Muzyka

Najlepsze płyty 2016 roku

Przez w dniu 03/01/2017

Przyszedł czas podsumowań. Jak co roku przyszykowałam listę najlepszych albumów, a ten rok pod względem selekcji dał mi naprawdę w kość. W 2016 działo się bardzo dużo: ogrom premier każdego miesiąca, znakomite debiuty, jak również nietrafione powroty.  Po wielu godzinach słuchania wybrałam 25 albumów, które przede wszystkim najczęściej słuchałam, w których nie potrafię wytknąć błędu i porywają ile razy by się ich nie odsłuchiwało. Poznajcie moje typy.

POLSKA

planet hell ulcer uterus banisher

ULCER UTERUS – „CURSED SAINTS”

Kazali czekać na ten album 8 lat! I zdecydowanie było na co. Jest ciężko, brutalnie i perwersyjnie. Klasyczny brutalny death, który przyjemnie masakruje bębenki.

BANISHER – „ONIRIC DELUSIONS”

Czyściutki, pachnący i perfekcyjnie techniczny krążek. Album jest wielowymiarowy, a jego selektywne brzmienie dopełnia całość.

PLANET HELL – „MISSION ONE”

Znakomity debiut nad którym rozpływałam się już w recenzji. Zespół napisał teksty inspirowane twórczością Lema, dodał do tego progresywną death metalową otoczkę i w efekcie dostajemy bardzo przestrzenny i wysublimowany krążek. Czego chcieć więcej?

ragehammer cictraix orchivion offence ulcer

RAGEHAMMER – „THE HAMMER DOCTRINE”

Kolejny debiut na mojej liście. Ragehammer rozwala na łopatki szybkością, lawiną blastów, brudem, kurzem i tym, że pomimo typowego oldschool’owego grania człowiek wpada w ich granie jak w studnie bez dna.

CICATRIX – „SUFFOCATED FAITH”

Klasyczny gridcore’owy styl bez ozdobników. Jest obskurny z odpychającymi wokalizami, ale bardzo przyjemny w obyciu.

OFFENCE – „ADORATION OF BLACK KINGDOM”

Dwa lata temu doceniłam ich debiut. Już wtedy czułam, że w przyszłości nie zawiodą. Nie myliłam się. Kolejnym albumem udowadniają, że potrafią grać dojrzalej i ciekawiej. Kompozycje spójne, wokal chropowaty jak należy, a do tego wszystko w klasycznym szwedzkim nurcie.

ORCHIVION – „IMPAIROR”

Debiutancki mini album warszawskiego składu pokazujący że można grać symfoniczny death metal, który zaskakuje. Esencją płyty jest doskonała perkusja, do tego dochodzą niesamowite zdolności wokalisty, a na deser chór i wszelkie symfoniczne smaczki.

ULCER – „HEADING BELOW”

Death metalowa chłosta na wysokim poziomie. Gniecie intensywnością, nieokiełznaną dzikością i o ile poprzednie ich płyty były dobre, to ta zdecydowanie podnosi poprzeczkę zarówno dla zespołu jak i innych polskich składów, które parają się śmierć metalem.

ŚWIAT

asphyx aborted down of disease wormed

ASPHYX – „INCOMING DEATH”

Gdybym musiała przypisywać wydawnictwom miejsca to bez wahania na pierwszym stanąłby Incoming Death. Nieskazitelny longplay, który z każdym kolejnym utworem intrygująco się rozpędza. Wściekłość, doomowe walce i ciarki na plecach.

ABORTED – „RETROGORE”

Kunszt tej płyty przyciąga na wiele godzin. Wspaniały pokaz możliwości Aborted. Jest tam odrobina retro, ale to gore gra tu pierwsze skrzypce. Więcej refleksji możecie przeczytać w mojej recenzji.

DAWN OF DISEASE – ” WORSHIP THE GRAVE”

Natrafiłam na nich przypadkiem na youtube i zaprosiłam do swojego domu. Nienaganna produkcja, utwory dopracowane w najmniejszych szczegółach, a wszystko to w death metalowym klimacie okraszonym odrobiną melancholii.

WORMED – „KRIGHSU”

Mocarny, bluźnierczy i przede wszystkim powalający krążek. Nie daje wytchnienia i to chodzi!

behexen wo fat the rolling stones testament ulcerate

BEHEXEN – „THE POISONOUS PATH”

Nowe dziecko Behexen nie przypadło wszystkim do gustu. Mnie również jakoś na początku nie chwyciło. Jednak kolejne przesłuchania zrobiły swoje i wkręciłam się w ich zatęchły, zgniły black metal.

WO FAT – „MIDNIGHT COMETH”

Opasłe wydawnictwo, które przez prawie godzinę potrafi porządnie sponiewierać. Jest to propozycja dla fanów lubujących się w stonerowym graniu, którym nie straszne są zawiłe solówki i psychodeliczne pieszczoty.

THE ROLLING STONES – „BLUE & LONESOME”

Nie jestem fanką zespołu, ale nowym długograjem kupili mnie bez reszty. Tak powinno się nagrywać covery! Album jest pełen fantastycznej energii, lekki i bardzo wpadający w ucho. Kompozycje są proste, riffy klasyczne, ale nie brak w tych utworach pazura.

TESTAMENT – „BROTHERHOOD OF THE SNAKE”

To dowód, że Testament nadal ma to coś. Panowie zdecydowanie nie wypadli z formy. Tryskają wigorem, a pomysłowość riffów nie ma końca. Do tego dochodzi zachwycająca sekcja rytmiczna. Thrashowy łomot gwarantowany.

ULCERATE – „SHRINES OF PARALYSIS”

Śmierć metalowa otchłań, które ociera się o szaleństwo. Nowy krążek tak samo doskonale hałasuje jak poprzednik.

wormrot brujeria fleshgore avulsed

WORMROT – „VOICES”

Złowieszczy grindcore wypełniony po brzegi growlami i screamami. Uwielbiam tych narwańców!

FLESHGORE – „DENIAL OF THE SCRIPTURES”

Wyśmienita płyta z ukraińską duszą. Pełna agresji, ale nie traci przy tym finezji.

BRUJERIA – „POCHO AZTLAN”

Co by Meksykanie nie nagrali to mi się podoba. Jestem im wierna od początku kariery i tym razem również nie zawiedli. Oczywiście przy tym ich szalonym grindzie nie zapomnieli o poczuciu humoru, a to powoduje, że jeszcze chętniej włączam ich nowe wydawnictwo.

AVULSED – „DEATHGENERATION”

To żadna tajemnica, że ich ubóstwiam. Po wielu latach słuchania w minionym roku miałam ich okazję zobaczyć po raz pierwszy. Niedługo potem wypuścili Deathgeneration, które wyszło z okazji 25 lecia zespołu. Nie ma tu nowych utworów, a jedynie stare zagrane na nowo ze zdolnymi krzykaczami z innych kapel. Mimo to album zasługuje na wyróżnienie na tej liście, bo odwalili kawał dobrej roboty, a nieco inne podejście do starych kawałków wchodzi jak rosół na kacu.

cliteater dawn of demise korpse lectern

CLITEATER – „FROM ENSLAVEMENT TO CLITORATION”

Holendrzy totalnie spustoszyli mój umysł tym albumem. Tacy to potrafią rozkręcić imprezę swoim soczystym goregrindem.

DAWN OF DEMISE – „THE SUFFERING”

Smaczny death metal z elementami groove, napędzany niskim growlem. Całość zdecydowanie satysfakcjonująca.

KORPSE – „UNETHICAL”

Kolejni Holendrzy w tym zestawieniu, ale tym razem mamy do czynienia ze slamowym transem. Jeśli jesteście fanami Devourment to wierzcie mi wpadniecie po uszy w sidła Korpse.

LECTERN – „PRECEPT OF DELATOR”

Włoska precyzja z niesamowitą brutalnością dająca wspaniały obraz Precept Of Delator. To są prawdziwi muzyczni oprawcy, którzy nie boją się wyzwań. Mimo iż przeważa tu ciężkie granie to zespół nie zatracił melodyjność, a dzięki temu bardzo przyjemnie się go słucha nawet cały dzień.

TAGI
PODOBNE WPISY