mastectomy hell on earth
Muzyka

MASTECTOMY „Hell On Earth” – jeden człowiek, wiele możliwości

Przez w dniu 31/03/2017

Co może zrobić jeden człowiek? Posadzić drzewo na pewno, a skomponować i nagrać  dobrą płytę? Okazuje się, że nie ma w tym najmniejszego problemu. Inaczej nie powstałyby takie projekty jak Pigskinner czy Putrid Pile. Jeśli ich nie kojarzycie, koniecznie sprawdźcie, co oni wyprawiają. Natomiast dziś chcę Wam zaprezentować polski zespół z Poznania, gdzie jeden człowiek stworzył 50 min materiału, obok którego nie da się przejść obojętnie. Poznajcie Mastectomy i jego debiutancki album Hell On Earth.

Patrząc już na samą okładkę, można się domyślić, że lekkich tematów to tu nie będzie. Mastectomy to krew, flaki, wojna i śmierć. Teksty w dosadny sposób o tym traktują, a muzyka pięknie podkreśla fale zniszczenia. Pierwsze, na co ja zwróciłam uwagę to wokal, który mimo niskiego growl’owania, nie jest męczący lub zbyt bulgoczący jak to w przypadku brutal death metalu bywa. Jest to krążek bardzo intensywny, ciekawie zrealizowany, pełen bezlitosnych dźwięków. Widać, że Adam Nowak miał konkretne wyobrażenie swoich kompozycji i patrząc po długości tego debiutu, pomysłów mu nie brakowało.

Warto zwrócić uwagę, że w tym albumie nie ma żywej perkusji. Powiem Wam, że przy pierwszym przesłuchaniu nawet tego nie zauważyłam. A to sztuka, by automat perkusyjny swoją sztucznością nie zepsuł brzmienia. Większość tekstów jest w języku angielskim, ale znalazło się również miejsce dla dwóch polskich reprezentantów. Ba, te teksty nawet słychać, bardzo to doceniam. Fajnie, że pomiędzy niektórymi utworami pojawiają się sample, które jednak częściej spotykane są na grindcore’owych albumach. Znalazł się nawet tekst z filmu Piła.

Materiał nie jest monotonny mimo jego objętości i stylistyki. A przy tak obszernych kawałkach ma to duże znaczenie. Nie ukrywam, że chciałabym to przeżyć na żywo, bo dałoby to pełen odbiór materiału, jak i samego człowieka stojącego za stworzeniem Mastectomy. Jak dla mnie bas mógłby jeszcze bardziej wgniatać w ziemie, jak to jest przykładowo w Devourment, bo przy takim brzmieniu dodawałby jeszcze więcej ekspresji i mocy, a mnie zachwycają takie klimaty. To, tylko takie luźne przemyślenie. Dodam, że w planach jest już kolejne wydawnictwo, więc nie jest to jednorazowy strzał, o którym szybko zapomnicie. Zatem słuchajcie i komentujcie.

 

 

 

 

 

TAGI
PODOBNE WPISY