relics of the deathkult
Muzyka

REVEL IN FLESH „Relics Of The Deathkult” – miażdżenie kości o poranku

Przez w dniu 27/03/2018

Noc była ciepła i bezwietrzna. Po raz pierwszy postanowiłam wracać przez cmentarz, aby szybciej dotrzeć do domu. Już po przekroczeniu bramy poczułam dziwny chłód na policzkach. Owinęłam się mocniej szalikiem i sprężystym krokiem chciałam pokonać tę ścieżkę jak najszybciej. Mijając kolejne, monumentalne pomniki i poszarzałe groby, kątem oka zauważyłam blade światło przebijające się przez szpary w kapliczce. Czyżby ktoś tam jeszcze siedział o tak później porze? Moja ciekawość wygrała ze strachem i skręciłam z głównej drogi. Im byłam bliżej, coraz głośniej słyszałam dziwne odgłosy, trochę jakby mszalne śpiewy wymieszane z łakomym mlaskaniem. Serce biło mi coraz szybciej, chłód przybierał na sile. W końcu oparłam głowę o stare drewniane drzwi, przetarłam matowy witraż, który je ozdabiał i wtedy ich zobaczyłam. Łamali kości, oddzielali miąższ od czaszek, oblizywali skostniałe palce, krew barwiła ściany. To był naprawdę chory sen…

Revel In Flesh to niemiecka załoga, która wspaniale przełożyła słabość do klasycznego death metalu na swoje wydawnictwa. Swoją przygodę z muzyką metalową zaczęli siedem lat temu. Wydają dość regularnie, a w albumach czuć ducha Entombed oraz Dismember, więc jest to wspaniałe danie dla fanów surowego, old schoolowego grania, w którym to bohaterem pierwszoplanowym jest śmierć. W tym roku zespół wypuścił Relics Of The Deathkult, będący kompilacją ich starych utworów, które można było znaleźć na splitach. Panowie zebrali je do kupy, dopieścili coverami i wydali na świat w bardzo ładnej oprawie. Utwory, które znalazły się na tym wydaniu, powstawały przez ostatnie pięć lat, więc gdy włączycie ten album i zaczniecie przemierzać cuchnące siarką kompozycje, to zobaczycie, jak ten zespół się zmieniał, jak rozwijało się jego brzmienie i poczujecie dogłębnie świat pełen brudu i mroku.

Sekcja rytmiczna wgniata w posadzkę, tak że niepostrzeżenie zaczniecie dławić się własnymi zębami. Wokalizy są ociężałe, duszne i obskurne. Riffy natomiast esencjonalne i melodyjne. Przyjemnie łączą się z grubym wokalem, nadając utworom nieco lekkości. Kolejne kawałki są coraz bardziej bezlitosne i odhumanizowane. Dla mnie Relics Of The Deathkult, jest jak coś zupełnie nowego, bo dotychczas miałam wyrobioną o nich opinię na podstawie pełnych wydań. Po splity jakoś nie miałam okazji sięgnąć, więc taka kompilacja będzie miłą niespodzianką dla osób, które tak jak ja nie znają każdej melodii wypuszczonej przez Revel In Flesh. Dla osób, które znają już te wykonania, będzie to jak odgrzewany bigos, niby to już było, ale nadal rozpływa się w ustach i nawet smakuje lepiej niż za pierwszym razem.

Relics Of The Deathkult jest ciekawą pozycją, chętnie do niej będę wracać, a Wam polecam poczuć na własnych uszach, czym jest muzyczne miażdżenie kości w wykonaniu tych death metalowych oprawców.

TAGI
PODOBNE WPISY