Kino

Hired Gun – czyli przychodzi muzyk sesyjny do artysty

Przez w dniu 25/01/2018

Czy kiedykolwiek zastawialiście się kto stoi za wspaniałą muzyką do Beat It Michaela Jacksona? Kto wspierał Billy’ego Joela, gdy ten dopiero raczkował na rynku? Od razu nasuwa się odpowiedź, że to geniusz, talent i siła przebicia tych właśnie artystów uczyniły z nich światowe gwiazdy estrady. Z jednej strony tak, ale z drugiej za wspaniałymi kompozycjami, nieskazitelnym brzmieniem i chwytliwymi od pierwszej chwili riffami stoją muzycy sesyjni. Muzycy, o których nie przeczytacie na odwrocie albumu, czy w wywiadzie w poczytnym magazynie muzycznym. Są to zdolni szermierze muzyki, którzy ze swojej pasji zrobili sposób, na zarabianie. Freelancerzy przemysłu muzycznego, po których sięgają największe gwiazdy, aby towarzyszyli im na trasie lub nagrali brakujące instrumenty w studiu. Teraz prawdę o nich możecie poznać za sprawą filmu dokumentalnego Hired Gun, o którym dziś szepnę Wam kilka słów.

Przekopując rozpasane zasoby Netflixa, przypadkowo skręciłam na dział z filmami dokumentalnymi. Właśnie tam, jako jeden z pierwszych wyskoczył mi Hired Gun. W skrócie, film pokazuje muzyków sesyjnych, którzy żyją z grania dla kogoś. Opowiadają o swoich początkach, presji, marnych zarobkach, braku stabilizacji. Nie brakuje również wypowiedzi samych gwiazd takich jak Alice Cooper czy Rob Zombie, którzy podzielili się swoim punktem widzenia. Film zaskoczył mnie pod wieloma względami. Szczególnie tym jak bardzo takie osoby potrafią być niedoceniane, pomimo doskonałego radzenia sobie z narzuconymi zadaniami, castingami czy wysokimi wymaganiami. Za każdym z tych muzyków stoi niesamowita historia i wiele lat morderczej nauki, by być najlepszym w swoim fachu.

W Hired Gun poruszono wiele kwestii, z których my odbiorcy muzyki nie zdajemy sobie sprawy lub po prostu guzik nas to obchodzi. Jednak po przyjrzeniu się każdej osobie, która zdradziła, co jej leży na sercu, co zachwyca czy inspiruje, zaczęłam zupełnie inaczej patrzeć na środowisko muzyczne i dotarło do mnie, że gdyby nie właśnie Ci muzycy, to wiele wspaniałych melodii mogłoby nigdy nie powstać. Takim przykładem jest z pewnością utwór do filmu Ghosbusters skomponowany przez Raya Parkera Juniora, który był tylko zwykłym muzykiem sesyjnym, a dzięki zainteresowaniu jego kompozycjami, twórcy filmu dali mu szansę, która odmieniła jego życie.

hired gun

Warto wspomnieć, że Jason Hook też zaczynał od grania dorywczo, a później stał się członkiem Five Finger Death Punch, czy Jason Newsted, który z muzyka sesyjnego awansował na pełnoprawnego członka Metalliki. Pomimo kilku sukcesów w tej branży, jest ona też przesycona masą obaw i kombinacji, aby mieć za co żyć czy mieć co włożyć do ust. W filmie temat pieniędzy jest dość obszernie przedstawiony. Byli tacy, co zarabiali 400 dolarów tygodniowo, gdzie płyta sprzedawała się w milionowych nakładach, ale im tantiemy nie przysługiwały z tego tytułu. Byli tacy, co w przerwach między trasami łapali się prac dorywczych jak malowanie domów. Niestety i tacy, którzy za swoją włożoną pracę dostali uśmiech i uznanie, ale żadnego zielonego papierka.

Oprócz spraw finansowych kolejnym ważnym problemem poruszanym w filmie jest stabilizacja zatrudnienia. To, że jej nie ma, to najemnicy są tego świadomi, bo działają na konkretne zlecenie. Jednak wiele było takich sytuacji, że dany muzyk, mimo wieloletniej pracy przy danym artyście został zwolniony nawet o tym nie wiedząc. W tym środowisku, gdy ktoś do Ciebie nie dzwoni, to znak, że musisz poszukać sobie nowej pracy. Smutne, przykre i niestety prawdziwe. Bycie zatrudnionym jako muzyk sesyjny to nadal spanie z jednym okiem otwartym, bo ktoś może zająć Twoje miejsce, bo okaże się mieć lepsze pomysły, ciekawszą technikę, mieć znacznie więcej do zaoferowania.

hired gun

I tak pojawia się temat castingów oraz bycia muzykiem wielu zespołów naraz. Nieliczni mogą cieszyć się z długoletnich współprac z jednym artystą, więc pozostali muszą kombinować, aby nie mieć przestoju w dopływie gotówki. Największą siłę przebicia mają Ci, co oprócz bycia wirtuozami swoich instrumentów potrafią przykładowo śpiewać, Ci co mają już jakąś historię sceniczną przy boku kogoś znanego, potrafią nauczyć się utworów na trasę w kilka dni. Niektórzy stają się istnymi zwierzętami sceny, jak Eric Singer, który kończył trasę z Alice Cooperem i od razu zaczynał trasę z KISS. Jednak na dłuższą metę takie rozwiązanie go wykańczało. Radość zamieniła się w wieczne zmęczenie i musiał wybrać z kim zostać, a komu podziękować.

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o byciu niewidzialnym. Muzycy sesyjni wiedzą, że najważniejsza jest główna gwiazda, a nie ten, co w zawrotnym tempie buszuje po strunach. Fani przychodzą dla tej jednej osoby, a muzyczni najemnicy stanowią tylko tło. O ile bycie w centrum uwagi to mały problem, zdecydowanie większym jest, gdy muzyk jest zauważany, ale w negatywny sposób. Doświadczył tego Jason Newsted po śmierci Cliffa Burtona, gdzie był  podczas koncertów wygwizdywany. Jak również Brad Gillis, który zastąpił Randy’ego Rhoadsa w zespole Ozzy Osbourne. W tym wypadku obaj musieli się zmierzyć z negatywnymi emocjami, jakie płynęły od fanów, ale na szczęście wyszli z tego obronną ręką.

Ten film doskonale pokazał pozytywne i negatywne aspekty bycia muzycznym najemnikiem. U jednych było bardziej gorzko, u i innych słodko i bez większych problemów. Jedno jest pewne, że takich ludzi trzeba doceniać i warto ich poznać, bo bez nich świat muzyczny nie byłby taki, jaki jest obecnie. Jeśli sami jesteście muzykami sesyjnymi lub znacie historie takich osób, piszcie o nich śmiało w komentarzach. Niech świat się dowie ilu utalentowanych ludzi mamy wokół siebie, a o których nikt nie miał szansy usłyszeć.

 

TAGI
PODOBNE WPISY