koncert Grave
Podróże

Polski festiwal na europejskim poziomie – relacja z Summer Dying Loud 2016

Przez w dniu 13/09/2016

Koniec wakacji to smutny czas. Jak byłam nastolatką to wrzesień kojarzył się ze szkołą, nauką i ciężkim przestawieniem się do wstawiania wcześniej niż przez ostatnie 2 miesiące laby. Teraz zasmuca mnie to, że to koniec sezonu festiwalowego. Jednak jeszcze we wrześniu od już paru lat realizowany jest festiwal rockowo-metalowy w Aleksandrowie Łódzkim. W tym roku po raz pierwszy miałam przyjemność w nim uczestniczyć i powiem Wam, że to co się tam działo przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zatem poznajcie Summer Dying Loud.

PIERWSZY DZIEŃ

Festiwal odbywał się w miniony weekend. Pierwsze koncerty ruszyły o 15 w piątek i muzyka rozbrzmiewała do godziny 2.30. Terenem festiwalu był MOSIR im. Włodzimierza Smolarka. Ogromny teren pełen zieleni ze sceną po środku. Organizatorzy zadbali o wszystko. Były pola namiotowe, strefa gastronomiczna, ochrona, a nawet prysznice! Doskonałe rozplanowanie to jedno, ale na pochwałę zasłużył dźwiękowiec, dzięki któremu nagłośnienie było perfekcyjne. Na dodatek pogoda dopisała, bo było bardzo słonecznie. Gorąc mógł niektórym przeszkadzać, ale to co działo się na scenie wynagradzało trudy stania w słońcu.

Pierwszego dnia na scenie zagościły takie zespoły jak Tester Gier, Tuff Enuff, Vidian, Sweet Noise, Closterkeller czy KSU. Dla Sweet Noise był to świetny powrót, a Glaca pokazał, że nadal potrafi rozkręcić każdego i że nadal świetnie dba o swoją sylwetkę. Jeśli chodzi o Closterkeller to nigdy nie byłam ich wielką fanką, ale ich występ był piorunująco dobry, a Anja dalej umie oczarować swoją osobą, nawet mnie. KSU przez problemy z dojazdem grali jako ostatni i niestety ze skróconym setem. Jednak liczy się sam fakt, że dotarli by zagrać dla swoich fanów.

Dla mnie gwiazdą tego dnia był zespół Vidian, o którym wcześniej nie słyszałam. Jest to bydgoska formacja grająca experimental death metal. Mają na koncie dwa pełne albumy, a w tym roku nakładem Arachnophobia Records wypuścili EP-kę A Piece Of The End. Ich występ totalnie mnie zmiażdżył. Doskonałe partie gitar, ciężki klimat zniszczenia przyprawiony mocnym wokalem powodował, że człowiek topił się w rozkoszy dźwięków. Od rana słucham ich ostatniego dzieła i jestem pod wielkim wrażeniem ich technicznego poziomu i przemyśleń jakie ulokowali w swoich utworach. Z całego serca polecam przyjrzeć się tej ekipie, bo z pewnością jeszcze nie raz o nich usłyszycie.

DRUGI DZIEŃ

Sobota to już była zupełnie inna bajka, bo ten dzień obfitował w gwiazdy zagraniczne i miałam w końcu okazję zobaczyć na żywo Bömbers, Sinister i Grave. Bömbers pokazał, że dusza Lemmiego zamieszkała w ich głowach i instrumentach. Poziom wykonywania poszczególnych kawałków z repertuaru Mötorhead był oszałamiający i czuło się, że ludzie tworzący ten zespół nie są z przypadku, a na dodatek na czele ich stoi blackmetalowy wyjadacz Abbath. Muzyka Mötorhead po prostu żyje w nich. Powiem szczerze, że gdy nie patrzyłam na scenę to momentami czuło się jakby to grał i śpiewał  sam Lemmy, a nie cover band. Jeśli chodzi o setliste to nie zabrakło w niej takich kawałków jak Iron Fist, Kill By Death, Damage Case i na bis Ace Of Spades oraz Overkill. To była wielka uczta dla fanów Lemmiego i spółki. Coś pięknego.

Później na scenie zainstalował się holenderski Sinister, który prężnie działa od 1988 roku z niewielką przerwą. Długo czekałam by w końcu zobaczyć ich na żywo, szczególnie że ubóstwiam ich album Aggresive Measures  i The Carnage Ending. Koncert okazał się granatem, który wybuchł od pierwszego utworu. Było brutalnie, ciężko, a napierająca rytmika i epicka nawałnica perkusji z każdym utworem radowały mnie jeszcze bardziej. Setlista była pyszna i jakby dobrana by mnie uszczęśliwić. Poleciała Transylvania, Blood Ecstasy, The Carnage Ending  co sprawiło, że piałam z zachwytu. Jednak to nie był koniec muzycznej uczty, bo zaraz po nich pojawił się Grave.

Szwedzki Grave ma równie bogatą historię co Sinister. Na koncie masa płyt, z czego ostatnia Out Of Respect For The Dead miała premierę w ubiegłym roku. Słucham jej dosyć często, bo świetnie sprawdza się przy pracy i z każdym przesłuchaniem odnajduje w niej nowe smaczki. Wracając do koncertu, był to bardzo solidny gig. Z ostatniego wydawnictwa pojawiły się jedynie Out Of Respect For The Dead oraz The Omnimous „They”, ale zespół bardzo fajnie wymieszał stare i nowe kawałki co dawało bardzo przyjemy odbiór.

Ten dzień zamykał gig Mord’a’Sigmata, kapela której nazwę kojarzyłam, ale nie powiedziałabym, że znam się na ich twórczości. Post metalowe dźwięki przyjemnie pieściły uszy i pozwalały wyciszyć się po szale jaki był przy poprzednich występach. To był bardzo miły koniec koncertów i samego festiwalu. Podsumowując Summer Dying Loud to kolejny festiwal na którym po prostu trzeba być. W tym roku organizator postawił wysoko poprzeczkę i wierzę, że kolejny rok przyniesie równie wspaniałe, zarówno polskie jak i zagraniczne zespoły. Należy się pokłon dla Tomasza Barszcza, który był głównodowodzącym i pokazał, że w Polsce można zrobić doskonały muzyczny festiwal na europejskim poziomie.

Zacieszpodpis-9

 

 

 

 

TAGI
PODOBNE WPISY
  • Krzysztof Werno

    Myślałem, że nie ma już dobrych festiwali metalowych w Polsce, a tu taka niespodzianka. Tak zachwalasz, że za rok pojadę i sprawdzę 🙂