najlepsze plyty metalowe 2017
Muzyka

Najlepsze płyty 2017 roku

Przez w dniu 02/01/2018

No nareszcie mamy nowy rok! Ile to można było czekać. Jednak mimo tego najpierw muszę się z Wami rozliczyć z poprzedniego. Jak co roku przygotowałam moje własne zestawienie najlepszych płyt metalowych, jakie wypuścił w świat rok 2017. Przed Wami dwadzieścia pięć albumów, które zerwały ze mnie skórę, zabrały resztki snu i skłóciły z sąsiadami na dobre.

CANNIBAL CORPSE – RED BEFORE BLACK

Jest to wyborna muzyka pełna ekspresji, nasączonych juchą tekstów i niezawodnie porywających riffów. Ten album obezwładnia już od pierwszych minut i nie puszcza nawet na chwile. Taki death metal zawsze będzie mile widzianym gościem w moim domu.

MALOKARPATAN – NORDKARPATENLAND

Ten album zaskoczył mnie jak czkawka w trakcie zakrapianej imprezy. Polubiliśmy się od razu i do nieprzytomności. Przy tym albumie nawet bimber od sąsiada nabiera wybornego smaku.

IMMOLATION – ATONEMENT

Zatęchłe, antyreligijne teksty, przygniatające bębny zbilansowane z nieczystymi riffami i wirującymi solówkami dają wspaniały obraz smacznego technicznego death metalu.

ROPE SECT – PERSONAE INGRATAE

Jest to płyta wypełniona po brzegi głębokimi przemyśleniami, którym oprawę dają post punkowe dźwięki, osmolone wczesnym gotykiem i dodatkowo smagnięte doomową farbą. Mimo dusznych, mrocznych emocji, to wszystko jest podane z takim smakiem, z takim intrygującym pomysłem, że nie sposób do tej płyty nie wracać.

KRAANIUM/ ANALEPSY – THE KRAANIALEPSY SPLIT

Dwie potężne, slamowe załogi postanowiły połączyć siły i stworzyć bestię, która rozrywa, szarpie, gryzie, a na koniec połyka, nie wypluwając kości. Jest brudno, bulgocząco i uzależniająco. Uwaga chlapie krwią w twarz tak, że strach otworzyć oczy.

DYING FETUS – WRONG ONE TO THE FUCK WITH

Pięć lat czekania i dostałam krwawego muzycznego steka, który nie traci na świeżości. Dying Fetus po raz kolejny udowodnił, że z brutalną muzyką to oni od dawna są na Ty, a opowieści, jakie zawarli na tym krążku to istna magia blastów i psychicznych riffów, które zostały obficie polane krwią przypadkowych ofiar.

PURTENANCE – PARADOX OF EXSISTENCE

Obskurny, obślizgły, gnijący death metal z Finlandii hołdujący starej szwedzkiej szkole, aż szkoda, że to tylko EPka. Gdy raz posłuchasz, to już jesteś uzależniony.

CYTOTOXIN – GAMMAGEDDON

Szalejące riffy, gromowładny bas, wybuchające bębny, a wszystko to spajają chore gutturale wokalisty, z których możemy wyszarpać kawałek historii na temat katastrofy elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Death metal bawi, ale i uczy.

INCANTATION – PROFANE NEXUS

Smolista dawka death metalu dopełniona dorodnymi doomowymi wstawkami. Album cuchnie pomysłowymi motywami, które z utworu na utwór coraz bardziej wbijają w fotel.

PUTRID OFFAL – ANATOMY

Kolejna EPka w moim zestawieniu i kolejny cios w szczękę, po którym nie ma co zbierać z podłogi. Tę francuską kapelę poznałam podczas Obscene Extreme i już wtedy przeszła mnie iskra zachwytu nad ich kompozycjami. Trochę death metalu, szczypta grindcore’u i głowa w formalinie, to przepis na udane szesnaście minut muzyki.

OBITUARY – OBITUARY

Czy oni kiedykolwiek nagrali zły album? Dziesiątka w ich dyskografii to po prostu stare dobre Obituary bez przeginania i udziwniania. Jest prosto, rytmicznie oraz cholernie szybko.

BENIGHTED – NECROBREED

Kocham ich przede wszystkie za różnorodne słodycze wokalne, a na tym albumie to istna piniata dla moich uszu.

BROKEN HOPE – MUTILATED AND ASSIMILATED

Nie wszystkich fanów urzekł ten kawałek mięsistego death metalu, a mnie jakoś tak ugryzł i zostawił ślad, który nie chciał zejść po kilku godzinach, ani po kilku dniach, ani nawet po paru miesiącach. Jestem nasączona death metalem, a ten od Damiana i spółki zawsze znajduje drogę do mojego serca.

ACEPHALIX – DECREATION

Po sześciu latach od ostatniego albumu Amerykanie wrócili ze zdwojoną siłą i poczęstowali rozpływającym się w ustach death metalem z chwytającymi riffami już od pierwszego utworu. Jak dla mnie doskonały powrót.

CENOTAPH – PERVERSE DEHUMANIZED DYSFUNCTIONS

Rozpasany bas, pięknie tryskająca perkusja i duszny wokal. O matko jak ta płyta mnie sponiewierała i to wielokrotnie!

ASHCLOUD – KINGDOM OF THE DAMNED

Bezlitosny old school death metal, dzięki któremu nauczyłam się gardzić snem.

SPECTRAL VOICE – ERODED CORRIDORS OF UNBEING

Spektakularny album pełen niesamowitego brzmienia wyssanego z death i doom metalu, do tego obciągnięty psychodelicznymi momentami. Pozycja obowiązkowa w głośnikach, na półce i w sercu!

ARCHSPIRE – RELENTLESS MUTATION

Gdybym poszła z wokalistą Archspire na randkę, to opowiedziałby mi swoje dwadzieścia lat życia w dziesięć minut. Genialna dykcja i te szalone tempo wypluwania kolejnych wyrazów z miejsca mnie kupiło. Kanadyjczycy potrafią w techniczny death metal.

KRALLICE – GO BE FORGOTTEN

Nie jestem zwolenniczką black metalu i w sumie nawet „sporadycznie”, to zbyt duże słowo na to, jak często go słucham. Jednak od czasu do czasu coś mi wpadnie, wchłonie się przez skórę i ustawia mi wieczny replay. I tak też było z Krallice. Poznałam ich tuż przed świętami i gdy jedni dumnie śpiewali kolędy, ja w głowie miałam zgoła inny repertuar.

BACTEREMIA – FURIOUSLY REDUCED

Kolumbia od razu kojarzy się z Pablo Escobarem. Jednak myślę, że czas, aby zaczęła być kojarzona ze sceną brutal death metalową. A na jej czele śmiało może stanąć Bacteremia z chorobliwą i cholernie zarażającą muzyką.

ANIMA DAMNATA – NEFARIOUS SEED GROWS TO BRING FORTH SUPREMACY OF THE BEAST

Esencja zła, lubieżna rozkosz i bluźnierstwo otwierające bramy piekła. Wspaniały powrót po dziesięciu latach i jedyna polska płyta, która znalazła się w moim zestawieniu.

HIDEOUS DIVINITY – ADVENIENS

Włoski techniczny śmierć metal skropiony nutą brutalności wchodzi lepiej niż półmisek najlepszego spaghetti. Zdecydowanie jest to kamień milowy dla zespołu.

GASTRORREXIS – …UNTIL THE ABMYSAL TORTURE ENDS

Za wyciągnięcie jelit przez moje ucho i zrobienie sobie z nich trampoliny.

ARTIFICIAL BRAIN – INFRARED HORIZON

Ostatnio zespoły coraz częściej sięgają po kosmiczną tematyką i tak jest też tym razem. Artificial Brain to taki space death metal gdzie obok melodyjności dostajemy szorstkim młotem brutalnego grania. Uczta zarówno dla fanów Deathspell Omega, ale i zwolenników Gorguts.

DER WEG EINER FREIHEIT – FINISTERRE

Tę niemiecką kapelę poznałam przypadkowo podczas ostatniego Brutal Assault. Weszłam w poszukiwaniu piwa i zostałam na cały koncert. Zespół niesamowicie wciąga w swój świat i oplata pięknymi riffami, by potem rozpędzić się i uderzyć tak gdzie się nie spodziewasz. Jest momentami lekko i lirycznie, a potem ostro i nieokiełznanie. Podoba mi się taka zabawa tempami i atmosfera, jaką zespół stwarza zarówno na albumach, jak i podczas koncertu.

TAGI
PODOBNE WPISY
  • Wojciech Grzeluk

    Przede wszystkim Zacieszku wszystkiego naj , naj, naj w Nowym Roku. Bardzo podoba mi się twoje zestawienie muzyczne 2017 r. Choć przyznaję nie których kapel w ogóle nie kojarzę. Ale cóż , to Ty tu jesteś ekspertem od ciężkiego brzmienia. Ja mogę obiecać że na pewno zapoznam się z nie którymi pozycjami. Oto moja 5 albumów które na trwałe weszły mi głowy i długo kołatały się w tym przepastnym pustkowiu 🙂 . 1)Myrkur – Mareridt 2)Paradise Lost – Medusa 3)Canibal Corpse – Red Before Black 4)Blaze Of Perdition – Conscious Darkness
    5)Anathema – The Optimist . Cześć

    • Dziękuje i wzajemnie! Ekspertem to duże słowo, raczej staram się inspirować do poszerzania wiedzy muzycznej i wychodzenie poza ramy ulubionego gatunku. Patrząc po Twoich wyborach top albumów, to Ty nie masz problemu z różnorodnością, więc całym sercem polecam moje powyższe pozycje 🙂

  • Wojciech Grzeluk

    Staram się nie zamykać w jakiejś konkretnej ramce. Kocham metal w każdej jego postaci. Nie unikam też innych gatunków muzycznych . Miałem na osiedlu wielu kolegów ale u jednego szczególnie lubiłem przebywać a śćiślej mówiąc w pokoju jego starszego brata. Rzecz się miała jeszcze w szkole podstawowej więc o metalu raczej nie wiele słyszałem. W pokoju tego kolesia wisiały olbrzymie plakaty Iron Maiden , byłem nimi zafascynowany , przyciągały mnie jak magnes , mogłem się na nie gapić całymi godzinami. Zapamiętałem to tak dokładnie ale ich muzykę usłyszałem dopiero po paru latach. I tak to się zaczęło , od pokoju starszego brata kolegi. I powoli odkrywałem zespoły Metallica,Iron Maiden, Kat ( orginalną kasetę Oddecha mam do dziś ). Później przyjaciel którego zaraziłem metalem zaczął słuchać Cannibali , Vadera , Death i tak ja zacząłem ich słuchać. I tak to się potoczyło. Odkrywałem po koleji Paradise Lost , Tiamat i następnie Cradle i black metal był na końcu w tym moim odkrywaniu. Tak było pokrótce ale miłość pozostała . I ta różnorodność 🙂

    • Cóż za piękna historia przyjaźni z muzyką metalową. Takie niby błahe sytuacje mogą odmienić nasze życie, obudzić pasję, która będzie się rozrastać latami. Ja zaczynałam od Marilyna Mansona, Vadera, Kata, Moonspella, Sepultury później Metallica, Iron Maiden, Cannibal Corpse, Morbid Angel, cudowny Carcass. Miałam swoje momenty z black metalem, ale moim najlepszym kumplem okazał się death metal. Jednak mimo tej przyjaźni zawsze chętnie słucham czegoś nowego, bo jeśli poleci iskra, pojawi się gęsia skórka to znak, że warto przy danej płycie zostać na dłużej. W muzyce odkrywanie jest najwspanialszą rzeczą, a wymienianie się spostrzeżeniami z innymi zapaleńcami jak ja, jest wyjątkowym gratisem. Dlatego też powstał ten blog, bo chcę pokazać muzykę moimi oczami, a jeśli chociaż jeden wpis pobudzi kogoś do sięgnięcia po coś, czego by się po sobie w życiu nie spodziewał, to niezmiernie mnie to raduje i daje ogromnego kopa do działania.

  • Wojciech Grzeluk

    Otóż to . Trafnie to opisałaś.To jak truskawka na torcie jak to mówił jeden były piłkarz. Móc podzielić się swoją miłością do muzyki i otrzymać w gratisie tą świadomość że jest ktoś kto podziela tą pasję. Dlatego bardzo chętnie Cię czytam i jest to dla mnie wielki zaszczyt móc dzielić z Tobą przyjemność słuchania tej wyjątkowej muzyki. Mieszkam w małym miasteczku i koncerty to raczej rzadkość. I jeśli nadarzy się taka okazja jak Kat w tamtym roku to zawsze chętnie korzystam . Kiedyś w dawnych czasach był w Chełmie klub ” No mercy ” i prowadził go Jacek „Biały”. To były piękne czasy. Biały zapraszał wszelakie kapele , organizował koncerty normalnie rozpieszczał nas .Niestety Jacka nie ma już wśród nas ale pamięć pozostała i te chwilę ukryte gdzieś w sercu.