Muzyka

Jak IMMOLATION skopał mi tyłek

Przez w dniu 14/03/2017

Muzyka Immolation to dla mnie pokaz siły, ciężaru, agresji, które w połączeniu z technicznym kunsztem powodują u mnie dreszcze na plecach i wzrost adrenaliny jak po wypiciu kilkunastu kaw. Zażywanie śmierć metalu uzależnia, ale w nadmiarze na szczęście nie szkodzi zdrowiu. Jednak jak raz się go zasmakuje, to potem usilnie szuka się coraz to bogatszego bukietu smaków. Moja przygoda z Immolation zaczęła się bardzo dawno temu i trwa nieprzerwanie do dziś, a ich kolejne albumy potęgują moje łaknienie przez co, z płyty na płytę stawiam im coraz to wyżej poprzeczkę. Zatem czy Atonement spełnił moje oczekiwania?

Nieprzespane noce, przekrwione oczy, bóle karku i niekontrolowane tupanie nogą są dowodem na to, że nowe dzieło Immolation skopało mi solidnie tyłek. Od premiery słuchałam go w każdej wolnej chwili, a uczucie ekscytacji i radości nadal mnie nie opuściło. Panowie są bardzo konsekwentni w swoich kompozycjach. Tu nie ma przesady, nieprzemyślanych zagrywek lub na siłę powsadzanych ozdobników. Jak Dawn Of Possession i Here In After były znakomitą podwaliną ich kariery, tak Atonement, który jest dziesiątym krążkiem w dyskografii, jest dowodem na to, jak mistrzowski poziom osiągnęli i przede wszystkim, że są jedną z dominujących załóg death metalowych na świecie.

To, co przykuwa znaczącą uwagę w nowym materiale Nowojorczyków, to znakomity balans pomiędzy gradobiciem perkusji a powolnymi, nieczystymi gitarowymi riffami. Zwolnienie temp zadziałało na plus, bo kompozycje są bardzo przestrzenne oraz selektywne, czego momentami brakowało mi np. w Kingdom Of Conspiracy. Wokal Dolana jest w znakomitej formie, lekko przytłumiony, co znakomicie łączy się z bogatym muzycznym tłem. Wysuniecie go za bardzo na przód, wybiłoby kompozycje ze spójności. Jak zwykle jestem pod wrażeniem wirtuozerii Vigny – wykręcone riffy i niebanalne kombinacje doskonale napędzają to wydawnictwo. Czas przejść do kawałków, które koniecznie musicie posłuchać.

Pierwszym utworem, który mnie sponiewierał był Lower. Spokojne wejście, które znienacka wbija słuchacza w podłogę ciężkim brzmieniem i bezkompromisowym bębnami. Rise The Heretics to klasyczne Immolation i pewnie dlatego tak bardzo zasadził mi się w głowie. Solówki Vigny nie dają się zapomnieć, a ich melodyjność wpływa na tajemniczość tego utworu. No i nie można zapomnieć o tym zatęchłym, antyreligijnym tekście. Aż chce się razem z Dolanem ryczeć The heretics will rise! Trzecim moi ulubieńcem został Thrown To The Fire, który jest monumentalny, złowieszczy, z niesamowicie duszną atmosferą. Oczywiście polecam słuchać Atonement w całości, by na własnej skórze poczuć, że ten album to istna rozpusta śmiercionośnych melodii. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji przysiąść do tego krążka, to polecam nadrobić zaległości. Wyczuwam, że to wydawnictwo będzie jednym z najlepszych w tym roku!

 

 

 

TAGI
PODOBNE WPISY