Muzyka

A Ty czego lubisz słuchać podczas jazdy?

Przez w dniu 27/01/2015

Lubicie podróżować autem? Ja bardzo! Lato, słoneczko przygrzewa, torby zapakowane i pozostaje tylko odpalić silnik. Podróż autem jest komfortowa, nie ma dużej ilości ludzi, postoje robię kiedy chcę no i w we własnym samochodzie puszczam swoją muzykę. Nie wyobrażam sobie jazdy przez 3h w ciszy. No chyba że miałabym samochód, którego ryk silnika powodował by ekstazę to co innego.

Jako, że powoli zbliża się czas wyjazdów na koncerty, festiwale chciałabym Wam przestawić moją playlistę na trasę, którą uważam za jedną z uniwersalnych i sprawdza się nawet przy mieszanym towarzystwie wyprawy. Gdy jestem w podróży unikam radia. Po części dla tego, że nie lubię gdy ktoś gada, po drugie nie lubię jak ktoś za mnie wybiera idealny „hit na lato” czy ” przebój na rozbudzenie” i męczy moje uszy swoim wyborem przynajmniej po 3 razy w ciągu dnia. Mam nadzieję, że Wy również stawiacie na lepsze brzmienie i moja playlista umili Wam czas podczas kolejnej wyprawy.

Dziś nie będzie rozsmakowywania się w grindcore’owych kawałkach czy death’owych riffach. Ja akurat lubię konkretne uderzenie podczas jazdy, jednak nie każdy musi. Dlatego postarałam się wybrać takie zespoły i takie utwory, które lubię posłuchać podczas trasy, ale sądzę, że i Wam przypadną do gustu. No to jedziemy!

Lemmy i spółka to jeden z moich faworytów jeśli chodzi o jazdę autem. Jego muzyka napędza, każdy utwór pasuje do dynamicznej jazdy, a chrypa Lemmiego nie może się znudzić. To zespół ponadczasowy, więc towarzystwo na tylnim siedzeniu nie powinno marudzić 😉

Iggy Pop i jego „Passenger” to chyba jeden z najlepszych kawałków na długą trasę. Dobry rytm, chwytliwy tekst, no i śpiewa o podróżowaniu. Czy jest lepsza piosenka opisująca ten stan?

Joy Division to już klasyk sam w sobie. Wyrazisty bas, rozmyte partie gitar, charakterystyczna perkusja i ten głęboki głos mówią same za siebie. Muzyka zarówno dobra na wieczór we dwoje jak i do auta. Nie ma tu może zawrotnej szybkości, ale kto mówił, że mamy się spieszyć? Lepiej czasem zwolnić tempo i wsłuchać się w wokal Curtisa…

A gdy nadchodzi burza, a jezdnia staje się słabo widoczna, dobrze jest posłuchać Morrisona. Kurcze, dzis jakoś lecę klasykami, ale z drugiej strony są to utwory znane i mam nadzieję lubiane. Nawet w odległych falach radiowych zdarzy się usłyszeć znany głos z lat 80tych. I jest to zdecydowanie kawał porządnego grania dla osób w różnym przedziale wiekowym.

A gdy zaczniemy rozpędzać się po burzy fajnie jest zarzucić coś zupełnie odmiennego. I tu od razu przychodzi mi na myśl The Trashmen ze swoim utworem „Surfin ’ Bird”. Ten kawałek jest dowodem, że nie jest potrzebny mega ambitny tekst by zrobić hit. Jednak coś w sobie ma i wbija się w pamięć tak, że cały dzień w myślach powtarzam słowa. A może pamiętacie odcinek Family Guy’a w którym Peter nie mógł się uwolnić od tej piosenki? Jak nie, to poniżej lekkie przypomnienie:

I co już nucicie pod nosem? Jak to Was nie przekonuje, to rzućcie okiem na teledysk:

Pozostając w szybkim tempie teraz posluchajmy trochę folku. Korpiklaani to mój ulubieniec w tym gatunku i jest idealny na wyjazd w góry. Nie tylko dlatego, że zespół pochodzi z rejonów, że tych gór mają pod dostatkiem, ale jakoś idealnie komponuje się z tym otoczeniem. Miałam okazję „męczyć” ich najnowszą płytę podczas wyjazdu w Bieszczady i spisali się. Jest szybkie tempo, język finlandzki i masa instrumentów, a za oknem połonina. Kombinacja idealna!

 

W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć Editors. Zespół, który nazywany jest kopią Joy Division, młodszym bratem Coldplay, kuzynem Interpol ma swoje niesamowite brzmienie i ile ludzie by ich nie hejtowali, to ja i tak lubię uciekać do ich muzyki. To jedna z tych kapel przy której mogę uspokoić nerwy i na chwilę się zatrzymać. W ich utworach jest wiele refleksji, do tego dochodzi syntetyczna perkusja i klawisze. Trąci elektro jednak wszystko z umiarem. Na telefonie zawsze mam kilka swoich ulubionych kawałków i nie wyobrażam sobie by podczas jazdy nie zapuścić chociaż jednej z ich kompozycji.

A na koniec mam dla Was soundtrack z filmu „Death Proof”. Tarantino jest mistrzem w doborze podkładu pod swoje (nie tylko) krwawe sceny i wyszukuje naprawdę fajne kąski z lat 70tych czy 80tych. Może i Wy znajdziecie tu coś dla siebie.

A teraz Wasza kolej, co dorzucilibyście do takiej unikalnej playlisty do jazdy. Wrzucajcie swoje propozycje w komentarzach!

 

 

TAGI
PODOBNE WPISY