Muzyka

DANZIG „Skeletons” – moja miłość do Danziga wygasa…

Przez w dniu 26/02/2016

Byliście kiedyś zdradzeni? Jeśli tak, to wiecie jak to potrafi zranić, palić od środka i wywoływać negatywne uczucia wobec osoby, która tego dokonała. A wiecie jak to jest być zdradzonym muzycznie? Ja odczułam to dotkliwie słuchając płyty Danziga „Skeletons”.

Jednak zacznijmy od początku. Z Glennem znamy się już parę ładnych lat. Poznaliśmy się przy utworze „Devil’s Plaything”. Wokal niczym heavy metalowy Elvis, muzyka pochłaniająca bez reszty i ten teledysk gdzie jego dobrze wyrzeźbiona klata co chwile skakała mi przed oczami. Gdy więc jedne panie wzdychały do Petera Steele’a, moje serce było bliższe Glennowi. Tak też wpadłam po uszy w jego twórczość i staliśmy się muzycznymi kochankami. Albumy „Danzig”, „Danizig II: Lucifuge” oraz „Danzig III: How The Gods Kill” były moimi ulubionymi pozycjami i słuchałam ich każdego dnia. Znałam każdy utwór, każdy tekst został przeze mnie przetłumaczony. Ubóstwiałam każdy riff, każde przejście i mogłam na okrągło oglądać jego teledyski w których piękne kobiety ocierały się o mojego Mistrza. Czułam wieź z tymi albumami, a co za tym idzie więź z samym Glenn’em. Było cudownie, romantycznie, tak sielankowo dopóki nie sięgnęłam po album „Danzig 4”.

Tu po raz pierwszy nasunęło mi się pytanie „Glenn dlaczego? „. A on to co tak fajnie ukształtował przez poprzednie płyty po prostu zepsuł. Ten krążek totalnie zmienił Danziga. Gitary zostały bardzo przetworzone, a wokal Glenn’a z zadziornego Elvisa zmienił się w wysoki śpiew, który do jego wizerunku po prostu mi nie pasował. Utwór „Can’t Speak” to moim zdaniem był strzał w kolano, a dalsze płyty tylko to potwierdziły. Nie przekonywało mnie te nowe, ekstremalne podejście. W kolejnych czterech albumach miał kilka mocnych momentów, jednak mimo to dla mnie i tak to nie umywało się to do trzech pierwszych płyt. W końcu w 2010 wyszedł „Deth Red Saboath”. Tu ku mojemu zaskoczeniu usłyszałam tego Glenna, którego poznałam na początku. Wspaniałe uderzenie w postaci „Hammer Of The Gods”, zapadający w pamięć ” On The Wicked Night” czy psychodeliczny „Pyre Of Souls: Incanticle” na nowo rozbudziły moje uczucia wobec jego twórczości. Niestety po tym albumie Glenn postanowił odpocząć aż do 2015. Jednak w minionym roku zamiast świeżego powiewu dał nam płytę z coverami. Serio?! Covery? No dobra, czasem fajnie jest posłuchać znanych utworów w nowej aranżacji. Niestety „Skeletons” mnie nie kupiło.

Danzig Skeletons

Na „Skeletons” nie ma utworów bardzo znanych mimo iż znalazły się covery m.in. Black Sabbath czy Aerosmith. Są jednak te, które oczarowały Glenna wiele lat temu i tą płytą chciał oddać im hołd. To co mnie najbardziej boli, to mastering płyty. Odnosi się wrażenie, że wokal był nagrywany w toalecie, a muzycy grali w salonie i do tego z bardzo wyciszonym sprzętem co by sąsiedzi się nie skarżyli. W miarę utrzymał się jedynie poziom perkusji. Co do samego Glenna to śpiewa w sumie jak Elvis, ale taki na emeryturze. Momentami po prostu fałszuje i to słychać m.in. w utworze „Rough Boy” grupy ZZ Top, który przekroczył jego możliwości wokalne. Zabrakło mu samokrytyki, oj zabrakło. Brzmienie jest fatalne i o ile byłoby to nagrywane w latach 80 to można by przymknąć oko na ten demówkowy styl. Ale teraz gdy mamy dostęp do tylu technologii to po prostu świadczy o tym, że Glenn chciał to zrobić na szybko. Czy jakiś utwór tu się broni? Jeśliby tak odłożyć na dalszy plan kwestie brzemienia to klimatyczne, punkowe przeróbki „Devil’s Angel” Davie Allan’a & The Arrows, „With A Girl Liku You” The Troggs i „Action Woman” The Litter są do przełknięcia, ale jednak dobrze mieć w ręce piwo by je popić. Z jednej strony fajnie, że przypomniał tak stare utwory, ale z drugiej to wykonanie strasznie boli. Nie na takie dzieło czekało się pięć lat. Czuje się zdradzona muzycznie przez „Skeletons”. Jestem ciekawa czy jeszcze kiedyś Glenn skomponuje coś na miarę takich utworów jak „Mother” czy „How The Gods Kill”. W sumie nie ma co się oszukiwać że to nastąpi, bo zarówno czasy jego muskularnej sylwetki jak i klimatu z pierwszych nagrań niestety odeszły w zapomnienie już bardzo dawno temu.

TAGI
PODOBNE WPISY