Muzyka

W głośnikach: MARILYN MANSON, HATE, NAPALM DEATH

Przez w dniu 02/03/2015
Powróciłam. Przerwa w pisaniu uświadomiła mi jaką cząstką mojego życia jest ten blog i pisanie dla Was – bardzo mi tego brakowało! Minął miesiąc posuchy na stronie, a ja zmieniłam swoje życie o 180 stopni. Od lutego mieszkam w Warszawie na stałe. Ta zmiana pokazała mi jak wiele traciłam mieszkając w mniejszym mieście. Teraz czuje że żyje! Poświeciłam miesiąc na przesłuchiwanie nowych płyt i zaprzyjaźnianie się ze stolicą. I tak dziś przedstawiam Wam 3 albumy, które totalnie mną zawładnęły.

MARILYN MANSON – „THE PALE EMPEROR”

 

Z tym Panem znamy się od dawna. Jest jednym z tych, którzy przysłużyli się do moich muzycznych upodobań. Wielbiłam jego albumy „Antichrist Superstar” i „Mechanical Animals”. Dla mnie jego dobra era świetnych brzmień, wymownych treści skończyła się przy krążku „Eat Me, Drink Me”. Skończyło się robienie show, szokowanie występami czy samym wyglądem. W pewnym momencie pomyślałam, że on się po prostu wypalił, zestarzał tak, że jego czar prysł. No i bach mamy 2015 rok i płytę będącą dojrzałą i znakomicie wyważoną. W „The Pale Emperor” możecie usłyszeć,że Manson naprawdę potrafi śpiewać bez dodatkowych krzyków czy mrocznego growlu. Styl jaki prezentuje ta płyta już nie jest typowym industrialowym graniem. Brzmi jak mieszanka ciężkiego glamu z elementami gotyku, a wszystko to doprawione solidną porcją gitar. Mieszanki styli są zjadliwe o ile nie ma przegięć. A ta płyta zdecydowanie jest od tego wolna. Każdy znajdzie utwór dla siebie czy to będzie bluesowo-rockowe „Birds Of Hell Awaiting”, rockowa ballada „Third Day Of A Seven Day Binge” lub pachnące dobrym starym mansonowym graniem „Slaves Only Dreams To Be King”. Po raz pierwszy trafiam na krążek, który nie ma moim zdaniem złych kompozycji. Nie bez kozery „Deep Six” został pierwszym singlem, bo jest jednym z najmocniejszych na płycie. Te nowe „dziecko” Marilyna jest genialne i stało się moim stałym elementem na playliście.

 

 

HATE – „CRUSADE: ZERO”

 

Dla warszawskiego Hate to już 9 krążek w ich dorobku. Nie ukrywam, że czekałam na mocne black metalowe uderzenie, na odkrycie tego zespołu na nowo. „Crusade: Zero” to smolista, pełna doskonałych solówek płyta wykończona bardzo dobrym technicznym warsztatem. Panowie pokazali tą płytą rewolucję brzmień. Gdyby porównać ją do „Solarflesh – A Gospel Of Radiant Divnity” widać przełom zarówno w układzie utworów jak i ciekawszych solówkach. Mimo coraz to przyspieszającego tempa zespół pozostał przy dobrze znanej blackowej melodyjności. Znajdziecie tu sporą ilość dobrych riffów, grad bębnów i ścian dźwięku nie do przebicia. Moim faworytem na płycie jest „Leviathan” – tekst zawiera sporą ilość powtórzeń i to one czynią go zapamiętywanym, no i te szaleńcze blasty w tle… Mnie „Crusade: Zero” zahipnotyzował. W taką nienawistną muzykę po prostu wsiąka się po uszy. Muzycy stworzyli namacalną ciemność, z której nie będziecie się chcieli wyrwać.

 

 

 

NAPALM DEATH – „APEX PREDATOR- EASY MEAT”

 

Napalm Death…  Z każdym ich nowym wydawnictwem czekam na ukrytą niespodziankę. To zespół, który wykracza poza wyznaczone ścieżki i totalnie bawi się swoją muzyką. Jak przy „Utilitarian” bawili się z włączaniem różnych instrumentów do swoich utworów tak tutaj atakują pokaźną ilością agresji i mięsa, którym wypełniona jest nawet okładka. Ten krążek to brutalne puzzle będące doskonałą kontynuacją poprzedniego wydawnictwa. Panowie łamią po raz kolejny konwenanse i bawią się deathowym schematem. Zespół uwielbia eksperymentować, ale nie porzuca swojej nieokiełznanej dzikości. Każdy utwór to zupełnie inne podejście i kompletnie odmienny pomysł, którego nadal fundamentem jest grindowa furia. Na krążku wyróżniają się takie kompozycje jak ” Dream Slam Landlord…” z gregoriańskim wokalem, który przypomina klimat Godflesh, doskonały duet wokalny w „Beyond The Pale”, czy nieco spokojniejszy „Hierarchies” przypominający raczej thrashową eskapadę, niż grindowy huragan dźwięków i do tego pełny wielogłosowego, czystego śpiewu. Płyta, mimo iż to już 15-ta w dorobku tych czterech Panów, jest pełna wigoru oraz pasji. Są dowodem na to, że mimo upływających lat można skomponować i nagrać doskonałe, spójne dzieło. Jak dla mnie to władcy grindowego świata i bez wątpienia ta płyta z dzisiejszego zestawienia zajmuje pierwsze miejsce!

 

Jeśli nie słyszeliście jeszcze powyższych albumów, to polecam Wam korzystanie ze Spotify. Zalogujcie się i odpłyńcie przy ulubionej muzyce. Poniżej moja playlista z w/w albumami. Enjoy!

TAGI
PODOBNE WPISY