cała wieś tańczy do heavy metalu
Kino

7 rzeczy, które spieprzono w filmie „Cała wieś tańczy do heavy metalu”

Przez w dniu 16/05/2018

Jako kochanka różnych ciężkich melodii, zawsze chętnie sięgam po filmy, które celebrują w większym lub mniejszym stopniu ten rodzaj muzyki. Filmy dokumentalne wypadają całkiem dobrze, z fabularnymi bywa bardzo różnie. Mam słabość do Tenacious D: Kostka Przeznaczenia, zawsze z uśmiechem oglądam Szkołę Rocka, a ostatnio najchętniej wracam do Deathgasm, o którym miałam już przyjemność Wam szerzej napisać. Tym razem trafiłam na niemiecką komedię obyczajową Ein Dorf rockt ab, która w Polsce została nazwana Cała wieś tańczy do heavy metalu. Jest zadłużone gospodarstwo, kombinujące małżeństwo i jest szansa na szybki zarobek poprzez zorganizowanie na swoim polu festiwalu metalowego. Fabuła jest dość prosta, ale wydała mi się interesująca jako dla osoby, która rok w rok śmiga na festiwale metalowe.  Niby fajnie, niby był jakiś pomysł. Niestety wyszedł z tego teatr głupoty, nużącej akcji i niedociągnięć zarówno aktorskich, fabularnych, jak i merytorycznych.

Postanowiłam moje rozczarowanie rozbić na punkty, które są winą za spieprzenie tego dzieła, które mogłoby być całkiem niezłą komedią pomyłek o zabarwieniu heavy metalowym. No nie stało się to nawet filmem, który poleciłabym jak tło do sprzątania toalety. Zatem po kolei:

1. Zacznę lekko. Sam tytuł to już jakaś parodia. Cała wieś tańczy do heavy metalu to brzmi jakby zwolennicy regionalnej muzyki do tańczenia w stodole, pewnego dnia postanowili wymieszać repertuar z dorobkiem Metalliki czy AC/DC uznając to za punkt zwrotny w kulturowym rozwoju ich regionu. Słabe to, ale idźmy dalej.

2. Zrobili to Niemcy. Absolutnie nie mam nic do ich innych produkcji, po prostu ich nie oglądam, bo nie lubię tego języka. Ale mając takie zaplecze festiwalowe, jakim jest jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych, czyli Wacken Open Air, to można było pokusić się o jakiś research do tego filmu. Pokazać to, co jest głównym wątkiem filmu bardziej autentycznie. A nie że ekipa przyjeżdża na opłacony teren i większość czasu spędza siedząc przy ognisku popijając piwo. A festiwal tworzy się sam.

cała wieś tańczy do heavy metalu film

3. Organizacja tak dużego eventu to nie jest sprawa, którą załatwi się po łebkach. Trzeba mieć pozwolenia, zadbać o reklamę i mieć przede wszystkim zespoły, które to wydarzenie uświetnią. Z filmu dowiadujemy się, że festiwal traci swoje pierwotne miejsce. Właścicielka gospodarstwa będąca pod presją finansową zgadza się na oddanie swojego terenu i nie zastanawiając się, sprowadza na swoją głowę obcych ludzi, którzy jak na osoby, które co roku robią taki koncert, dziwią się, że czemu ona nie załatwiła tego czy tamtego. Miała dać teren, a staje się praktycznie organizatorem, od którego zależą losy festiwalu.

4. I tu dochodzi problem mieszkańców sielankowej wsi, którzy nigdy wcześniej nie mieli absolutnie nic do czynienia z tą muzyką, ale z automatu stają się wrogami całej idei i traktują przybyszów jak diabelskie nasienie, które trzeba wyplenić. Mało tego, nawet nie próbują zrozumieć bohaterki, która w ten sposób chce zachować swoje gospodarstwo, z którego tak chętnie kupują ekologiczne owoce i warzywa. Nie ma tu miejsca na rozmowy, argumenty, po prostu wszyscy uważają to za zły pomysł, bo tak. Nie widzą, że zyskają reklamę swojego regionu, że przybędzie im klientów. Metalowcy są odrażający, bo noszą skóry i są głośni.

cała wieś tańczy do heavy metalu

5. Obraz metalowców nawet nie jest tu stereotypem. To jest jakaś dziwna wizja scenarzysty. Metalowcy są pokazani jako źli ludzie, bo jeżdżą motocyklami, palą papierosy, którymi zaśmiecają chodniki. Jest to traktowane jako ich domena. Jeszcze rozumiem, żeby faktycznie uderzali w wierzenia tych ludzi, demolowali bary, niszczyli mury, byli skłonni do bijatyk. Tu nic takiego nie ma, więc ta wrogość i sam obraz ludzi metalu jest bez sensu, i nie ma w nim krzty wiarygodności.

6. Scenariusz jest dowodem na brak obycia twórcy z tematem. Chciał mieć film pełen kontrastów. Ludzie ze wsi kontra ludzie muzyki. Mieszkańcy wyszli na wielce zatwardziałych chrześcijan, dla których nie liczy się nikt inny oprócz ich samych. No a metalowcy jak wspomniałam to motocykliści lubiący puścić dymka. Wstawienie najpopularniejszych utworów takich kapel jak Metallika, Alice Cooper, AC/DC czy Motörhead miało uratować honor Cała wieś tańczy do heavy metalu. Fajnie tego posłuchać, ale wybrane kawałki są wrzucone jakby losowo bez nawiązania do prezentowanego obrazu. Są, bo tak trzeba. Są, bo to film z muzyką metalową. Brak połączenia melodii ze scenami, nie wydał się scenarzyście znaczącym problemem.

cała wieś tańczy do heavy metalu opinia

7. Sami bohaterowie całej tej rażącej w oczy fabuły też nie bronią się w tym filmie. Aktorzy nie dostali szansy na rozwinięcie swoich postaci. Są płascy, nie budzą większej sympatii i przede wszystkim ich kreacje nie zapadają w pamięć. Najbardziej irytująca postać, to mąż głównej bohaterki, który unosi się dumą, bo jego pomysł na podreperowanie gospodarstwa został przez nią odrzucony. Obraża się jak mała dziewczyna, której lód wylądował na chodniku i mama nie kupi drugiego. Nie jest ani męskim wzorcem, ani głową rodziny. Odseparowuje się od całego festiwalowego pomysłu, niby nieświadomie flirtuje z sąsiadką i ciągle się dąsa. A jak już ma sceny mówione, to wypadają plastikowo i bez emocji.

Cała wieś tańczy do heavy metalu to miała być lekka komedia o zabarwieniu muzycznym. Niestety żarty i humor jest żenujący. Film jest nudny i mało rzeczywisty. A jeśli miał być groteską czy śmianiem się z utartych schematów, no to chyba ktoś zgubił strony z tym pomysłem, bo tego tutaj nie ma. Szkoda, bo dawno żaden film, nawet lekko ocierający się o tematykę metalową, tak mnie nie rozczarował, jak to niemiecko dzieło.

 

TAGI
PODOBNE WPISY