Muzyka

DISORDER „Pure Hatred” – polski death metal ma się bardzo dobrze

Przez w dniu 09/01/2015
Polski death metal ma się bardzo dobrze. Zespoły pokazują, że mimo upływu lat potrafią nadal zachwycać coraz cięższymi dźwiękami. Kapelą, która ostatnio wybija się na polskiej ziemi jest Disorder. Te trio to wybuchowa techniczna mieszanka śmiercionośnego grania dla wymagających słuchaczy. Ja z pewnością do takich należę. Ostatnio ciężko mnie do czegoś przekonać, a jak już dochodzę do wniosku że warto napisać recenzję zaczynają się schody.

Kiedyś recenzje pisałam z wielką lekkością. Przesłuchałam album kilkanaście razy i już miałam wyrobioną opinię. Obecnie chętniej uścisnęłabym rękę twórcom i pogadała o płycie przy piwie. Wymiana zdań na żywo jest o wiele ciekawsza, jednak wówczas Wy nie poznalibyście mojego zdania. Mimo, iż nie mam okazji poznać tych panów osobiście to i tak chętnie szepnę Wam parę słów o ich albumie „Pure Hatred”.

To nie jest krążek z oklepanymi wzorcami i mimo iż jest death metalem nie ciągnęło mnie do szaleńczego machania włosami jak to zazwyczaj bywa. Disorder jest ponad to. Panowie bawią się tempami, każda aranżacja jest swoistą mieszanką stylów. Płyty nie da się podzielić na te szybkie i wolne numery – muzycy w każdy numer wkładają masę energii, ale i robią ciekawe przejścia w wolniejszej kombinacji. Kolejny raz spotykam  techniczny misz masz, jednak wszystko pozostaje w dobrym smaku. Cieszę się, że zespoły chętniej eksperymentują tworząc coś zupełnie nowego i świeżego. Disorder pokazał, że mimo upływu 8 lat od ich pierwszej płyty nie zwolnili tempa, a wręcz rozwinęli swoje zdolności muzyczne.

To co mnie zachwyciło w tej płycie najbardziej to bas, uwielbiam gdy jest tak słyszalny i idealnie łączy się z niesłabnącymi blastami. Solówki obecne są w każdym numerze, ale co najważniejsze nie górują nad całą kompozycją. Zespół pokazuje, że Polacy też umieją robić techniczne spustoszenie, mimo iż ja osobiście fanką typowego technicznego grania nie jestem.

Na wielki plus zasługuję u mnie utwór „Nome” oraz „Disorder”. To one już przy pierwszym słuchaniu od razu zapadły w pamięć. „Nome” pełne zmian tempa i psychodelicznych wstawek będące moim zdaniem wizytówką tej płyty, a „Disorder” za genialną solówkę w środku! Zespół momentami kojarzy mi się z takimi mistrzami jak Nile, Morbid Angel czy Immolation, a to już świadczy o ich wysokim poziomie talentu w tworzeniu kompozycji przykuwających słuchacza na wiele godzin.

Podziwiam ich za to, że mimo iż sami wydali tę płytę nie ma chały. Nie polecieli na łatwiznę i dopracowali każdy możliwy dźwięk (brawo za mastering). Brutalna, szybka muzyka z iście grobowym wokalem tworzy mroczną surową aurę. Czy płyta jest dla każdego? Dla kogoś kto w kółko słucha tych samych 3-4 kapel myślę, że może się znudzić lub nie wytrzymać szybkości jaką ten krążek gwarantuje. Jednak wierzcie mi ( lub nie) zespół ma potencjał i mimo iż postawili na wysoki techniczny standard płyty warto ją poznać, nawet jeśli będzie to małymi kroczkami.

 

TAGI
PODOBNE WPISY