saltus recenzja
Muzyka

SALTUS „Jam Jest Samon!” – muzyka słowiańską historią pisana

Przez w dniu 24/11/2017

Głęboka noc. Wiatr spokojnie tańczy wśród starych sosen. A między nimi skryli się oni. Ostrzą swoje miecze, zeskrobują resztki krwi z toporów, opłukują umęczone twarze. Wzdychają, sapią, pomrukują. Gdzieś słychać jęki bólu, gdzie indziej stukanie kufli. Tam ktoś próbuje śpiewać, tu ktoś stara się zdrzemnąć pod wyrosłym świerkiem. A jedyne światło, to blask iskrzącego się ogniska. Wtem ze strażnicy słychać donośny krzyk. Krzyk mocarny, pobudzający i jednocześnie przeszywający. Coraz bliżej słychać rozdzierające dźwięki stali. Frankowie nadchodzą…

…a co było dalej, możecie dowiedzieć się słuchając opowieści zawartych na nowym albumie Saltusa Jam Jest Samon! Warszawskie trio krótko po Epce Opowieści Z Przeszłości podarowało słuchaczom pełny krążek, którego tematem przewodnim jest Samon – założyciel pierwszego udokumentowanego państwa Słowian. Czy lubicie historię, czy nie, to tutaj otrzymujecie ją w najbardziej przystępnej formie, jaka istnieje. Czyli jako przyjemnie skomponowane utwory, zaprawione tekstami zagrzewającymi do walki, otoczone black death metalową mgłą. Saltus bez wątpienia doskonale odnajduje się w tym rodzaju muzyki i zdecydowanie potrafi zauroczyć swoimi wydawnictwami.

Muzycznie Jam Jest Samon! wypada naprawdę znakomicie. Świetny rytm, echo blastów, dobrze zacinające riffy. Od razu zechcecie w jednej ręce ściskać miecz, a w drugiej podnosić tarcze. Taki rodzaj melodii działa bojowo i to rewelacyjnie Saltusowi się udało. Przyjemnie pieści w ucho delikatny żeński wokal oraz smagnięcia skrzypiec w tle. Natomiast męski wokal ma swoje bardzo dobre, mocarne momenty, ale niestety jak szybko potrafi zachwycić, to tak samo szybko może zmęczyć. A i jakoś pojawiające się deklamacje, nie do końca mnie przekonały. Ta sama bolączka jest w tekstach. Są z jednej strony spójne, opowiadają historie walk czy to z Frankami, czy z Awarami. Jednak brak im kreatywności, więcej kwiecistego języka, bardziej intrygujących zwrotów.

Mimo tych kilku wad Jam Jest Samon!  słucha się dość przyjemnie. Zamykając oczy, widzę majestatycznie kroczących Słowian. Słyszę stukot końskich kopyt, czuje zapach sosen i krwi, która za moment rozleje się po zbrojach wrogów. Jeśli muzyka oprócz przytaczania historii, pobudza również wyobraźnie, to zdecydowanie warto zasmakować w tej podróży. I chociaż na chwilę poczuć się jak wojownik, wejść w skórę tych, którzy za swoje ziemie przelali krew, nawet jeśli to będzie tylko we własnym umyśle.

 

 

TAGI
PODOBNE WPISY