Podróże

Świnki, Bożkov i golasy czyli relacja z Obscene Extreme 2015

Przez w dniu 21 lipca 2015
 Minął tydzień od niesamowitego festiwalu OBSCENE EXTREME, który odbył się w Trutnov w Czechach. Byłam pierwszy raz i ta impreza kupiła mnie całkowicie. Jedno jest pewnie to nie jest festiwal dla osób o słabych nerwach i nie mających dystansu do tego co można tam zobaczyć. A co tam się działo postaram się Wam jak najlepiej opisać i pokazać. Włączcie dobre grindy i zapraszam na moją relację z tegorocznego festiwalu muzyki ekstremalnej w każdym calu.
GŁÓWNE WEJŚCIE NA TEREN FESTIWALU

PIERWSZY DZIEŃ

Na festiwal przybyłam dzień wcześniej co by dorwać najlepsze miejsce. Jednak wybór tak niby dobrego, zacienionego pola na postawienie namiotu okazał się wielkim błędem po zaledwie 2 nocach. Jednak o tym później. Sam festiwal rozpoczynał się tzw. Freak Festival, który ruszał o 14. Wszystko działo się przy namiocie piwnym. To był rodzaj różnych zawodów – wyścigi w śmietnikach, depilacja różnych męskich części ciała, czy zawody w piciu soku przez tampon. Słońce paliło, ale zebrała się spora gromada chętnych by kibicować najwytrwalszym. Fajny pomysł na rozkręcenie publiczności jeszcze przed koncertami.

Muzyczne show ruszało o 21 i scenę otwierała kapela SEDEM MINUT STRACHU. Hmm ciężko powiedzieć coś o ich występie, bo trwał jedyne 7 minut i to była mieszanka dziwnych dźwięków, do których ciężko mi się odnieść. Sami posłuchajcie:

Tego dnia widziałam również zespół, o którym nie chcę pamiętać, ale wspomnę go tutaj, bo uważam go za najgorszy występ podczas całego festiwalu i do dziś zastanawiam się jak? czemu? kto ich zaprosił? co to się stanęło?! A mowa tu o 7 MINUTES OF NAUSEA. Jak dla mnie zespół nie zaprezentował nic. Totalna ujma dla prawdziwych muzyków i na siłę naparzanie w gitarę i darcie ryja bo tak. Serio? Tylko na tyle ich stać? A czują się płodnym zespołem, tu przykład:

Nie polecam, nie chwalę i nigdy więcej nie posłucham. I tym nie miłym zakończeniem środa dobiegła końca.

DRUGI DZIEŃ

Tego dnia wiedziałam już, że rozbicie się na pierwszej części pola było dużym błędem. Nasz namiot został otoczony przez Niemców. Było ich ponad dwudziestu i dali się poznać od tej złej strony. Nie od dziś wiem, że Niemcy mają totalnie gdzieś innych ludzi jak i sam festiwal. Przyjeżdżają by się nachlać i zrobić syf w akompaniamencie niemieckich przeróbek piosenek z dodatkiem techno i niemieckiego rapu. Niemcy tak bardzo… I tak wyglądał ich pobyt. Ja nie mam nic do imprezowania, ale włączanie na maksa „swojej” muzyki, która daleko odbiegała od przyjemnych dźwięków o 2 w nocy i męczenie nią do 6 rano nie uważam za idealny usypiacz. Dodatkowo powiem, że została rozwiązana zagadka dlaczego Niemcy na każdym festiwalu mają totalny bałagan, góry śmieci wokół siebie i w tym „ozdobionym” otoczeniu siedzą. Otóż, na niemieckich festiwalach do karnetów doliczana jest opłata 20 euro za to, że pole po festiwalu będzie sprzątane. Niemcy wychodzą z założenia, że skoro tak, to śmiecą na potęgę. Jednak co kto lubi, nie wnikam, ale ta ich muzyka, o zgrozo. Jednak powrócę do tematu samego festiwalu.

BUDYNEK Z OFICJALNYM MERCHEM OBSCENE EXTREME

Nie będę opisywać każdej zobaczonej kapeli, bo jak naliczyłam widziałam ich ponad 30, więc ta relacja nie miałaby końca. Wybrałam te, które najbardziej mnie zaskoczyły i na których zobaczeniu najbardziej mi zależało.

Pierwszym zespołem, który mnie pozytywnie zaskoczył było żeńskie trio z Brazylii NERVOSA. Dziewczyny grają thrash jednak z takim pazurem, że nie można przejść obok ich muzyki obojętnie. Nie przepadam za dziewczęcymi kapelami, ale ta tworzy coś wyjątkowego i każdy dźwięk ma przemyślany, a w swojej twórczości mieszają też klimat punka, hardcore czy death metalu. Doskonale rozkręcały tłum, a męska część widowni miała też na co popatrzeć.

 

 

 

 

Zaraz po nich na deskach pojawili się Szwedzi z GENERAL SURGERY. Grają od 1990 roku i nie tylko komponują porywające kawałki, ale dbają również o wygląd sceniczny. Pierwszy raz widziałam ich na Brutal Assault chyba w 2012, ale teraz dopiero naprawdę poczułam ich występ. Dużo krwi, białe stroje i nieokiełznana perkusja to dobry przepis na udany koncert.

 

 

 

Gwiazdą tego dnia było dla mnie BROKEN HOPE. To zespół do którego miałam pecha koncertowego. Co grali to albo nie mogłam pojechać lub w tym czasie był inny koncert i walczyłam z dylematem co wybrać. Jakoś zawsze BROKEN HOPE odkładałam, na zasadzie, że jeszcze będzie okazja. No i była! 40 minut srogiego death metalu prosto z USA na niewielkiej scenie w Trutnov dla fanów ekstremalnych brzmień. Występ idealny zarówno brzmieniowo jak i pod względem wybranych utworów.

 

 

 

 

Jednak nie samymi koncertami się żyje. Oprócz strefy z jedzeniem i napojami była też mała strefa merchy gdzie można było dorwać naprawdę ciekawe sztuki CD czy winyli. Moją uwagę najbardziej przykuło stoisko z ręcznie robionymi maskami o nazwie Sado Fekalus. Na tym festiwalu sporo ludzi było poprzebieranych co czyniło ten festiwal bardzo kolorowym i wesołym. Byli też tacy co decydowali się na bycie nagimi, czasem przykrywali swoje przyrodzenia, ale nie zawsze.

TRZECI DZIEŃ

Kolejny dzień i kolejna dawka szalonej muzyki. Na piątek czekałam najbardziej ze względu na występy LIVIDITY oraz ROMPEPROP, a było na co czekać te pół roku. Jednak na sam początek wspomnę o GORE AND CARNAGE. Meksykańskie trio, które zaskoczyło gore grindowymi utworami i nawet coverem zespołu Brujeria ” Matando Gueros”. Genialne show i żałowałam, że grali tylko 25 minut. W tym roku ogólnie meksykańskie kapele dały się poznać od bardzo dobrej strony i dzięki temu moje grono interesujących i wartych polecenia kapel grindowych się powiększa!

O 17 zagrał francuski PUTRID OFFAL. Wstyd przyznać, że nie znałam tej kapeli i wybrałam się na koncert z czystej ciekawości no i porwali mnie. Genialny, dopracowany występ, porządna ściana dźwięku z przyjemnym niskim wokalem. Od razu jak wróciłam do domu zaczęłam przekopywać się przez ich twórczość. Zdecydowanie polecam!

 

 

 

 

No i nadszedł czas na tych, na których najbardziej czekałam – LIVIDITY. Grają brutalny death metal od 1993 roku i pochodzą z USA. Zawsze byłam pod wrażeniem szybkości jaką reprezentują no i ten wokal Von Younga. Cały występ oglądałam jakby ktoś mnie zaczarował czy odurzył. To smakowity kąsek dla wszystkich świrów i miłośników muzycznej patologii. Tu nie ma miejsca na monotonne czy oklepane schematy. Oprócz potężnych blastów i dobrej techniki, są też utwory naprawdę o czymś, więc to kolejny plus dla zespołu, że robią coś więcej niż tylko mordercze granie. To zdecydowanie mój faworyt festiwalu!

 

 

 

 

 

 

 

Po LIVIDITY na scenie zainstalował się ROMPEPROP. To był już szał na scenie. Ludzie bawili się jak przy nikim innym. Dosłownie zdominowali scenę – tańczyli, skakali to był wytrysk radości i nie dało się usiedzieć spokojnie przy tym koncercie. Kto zna tą ekipę z Holandii ten wie jakie koncerty grają. Nie zabrakło takich utworów jak „Horror Whorehouse” czy „Dislocated Purple Stoma”. Wspaniałe show!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mam nadzieję, że nie macie jeszcze dość. Został jeszcze jeden, ostatni dzień…

CZWARTY DZIEŃ

To już ostatni dzień. Oczywiście w niedziele można było zostać jeszcze na after party, ale my rano się zwijaliśmy, więc sobota była zwieńczeniem festiwalu. Ten dzień był najspokojniejszy, bo nie miałam parcia na koncerty i powoli regenerowałam siły na wyjazd. Jeśli kiedykolwiek wybierzecie się na tą imprezę to na bank odwiedzicie stacje ONO, która jest parę kroków za terenem festiwalu i tam skosztujcie rumu Bożkov (najlepiej smakuje z colą) i wtedy poczujecie idealnie smak tego obscenowego klimatu. Ja, jako że właśnie zasmakowałam dzień wcześniej w tym napoju, to sobota była dniem lekko kacowym, co oczywiście nie przeszkadzało w oglądaniu i słuchaniu występów. Pojawiły się dwie kapele godne uwagi, które wywarły na mnie spore wrażenie.
Pierwsza to URTIKARIA ANAL. Kolejny band z Meksyku w intrygujących maskach i robiący totalny chaos na scenie. Spokojnie mogłabym porównać ich do ROMPEPROP, bo nawet ludzie kupili ten występ i bawili się ile wlezie.

 

No i na koniec indonezyjski JASAD. Kolejny zespół, który tworzy od 1990 roku. Grają brutal death metal, ale jak! Byłam pod wrażeniem wokalisty Man’a. Cały koncert palił papierosa, jakby to był jego nieodłączny atrybut koncertowy lub nałóg go tak zdobył, że nawet podczas występu płuca domagały się doładowania. Zagrali naprawdę ciekawy koncert i jest to kolejna kapela, która okazała się miłą niespodzianką.

To już byłoby wszystko jeśli chodzi o relacje. Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was, a wręcz zachęciłam do poszerzania horyzontów muzycznych no i odwiedzenia w przyszłym roku Trutnov by pobawić się na tym ekstremalnym festiwalu jakim jest OBSCENE EXTREME!

 

PHOTOS: MAREK MALESZEWSKI

TAGI
PODOBNE WPISY
  • Kuba Brewczyński

    Zazdraszczam obecności. Pierwszy raz od 4 lat mnie tam nie było 🙁

  • Brakowało nam Ciebie 🙁 W przyszłym roku musisz być 😉

  • Maciek

    Bozkov niszczył każdego. Zajebista relacja!

  • Kuba Brewczyński

    Źle mi z tym. Postaram się naprawić ten błąd 😉

  • BrainA

    Genialnie napisane, sam bym tego lepiej nie opisał. Lividity i Romeprop mistrzowie! To teraz czas na Brutal Assault. Mam nadzieję, że się widzimy 😉

  • Iras

    Bożkov najlepszy z Kofolą:)Fajna relacja.POZDR

  • LadyGothic

    Ja byłam na Castel Party i jakoś się zawiodłam. Nagłośnienie psuło wszystko 🙁

  • Korniszon

    A ja w końcu nie dostałem urlopu. Pozostało zapić się w domu przy muzyce z youtube :/

  • Brutal Assault obowiązkowo! Wyjeżdzam już 3go i pewnie gdzieś tam się spotkamy 😉

  • Trzymam za słowo 😉