Muzyka

Najlepsze płyty 2015 roku

Przez w dniu 14/01/2016

Witajcie w nowym roku! Mimo iż mamy już prawie połowę stycznia, ja dziś zabiorę Was jeszcze na chwilę do roku poprzedniego i przedstawię Wam listę, moim zdaniem najlepszych albumów, które miały premierę w 2015. Początkowo miało być to 50 płyt, ale jednak udało mi się wyodrębnić mniejszą ilość i są to płyty, które bez mrugnięcia okiem zasługują na pierwsze miejsce, ocenę 10/10 – po prostu nie mogę się do niczego w nich przyczepić. Pod artykułem przygotowałam playlistę zawierającą wszystkie albumy z tego zestawienia, polecam włączyć i dopiero czytać.

Na początek zagraniczne debiuty:

CUT UP – „FORENSIC NIGHTMARES”
Niby debiutancka płyta, ale w skład wchodzą profesjonaliści. Zespół powstał ze zgliszczy po pamiętnym szwedzkim Vomitory, które rozpadło się w 2013 roku. Ta płyta to ok. 40 minut masywnego, technicznego death metalu, wypełnionego agresją, gradem solówek i szybkich temp. Jest bardzo chwytliwa i zapada w pamięć na bardzo długo.

ANALEPSY – „DEHUMANIZATION BY SUPREMACY”
Debiutancka płyta muzyków ze słonecznej Portugalii, to smaczny kąsek dla fanów brutalnych dźwięków. Materiał bardzo solidnie zrealizowany ze slamową nutą i na dokładkę gutturale obok których ciężko jest przejść obojętnie. Płytę zdecydowanie polecam fanom takich kapel jak Pathology czy Abominable Putridity, nie zawiedziecie się!

Teraz czas na polską falę debiutów, których jest nieco więcej:

BEUTHEN – „PRZEWARTOŚCIOWANIE”
Wyważony mini album bytomskiego trio wywołał wiele pozytywnych emocji, mimo iż krążek jest przepełniony emocjami dalekimi od euforii. Zespół w klimacie industrial-postowym oddaje hołd swojemu miastu przez wykrzyczenie tego co najbardziej ich boli i otulenie tego w mocne gitarowe riffy i przeszywający bas. Zespół stworzył swój niepowtarzalny klimat i mimo iż czuć tutaj wpływy Tiamatu czy Closterkeller, Beuthen wykreował swój unikalny styl.

BATUSHKA – „LITOURGIYA”
Owiany tajemnicą zespół, który wprowadził black metal na zupełnie inny poziom. Pieśni niczym wyciągnięte z prawosławnego kościoła. Zespół skomponował coś na pierwszy rzut oka kojarzone z mszą, ale dopełnił to black metalowym chłodem, doomową esencją i szczyptą chóralnego śpiewu. Materiał jest bardzo spójny i słuchane utwory po kolei, a nie wybiórczo, dają pełen obraz przekazu kapeli. Mam nadzieję, że Batushka nie spocznie na laurach i kolejny materiał będzie równie niesamowity i zaskakujący.

DEVIATION – „NEW GENERATION OF TORTURE”
Katowicki zespół, który rozkwitł po trafieniu w ręce Mad Lion Records. Płyta zawiera to co w śmierć metalu najlepsze: mocne bębny, szaleńcze riffy i obłędne solówki. Dodatkowo to wszystko jest podsycane grindowymi wstawkami. Oddaję pokłon dla Ojca, który momentami brzmi jak Corpsegrinder. Z pewnością przez te 8 kawałków doznacie solidnego, ale finezyjnego łomotu.

ZACHLAPANY SZCZYPIOR – „FANTASTIŚTEMPO”
Włocławski zespół, który dosłownie bawi się zarówno muzyką jak i tekstami do niej. To rodzaj grindcore’a który ma cieszyć, polepszyć nawet najgorszy dzień. Oprócz bardzo dobrego bębniarza i niesamowitych umiejętności wokalisty, zespół korzysta z harmonijki, która jest raczej nie spotykana w tym gatunku. Polecam ten krążek wszystkim ponurakom. Aby w pełni poczuć klimat jaki tworzy zespół warto chociaż raz zobaczyć co wyprawiają na koncertach. Kto wie, może to następca czeskiego Gutalax.

Jeśli chodzi o debiuty to by było na tyle. Nadszedł czas na wyjadaczy, którzy bardzo przyłożyli się do swoich kompozycji, a mną totalnie zawładnęli.

AUTOPSY – „SKULL GRINDER”
Czy ten zespół kiedykolwiek nagrał coś słabego? Dla mnie nie i tak też jest z „Skull Grinder”, który powala brzmieniem – ultra selektywne bębny i wplątane w to solówki czynią album bardzo przyjemny w odbiorze. Zespół trzyma poziom i ta EPka to kolejny dowód na to, że zespół nadal potrafi oczarować słuchaczy swoimi schizofrenicznymi pomysłami.

NILE – „WHAT SHOULD NOT BE UNEARTHED”
Przy ten płycie czuję się jak w brutal death metalowym domu. Mięsiste partie bębnów, tłusta linia basu, wyborna wirtuozeria gitarzystów i ten przeszywający wokal dopełnia pogrom jaki sieje ten krążek.

CATTLE DECAPITATION – „THE ANTHROPOCENE EXTINCTION”
Album ciężki, bardzo intensywny z ciekawie zróżnicowanymi kompozycjami. Moje serce skradł wokalista Travis, którego wokale tak się zmieniają, że szczęka opada. W ich wykonaniu metal ekstremalny nabiera nowych barw i oby takich płyt powstawało jak najwięcej.

NAPALM DEATH – „APEX PREDATOR”
Piętnasty album w dorobku zespołu, a nadal pełen wigoru i pasji. A co najlepsze nadal zespół wypełnia kompozycje niespodziankami jak np. gregoriańskim wokalem w „Dream Slam Landlord…” czy w „Hierarchies”, który bardziej przypomina thrashową eskapadę z wielogłosowym, czystym śpiewem, niż grindowy huragan.

KRISIUN – „FORGED IN FURY”
Kolejna kapela w tym zestawieniu,która gra soczysty brutal death metal. To dziewiąty longplay Krisiun i co tu dużo mówić jest przepełniony genialnymi akcentami. Niektórzy twierdzą, że ta płyta jest bardzo zachowawcza, trzyma klimat śmierć metalu, ale
nie tak brudnego jak wcześniejsze ich dokonania. Mnie płyta zdobyła szczególnie, że w sumie wszystkie kompozycje idealnie sprawdziłyby się na koncertach.

GHOST – „MELIORA”
Ghost to zespół, który w moim przypadku świetnie sprawdza się przy czytaniu książek lub pisaniu artykułów. Ma niesamowity klimat, a album „Meliora” jest przepełniony smaczkami, które przypominają mi lata 80. Mamy trochę elektroniki, chórków i niezwykłą melodyjność.  Moimi faworytami na tym krążku są „Cirice” oraz „Mummy Dust”.

MARILYN MANSON – „THE PALE EMPEROR”
W końcu Marilyn Manson skomponował dojrzałą płytę, której bliżej do bluesowo-rockowego grania, niż do industrial metalu. Takie świeże podejście zadziałało bardzo na plus i moim zdaniem płyta nie ma słabych punktów. Nawet fani, którzy ubóstwiali takie albumy jak „Antichrist Superstar” lub „Mechanical Animals” docenią kunszt jaki Manson zaprezentował na tym wydawnictwie.

SPASM – „PUSSY(DE)LUXE”
Kolejne wesołe grindy od Spasm. Utwory krótkie, trafiające w punkt i niezmiennie bardzo dobry pig squeal. Mnie kupili!

PARRICIDE – „SOMETIMES IT’S BETTER TO BE BLIND AND DEAF”
O tej płycie mogliście już przeczytać przy okazji mojej bardzo opasłej recenzji „Sometimes It’s Better…”. W skrócie Wam powiem, że ten materiał jest patologicznie apetyczny i smakuje wybornie ile razy by się go nie słuchało.

EMBRIONAL – „THE DEVIL INSIDE”
Genialny, czarny jak smoła i zły do szpiku kości album. Demoniczne growlowanie, urywające głowę blasty i na dokładkę schizofreniczne akcenty. Ta płyta jest duszna i przygnębiająca, ale ona tak właśnie ma działać. Ma otumaniać zmysły. Jestem pod wielkim wrażeniem tego materiału. Brawo za poziom techniczny!

NUCLEAR VOMIT – „CHLEW”
Pełne humoru trzecie wydawnictwo śląskich grindowców. Znakomite instrumentarium, dużo growli, kwiczenia i nawet kura się znalazła. To materiał zrobiony z jajem, ale na światowym poziome. Moimi faworytami jest „Casiopedał”, „Smutnysisior” oraz  „Rock’n’Roll Jihad”. Same nazwy powinny Was skusić by poznać ten radosny materiał.

BLAZE OF PERDITION – „NEAR DEATH REVELATION”
Ten krążek Blaze Of Perdition jest nasączony emocjami i genialnymi tekstami, a utwór „Królestwo Niczyje” wgniata w podłogę. Jak na osobę, która raczej mało słucha black metalu, to te walory  wystarczyły aby nowe dzieło lubelskiej załogi znalazło się wśród najlepszych albumów minionego roku.

KONTAGION – „RELENTLESS”
Industrialne, smoliste klimaty niczym w fabryce opon. Jest ciężko, trochę elektronicznie, a wszystko to dopełniają bardzo osobliwe teksty. Fani Godflesh czy Fear Facory odnajdą się bez problemu w tym zakręconym materiale. A jeśli chodzi o mnie, to kupili mnie pomysłami na każdy utwór, niecodziennym podejściem do gatunku i dopracowaniem technicznym. Takie albumy pokazują, że polski underground jest bardzo płodny i należy go wspierać, by takie talenty wychodziły ze swoją muzyką poza salę prób.

NORYLSK – „CATHOLIC DICTATORSHIP”
Antyklerykalna i bardzo antypolityczna rzeź, która przypadnie do gustu nawet osobom, które na co dzień grindcore’a nie słuchają. Ogień trwa przez pełne 30 minut , a miażdżą zarówno wyryczane teksty jak i masakrujące uszy tempo. Ta płyta to wspaniała odpowiedź na te wszystkie zatwardziałe, katolickie obłudne myślenie.

MGŁA – „EXERCISES IN FUTILITY”
To trzeci album black metalowy na mojej liście i jestem w szoku, bo ten gatunek zawsze pomijałam w podsumowaniach. Po części dlatego, że raczej nie znam się na tej odmianie metalu i nie lubię pisać o czymś w czym nie czuję się pewnie. Jednak ten rok przełamał moje obawy pisarskie. Mgła pojawiła się praktycznie w każdym możliwym rankingu zarówno polskim jak i zagranicznym. Co moim zdaniem wyróżnia ten album? Jest surowy, pełny nihilizmu i goryczy,  co powoduje, że można się w nim zatracić.

UNBORN SUFFER – „REVISITED SUFFERING”
Wyborowa kompilacja utworów z lat 2008-2014 zespołu bardzo dobrze kojarzonego na scenie grindcore’owej w Polsce. Na tym CD znajdziecie aż 35 utworów – część to nagranie live z koncertu, a reszta kompozycje, które wcześniej nie znalazły się na poprzednich longplayach Unborn Suffer. Zespół potrafi robić hałas na wysokim poziomie. Mamy tu genialne blasty, krówkę, growle, a nawet screamy. Moimi faworytami jest rewelacyjny cover Kataklysm „In Shadows And Dust” oraz srodze inspirujący mnie do działania czy to do pisania artykułów, czy to do zwykłego sprzątania domu „An Impulse To Create”. Muszę przyznać, że za co by Sfenson się nie zabrał ( także wokal i gitara w Kontagion) robi z tego petardę. W tym roku ma wyjść ich piąty krążek i czuję, że będzie nieprzyzwoicie powalał na kolana.

W końcu dobrnęłam do końca. Nie sądziłam, że wyjdzie z tego, aż tak długi tekst. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, a co do płyt których nie znacie ( obstawiam, że takie są) liczę, że Was chociaż trochę przekonałam by ich zasmakować. Chętnie poznam Wasze typy na najlepsze albumy minionego roku. Śmiało piszcie w komentarzach.

TAGI
PODOBNE WPISY