odbija idealnie jego charakter. Jako członek mojej wymarzonej kapeli to on z pewnością by dyrygował i rozkręcał najlepsze after party. Lemmy to po prostu taki must have w zespole. Lemmy my king!

   
PERKUSJA – Dave Grohl (Foo Fighters)

Perkusista to zdecydowanie kręgosłup zespołu. To on nadaje rytm innym i jako jedyny nie powinien się mylić. Dobry perkusista potrafi budować napięcie, zaskoczyć. W mojej kapeli na tym miejscu widziałabym Dave’a. To człowiek orkiestra. Już we wcześniejszych latach podziwiałam z jaką precyzją gra na bębnach. Potrafi na nich po prostu wszystko i wiem, że dle niego granice nie istnieją. Myślę, że byłby idealnym dopełnieniem tego składu. No i duży plus ma u mnie za epizod jaki zagrał w „Tenacious T:Kostka Przeznaczeniea”. Dave diabłem…idealnie! 

No i tym sposobem mam mój zespół marzeń. Niestety tylko tutaj na blogu i w mojej głowie. Mimo wszystko fajnie gdyby Ci panowie się spotkali i coś tam razem pokombinowali. Póki co zostaje to tylko w mojej wyobraźni.

A Wy kogo widzielibyście w swoim zespole marzeń?

Dziś w playliście królują kapele powyższych panów. A kto nie zauważył to jestem już na swojej domenie www.zaciesz.com Kolejną zmianą będzie szablon, a to już nie długo!

TAGI
PODOBNE WPISY