desierto
Kino

Desierto – mokry sen Donalda Trumpa

Przez w dniu 22/02/2018

Jedziecie od dłuższego czasu ciężarówką. Jest parno i niebywale ciasno. Wasze pokryte potem i kurzem ciało przykleja się do ciał towarzyszy. Oni, tak jak Wy, podróżują ku lepszemu życiu z dala od własnego, niebezpiecznego kraju. Gdy myślami jesteście już w miejscu, gdzie sny się spełniają, nagle wóz odmawia dalszej jazdy. Pozostaje Wam odbyć dalszą podróż na własnych nogach. Pustkowie ciągnie się w nieskończoność. Kurz drapie płuca, słońce przypieka niczym nieosłonięty kark. Walczycie z pragnieniem i niekończącym się zmęczeniem. Niespodziewanie na Waszej drodze pojawia się człowiek, który zamiast uśmiechu, posyła w Waszą stronę serię ze snajperki. Jedyne co teraz staje się dla Was ważne, to przetrwać.

Desierto to film, który pokazuje jak niewiele jest warte życie drugiego człowieka dla kogoś, kto nie uznaję ludzi innej narodowości. Akcja filmu odbywa się na kompletnym pustkowiu. Strome skały, spękana ziemia, sucha od braku wody roślinność. Na tę pustynię trafiają imigranci z Meksyku, którzy z powodu awarii samochodu są zmuszeni pokonać ją o własnych siłach. Początkowo wszystko idzie dobrze. Jednak ten teren, to ulubione miejsce Sama (Jeffrey Dean Morgan). Sam to wyborny myśliwy, który kocha swój kraj. Jego ulubionym zajęciem jest polowanie i niestety nie zawsze jego łupem padają króliki. Jego towarzyszem jest pies, który do łagodnych pupili nie należy. Jest niesamowitym, szybkim łowcą z lśniącymi kłami, które gotowe są wbić się w szyje nieproszonych gości. Razem tworzą oni duet idealny, z którym przychodzi się zmierzyć meksykańskim imigrantom.

desierto

Cała akcja filmu oparta jest na polowaniu Sama i walki o życie grupki ludzi. Mimo iż sama koncepcja filmu jest dość prosta i pewnie nie raz mieliście okazję widzieć coś w podobnym stylu. To uważam, że jest to całkiem dobre kino dla osób, które lubią kameralne thrillery. Desierto zdecydowanie do nich należy. Do tego po raz pierwszy mogłam zobaczyć Jeffrey Dean Morgana w brudnej i dość brutalnej odsłonie. Doskonale go pamiętam, jak brylował w świetnie skrojonych garniturach w serialu Miasto Cudów. Ten aktor jest po prostu stworzony do roli błyszczących dżentelmenów. W Desierto zagrał mordercę. Samozwańczego strażnika czystości kraju, który za wszelką cenę pozbędzie się każdego, kto przebywa tu nielegalnie. Gdyby Donald Trump miał takich kilkunastu Samów przy boku, z pewnością mógłby spać spokojnie, bo oni zagwarantowaliby Ameryce spokój od imigrantów.

Desierto to obraz przetrwania, sprytu oraz upartości. Przez cały seans trzymałam kciuki za Moisesa (Gael Garcia Bernal), który z całych sił chciał uchronić siebie i towarzyszy przed śmiercią. Wpatrywałam się w każdy jego ruch, wsłuchiwałam w każdy oddech i sama zaczynałam się rozglądać, z której strony nadchodzi jego oprawca. Film zdecydowanie trzyma w napięciu i trochę szkoda, że postać Sama wypada trochę płasko, pomimo iż to on napędza całą akcję. Mimo to film jak najbardziej się broni zarówno tempem, jakie jest narzucone już od pierwszych minut, jak i pięknymi krajobrazami, które towarzyszą przez cały seans. Polecam Desierto fanom thrillerów, pustyń i Jeffreya Deana Morgana.

TAGI
PODOBNE WPISY