stranger things 2
Kino

Stranger Things 2 – mroczniej, straszniej, ale czy wciągająco?

Przez w dniu 30/10/2017

W miniony piątek miał premierę drugi sezon Stranger Things. Zakładam, że sporo osób w ten dzień poczuło grypę w gardle, a pracodawcy z druków L4 mogli budować forty. Nie ma co się dziwić! Rok czekania, rok płacenia za Netflix, aby w końcu kliknąć magiczne play i przenieść się do świata czwórki przyjaciół z Hawkins. I to na dziewięć godzin! Ja już jestem po tych przeżyciach i dziś mam dla Was kilka refleksji na temat tej produkcji.

Wracamy do Hawkins

Liczyłam, że Stranger Things 2 mnie zaskoczy i porwie jak cyklon Grzegorz. Wciągnie i przemieli moje uczucia, jak to uczynił przy pierwszym sezonie. Przestraszy tak, że kanapa i koc, to będą jedyne bezpieczne miejsca w moim domu. Dlatego uzbrojona w zapasy wody i popcornu, zasiadłam do oglądania tego wyczekiwanego sequela już w dniu premiery. Muszę przyznać, że zostałam pozytywnie zaskoczona. Zaczęło się bardzo gładko i przyjemnie. Widzimy Hawkins rok po przerażających wydarzeniach. Mieszkańcy szykują się do Halloween, chłopcy z pełnym oddaniem zdobywają kolejne poziomy w grach na automatach, a Jedenastce udaje się uciec z Drugiej Strony.

Wszyscy starają się wrócić do normalnego życia, ale starają się również, aby prawda o tym, co faktycznie się stało, nie wyszła poza krąg wtajemniczonych. Może się wydawać, że w Hawkins zapanował spokój. Jednak Will doznaje coraz częstszych i coraz mroczniejszych wizji, które odbiją się na jego psychice. A w tym samym czasie komendant Hopper zostaje wezwany do zniszczonych upraw dyń. W tym momencie fabuła zaczyna  nabierać tempa, jednak w porównaniu do pierwszego sezonu dzieje się to o wiele wolniej.

stranger things 2

Jest dobrze, jest źle

Stranger Things 2 pokazuje, że twórcy nie siedli na lurach i nadal trwają w sprawdzonym pomyśle, dopieszczając go różnymi elementami znanymi z kultowych filmów jak Pogromcy Duchów, Obcy 2 czy Egzorcysta. Kontynuacja jest wciągająca i zdecydowanie przyjemnie się ją ogląda. Atmosfera jest gęsta, czasem gorzka, czasem wręcz przerażająca. Zostali wprowadzeni nowi bohaterowie, którzy dopiero kiełkują w tej całej przygodzie. Natomiast Mike z chłopakami wchodzą w okres dojrzewania, co zostało podane w bardzo zgrabny i smaczny sposób. Tym razem mamy też okazję poznać lepiej historię Jedenastki, która miała znaczący udział w pierwszym sezonie. O ile podoba mi się, że są pociągnięte wątki poszczególnych bohaterów, a muzyka Metalliki czy The Police raduje uszy, za każdy razem, gdy wyraźnie ją słyszę z ekranu, to serial pozostawia pewien niedosyt.

Brakuje tutaj niespodzianek, które były mocnym elementem pierwszego sezonu. Od początku wiemy, z czym mamy do czynienia. Nie ma zaskakujących zwrotów akcji, kolejne wydarzenia łatwo przewidzieć. Trochę szkoda, jednak mimo to chłonęłam kolejne odcinki, mimo iż mój pies skwierczał jak boczek na patelni, żeby mi przypomnieć o spacerze. Mały minus dałabym również za historię Jedenastki. O ile początkowo byłam ciekawa, jak to się stało, że trafiła do laboratorium. To dalsze śledzenie jej samodzielnej wędrówki nie było wciągające, a wręcz wybiło mnie trochę z wydarzeń, z jakimi mierzyli się w tym samym czasie Ci, którzy pozostali w Hawkins. Można odnieść wrażenie, że to trochę taka zapchaj dziura w fabule i dla mnie była ona po prostu zbyteczna.

Podsumowując, mimo paru elementów, które dla mnie tam nie zagrały, to serial jak najbardziej przykuł moją uwagę i bawiłam się przy nim znakomicie. Jednak liczę, że planowany trzeci sezon, zaskoczy mocniej, a bracia Duffer wyciągną ukrytą broń kreatywności i odejdą trochę od znajomych już manewrów filmowych, którymi wypełnili dotychczasowe sezony.

 

TAGI
PODOBNE WPISY