Muzyka

Recenzja splitu TRAUMA/OFFENCE „Craving For…/ Holy Vermin” (2015)

Przez w dniu 06/06/2015
Dzięki uprzejmości Deformeathing Production dostałam do przesłuchania wyjątkowy split, który stworzyły dwie polskie kapele. Trauma to weterani polskiej sceny death metalowej. Grają od 1988 roku i ciągle dokładają do pieca. Na drugiej stronie winyla znalazł się Offence. Zespół, który w ubiegłym roku wdarł się niczym potężny głaz na scenę śmierci i pokazał, że można grać porządny oldschool ze szwedzką naleciałością i jest to ciekawe oraz zaskakująco bardzo dobre. Nie bez przyczyny ich album znalazł się w moim muzycznym podsumowaniu 2014 roku jako jeden z najlepszych polskich wydawnictw. Jednak przejdźmy do samego splita.

Elbląską Traumę znam dosyć dobrze. Pamiętam jak zasłuchiwałam się w ich albumie „Imperfect Like A God”, który wciągał nawet wybrednego słuchacza. Czy „Neurotic Mass” z kapitalnym „The Eternal Quest”. A tu na splicie pojawia się ich stary utwór z mini albumu „Hamartia” jednak w nieco odświeżonej formie. „Craving For…” zaczyna symfoniczne intro, którego w poprzedniej wersji nie było.  Kolejno dostajemy falę ciężkich riffów, potężnej perkusji i do tego na dokładkę masywny growl. Wszystko technicznie brzmi perfekcyjnie, aż momentami za bardzo. Utwór jest bardzo melodyjny, ociera się o black metal, co powoduje odbieganie od konwencji typowego deathowego grania z jakiego znana jest Trauma. Jednak nadal jest to miłe dla ucha. Największym dla mnie atutem utworu jest miażdżąca perkusja i intrygująco wplątane w nią solówki. Mimo to, szkoda trochę, że zespół nie nagrał czegoś nowego jak zrobił to Offence.

Bytmoski Offence istnieje od 2011 roku, jednak dopiero w 2014 dzięki Mad Lion Records wydali swój pełny krążek „R.A.W.”. Płyta jest jak bomba wielokrotnego użytku, bo za każdym razem ostro wali po bębenkach ile razy by się jej nie zapętlało. Na splicie możemy usłyszeć całkiem nowy utwór „Holy Vermin”. Ten kawałek, tak jak poprzednika rozpoczyna intro, które powoduje gęsią skórę. Kolejno dostajemy jak obuchem w głowę genialnymi riffami i niesamowitym rykiem Hellsreamarossa. Takie wokale to ja mogę słuchać. Jest brudno, głośno i cieszę się, że zespół pozostaje w swoim klimacie. Jednak moją duszę zdobyło przejście melodyczne (zaczyna się w 2:57 min). Ten powtarzający się fragment mocno zapisuje się w głowie i co rzadko mi się zdarza często go nucę. To jest bardzo smaczny kawał mięsiwa i nie ukrywam, że idealnie spełniłby się w koncertowym secie.

Jedynym minusem splitu jest jego długość. Dlaczego? Dlaczego jest tylko po jednym utworze. To jak dać cukierka, a potem wyrwać go z buzi. Mimo to, jestem zachwycona, że trafił w moje ręce. Ten splatter winyl jest bardzo dopracowany, ma doskonałe grafiki. Takie wydania warto posiadać w swojej kolekcji szczególnie, że kosztuje jedyne 20 złociszy, a dźwięk na gramofonie jest powalający. Zatem polecam nabycie i wsłuchiwanie się, aż Wam uszy odpadną!

TAGI
PODOBNE WPISY