emptiness not for music
Muzyka

EMPTINESS „Not For Music” – dreszcze, szepty, niepokój

Przez w dniu 21/03/2017

Emptiness Not For Music to piąty album Belgów, który miał swoją premierę w styczniu tego roku. Nie spotkałam się z muzyką tego zespołu wcześniej, mimo dosyć bogatego dorobku. Postanowiłam pozostać w owej niewiedzy. Dlatego też gdy zabierałam się za przesłuchiwanie ich najnowszego dzieła postanowiłam nie czytać, nie słuchać i nie sprawdzać z czym mam do czynienia. Tylko po prostu oddać się temu niepokojącemu klimatowi, który zwiastowała już sama okładka.

Dawno żadna płyta nie wprowadziła mnie w taki niepokój jak Not For Music. Słuchając kolejnych utworów czułam się jakby wokalista stał tuż za mną, czułam jego oddech na karku, a on szeptał mi w ucho swoje złowrogie deklamacje. Aż momentami łapałam się na tym, że sama wstrzymywałam oddech by nikt mnie nie usłyszał. Co za wykręcony klimat! A spróbujcie posłuchać tego przy zgaszonym świetle lub podczas samotnego nocnego spaceru. Mówię Wam, że kolejne szarpnięcia strun, czy uderzenie w bębny mogą spowodować szybsze bicie serca.

Album rozpoczyna ambietowo-gotycki, ze świdrującą melodią Meat Heart. Na co dzień nie obracam się w takich gatunkach, więc tym ciekawiej dla mnie było zagłębiać się w niezbyt znane mi dotąd tereny. Już na początku usłyszycie ten szorstki, szepczący wokal, a mrok powoli Was będzie otulać. It Might Be zaczyna się przyjemnym basem, jednak brakuje tu elementu zaskoczenia, czy przejścia. Dobrze wkręca się You’re Skin Won’t Hide You z awangardowym zacięciem, czy Digging The Sky gdzie pojawiają się odrobinę mocniejsze oraz odważniejsze riffy.

Emptiness nie można odmówić talentu do budowania klimatu grozy, niepewności, strachu. Wychodzi im to nad wyraz ciekawie i pierwsze przesłuchania albumu faktycznie budziły we mnie lęk, dreszcze, ale i ciekawość. Ciekawość gdzie te budowane przez kilkadziesiąt minut napięcie znajdzie ujście. Niestety to jest bolączka tej płyty – brak kompozycjom puenty. Każdy kawałek jest przeciągnięty i po prostu urwany. Te niedopowiedzenia w utworach, niestety nie działają na moją wyobraźnie, jak pewnie było w zamyśle muzyków.

Zaskakująco dobrze wpasowali w kompozycje klimat synthpopu i podlali go gęstą smołą, jednak dla mnie atmosferę psują elektroniczne wstawki jakie przykładowo można usłyszeć w Ever. Dobrze z muzyką współgra szept i niepokojący oddech. Jednak po dłuższym słuchaniu, myślę że jednak szkoda, że wokalista nie zaryzykował wprowadzenia trochę odmian w swój powolny śpiew, czy raczej recytację. Mimo sporej liczby kombinacji na szczęście nie ma tu miejsca na kicz czy na tandetne elementy gotyku, co zdecydowanie ma znaczenie przy całkowitym odbiorze płyty.

Niezależnie od moich mieszanych uczuć polecam Wam sprawdzić album Belgów, bo jest to z pewnością dosyć oryginale dzieło. Nawet jeśli na co dzień nie słuchacie tego rodzaju muzyki, to czasem warto wyjść ze swojej strefy komfortu i zagubić się w ekstremalnie przeszywającej od środka muzyce dark metalowej.

TAGI
PODOBNE WPISY