the black thunder visions in black
Muzyka

THE BLACK THUNDER „Visions In Black” – gdy uderzy Cię piorun

Przez w dniu 18/12/2017

Objawy uderzenia muzycznym piorunem to ślinotok zachwytu, rozszerzone źrenice oszołomienia oraz nieustający tupot stóp. Jeśli zauważycie to u kogoś w Waszym otoczeniu to znak, że dorwał go wspaniały album i jedyne co możecie dla niego zrobić to podgłośnić muzykę i dać święty spokój. Mnie taki piorun odwiedza nałogowo od wielu lat. Jednak w tym roku  znakomite wydawnictwa przekroczyły wszelkie normy przyzwoitości i dawały mi tyle rozkoszy, że nawet w filmach dla dorosłych takich orgazmów nie widzieli. O ile jestem namiętną kochanką death metalu, to nie ograniczam się w doborze muzyki do słuchania. I dzięki tej otwartości trafiam na takie debiuty jak ten, z którym chcę Was dziś poznać. Zatem poczujcie zapach rozgrzanych strun kaszubskiej ekipy The Black Thunder na ich debiutanckim albumie Visions In Black.

Visions In Black to dobrze wyważony metal z rock’n’rollowym sznytem. Co pierwsze rzuca się w ucho, to wciągające partie gitar z finezyjnymi solówkami. Do tego świetnie współgrający wokal, zabierający słuchacza na wycieczkę po ludzkich emocjach, wewnętrznych potrzebach i do świata, który nas przeżuwa jak niedosmażonego steka każdego dnia. Kompozycje są spójne, mają swój własny, bardzo przyjemny charakter. I dużą zaletą tej płyty jest brzmienie, które jest dopieszczone, ale nie chlapie lukrem w oczy. Poziom nagrania daje nam znakomicie selektywny wydźwięk krążka, a przy tego rodzaju muzyce jest to wręcz wskazane. Perkusja misternie buduje tło, a gitary pysznie doprawiają kolejne utwory. To wydawnictwo z pewnością przypadnie do gustu osobom, które lubią rockowy powiew w średnim tempie, jak i miłośnikom heavy metalowego grania, którzy czerpaliby nieopisaną przyjemność z wachlarza melodii, jakie zespół skomponował. Na plus działa również samo wydanie w matowym dwuskrzydłowym digipacku, które cieszy oczy jak świeżo przelana wypłata na koncie.

The Black Thunder pokazuje, że potrafi cisnąć piorunami emocji, opierając się o hard rockowe zagrywki z pięknie pląsającymi gitarami. Albumu słucham już z dobry tydzień i jestem pod wrażeniem jak przyjemnie mnie ten krążek obezwładnił. Nie ma tu płynącej obficie juchy z głośników i deptających blastów, a mimo to zaprzyjaźniłam się z tym albumem, i chętnie postawiłabym mu piwo za te przyjemne chwile, jakie mi podarował.

 

 

 

 

TAGI
PODOBNE WPISY
  • Wojciech Grzeluk

    Mocna rzecz .