wind river recenzja
Kino

Wind River – na odludziu każdy staje się drapieżnikiem

Przez w dniu 27/11/2017

Statystyki osób zaginionych prowadzi się dla każdej grupy demograficznej. Jednak takowe nie istnieją dla indiańskich kobiet. Nikt nie wie ile ich zginęło.
Taylor Sheridan (reż. Wind River)

Lubicie jeździć w góry? Wsłuchiwać się w górską ciszę, brodzić po kolana w śniegu i czuć delikatne szczypanie mrozu w policzki? Ten spokój, ta bezwzględna cisza i wielkie hałdy śniegu, w których można się kąpać jak w bezkresnym basenie. Na weekendowy wypad, sylwestra czy wczasy z ukochanym – wybór idealny. A gdyby przyszło Wam tam żyć? Otaczać się jedynie garstką mieszkańców. A do najbliższego sąsiada mieć parę stromych kilometrów. Czy moglibyście na zawsze zamieszkać w takim miejscu?

W takim, oddalonym od świata rezerwacie Wind River, w stanie Wyoming, przyszło żyć głównemu bohaterowi. Cory Lambert (Jeremy Renner) jest specjalistą w tropieniu dzikiej zwierzyny. Dba o bezpieczeństwo zarówno mieszkańców, jak i ich zwierząt. Świetnie zorientowany w terenie, spostrzegawczy, zawsze dobrze przygotowany. Pewnego dnia natrafia na zakrwawione ślady. Nie zostawiła ich puma ani wilk, a niestety nastoletnia dziewczyna Natalie, której zwłoki znajduje kilka metrów dalej. Jej zamarznięte ciało leży we krwi, ale jego uwagę przykuwają jej bose nogi. Ile ktoś może przebiec bez butów po śniegu? Odpowiedzi na to pytanie będzie szukała młoda agentka FBI Jane Banner (Elizabeth Olsen), która zostaje przysłana na miejsce zdarzenia. Chłodne powietrze, krajobrazy wyciągnięte z pocztówek i tropy, które z każdym podmuchem giną pod warstwą puchu. Czas odgrywa tu ważną rolę, dlatego Jane z pomocą Cory’ego musi działać naprawdę szybko, jeśli chce schwytać winnego.

Głównym wątkiem filmu jest śmierć nastoletniej Indianki. Jednak oprócz tego widzimy, jak cała ta sytuacja wpływa na poszczególnych bohaterów. Obserwujemy mieszkańców, którzy każdego dnia próbują pokonać swoje słabości i lęki. Cory walczy ze swoimi wewnętrznymi demonami. Jenny zdaje sobie sprawę, że nie można działać impulsywnie i trzeba być doskonałym obserwatorem w tak ciężkich warunkach. Indiańska policja stara się dbać o porządek, ale mimo to w tak wąskim społeczeństwie pojawia się przestępczość czy narkotyki. Dodatkowo w takim rejonie często giną ludzie i niestety często nie wiadomo nawet, jak to się stało. A jako że nie prowadzi się statystyk osób zaginionych, nie wiadomo, na jaką skalę sięga ten dramat. To wszystko doprowadza do tego, że mieszkańcy stają się dość obojętni na krzywdę. Każdy dba o siebie i stara się po prostu przetrwać kolejny dzień.

Reżyser doskonale pokazuje uczucia poszczególnych bohaterów i nie ociera się przy tym o groteskę. Historia jest tak perfekcyjnie ukazana, że cierpi się razem ze zrozpaczonymi rodzicami dziewczyny, czy roztargnionym bratem, który nie chce wierzyć w to, co słyszy. Wszystko nabiera autentyczności dzięki znakomitej grze aktorskiej, bez podkręcania dramatyzmu czy wylewania wiadra łez. Mimo wielu chwytających za serce momentów nie brakuje akcji, energii czy nawet strzelaniny. Reżyser doskonale zapanował nad utrzymaniem tempa, elementami zaskoczenia czy naprawdę doskonałym finałem. Całość dopełniają przepiękne krajobrazy gór, śnieżnych zasp, czy radośnie hasającej zwierzyny. Jeśli lubicie filmy trzymające w napięciu, a dodatkowo dające worek przemyśleń po seansie, to koniecznie obejrzyjcie Wind River. Pamiętajcie, że na odludziu każdy z nas staje się drapieżnikiem.

 

TAGI
PODOBNE WPISY