trzy billboardy za ebbing missouri
Kino

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri – reklama dźwignią śledztwa

Przez w dniu 08/01/2018

Najgorszym nieszczęściem, jakie może spotkać rodzica, jest nieuleczalna choroba lub śmierć dziecka. W przypadku choroby obserwuje się powolne ulatywanie życia, ale żyje się nadzieją, że będzie lepiej, że znajdą lek, że jeszcze będzie mieć szansę na normalne życie. W przypadku nagłej śmierci pozostaje głucha cisza i cierpienie. Takiego palącego bólu nie może sobie wyobrazić ktoś, kto nigdy nie miał swoich dzieci. Jeszcze wieczorem wymieniasz nieprzemyślane kilka zdań ze swoją pociechą, a rano dowiadujesz się, że nie zamienicie już ani słowa.

Z taką tragedią przyszło się zmierzyć Mildred Hayes (Frances McDormand), która siedem miesięcy temu straciła córkę. Nie w wypadku, nie z powodu choroby. Jej ukochane dziecko zostało porwane, zgwałcone, brutalnie zamordowane, a zwłoki spalone. Mimo upływu tych kilku miesięcy nie znaleziono sprawcy, z czym Mildred nie może się pogodzić. Dlatego postanawia podjąć osobistą walkę o sprawiedliwość i wykupuje na rok trzy billboardy na rzadko uczęszczanej drodze, aby zmobilizować policję do odszukania mordercy.

Mildred Hayes jest przekonana, że śledztwo zostało przeprowadzone za mało szczegółowo. Brak świadków lub brak zgodności DNA z podejrzanymi nie jest argumentem do zawieszenia poszukiwań winnego. Jest ona zdeterminowana, żądna zemsty, a ból, który trzyma w sobie, napędza ją do działania. Mildred wierzy, że uderzając w komendanta, osiągnie swój cel. Jednak niespodziewanie ta osobista akcja wywiera ogromny wpływ na wszystkich mieszkańców miasteczka, co doprowadza do pasma krzywd, za które obwiniana jest główna bohaterka.

trzy billboardy za ebbing missouri

Film zawiera w sobie elementy każdego gatunku, które są nam podane w niesztampowy sposób. Mamy do czynienia z dramatem, czarną komedią, a nawet filmem psychologicznym. Scenariusz jest doskonale dopracowany. Nie ma tu niepotrzebnych dłużyzn, niezwiązanych z główną fabułą dialogów. Reżyser na maksa wykorzystał potencjał każdej z postaci. Czy to w przypadku zawziętej, wulgarnej Mildred, czy w przypadku oficera Dixona granego przez Sama Rockwella, który doskonale odegrał agresywnego policjanta bez skrupułów. Dialogi są błyskotliwe (rozmowa z wielebnym to majstersztyk), budują fabułę, perfekcyjnie tłumaczą relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami.

W filmie nie usłyszycie za wiele muzyki, która budowałaby tło dla przedstawianych obrazów. Napięcie budują poszczególne kadry i zwroty akcji, które mają ogromny wpływ na osiągnięcie celu przez Mildred. Zaczyna się od billboardów, a kończy na podziale społeczeństwa na tych, którzy wierzą w to, co robi i na tych, którym nie w smak jest cała ta szopka. Wiele scen wręcz targało moimi emocjami niczym huragan. Ściskałam kciuki ze wszystkich sił, aby główna bohaterka odnalazła zwyrodnialca i zaznała spokoju, którego mimo zawziętości widać, że bardzo potrzebuje.

Mildred nie poddała się. Mimo zdarzeń, jakie dotknęło jej miasteczko, mimo tylu nieprzychylnych słów, ona dalej wierzyła w sprawiedliwe zakończenie tego okrutnego czynu, jaki spotkał jej córkę. Na dodatek film ma totalnie niespodziewane zakończenie. Istna perełka, która perfekcyjnie wieńczy opowiadaną tragedię i zarazem zostawia w szoku, którego się nie spodziewałam.  Wszystkie te elementy budują ciekawą, realistyczną opowieść o tym, że należy dążyć do prawdy, że warto ze swoim wewnętrznym cierpieniem stoczyć bójkę, nawet jeśli najbliżsi nie wierzą w niekonwencjonalne działania.

 

TAGI
PODOBNE WPISY