wuornos
Muzyka

Debiut WUORNOS – wściekła prostota

Przez w dniu 10/05/2018

Aileen Wuornos – od urodzenia skazana na porażkę, maszyna destrukcji, mordercza prostytutka, przykład niepowodzeń rasy ludzkiej. Tak w skrócie można określić kobietę, która trafiła na listę seryjnych morderców w latach dziewięćdziesiątych. Wychowana przez dziadków, zaliczyła kiepskie związki, kradzieże, w końcu prostytucja, miłość lesbijska. Finalnie zaczęła zabijać. Pozbawiła życia siedmiu mężczyzn, za sześciu była sądzona. Miało być kilkukrotne dożywocie, a skończyło się na karze śmierci poprzez wstrzyknięcie trucizny. Prawie do końca trwała w tym, że robiła to tylko i wyłącznie w samoobronie. Jej historia doczekała się ekranizacji, gdzie w rolę Aileen wcieliła się Charlize Theron. Z jej historii postanowił skorzystać również pochodzący z Portland zespół Wuornos, które oprócz samej nazwy, umieścił jej zdjęcie na okładce swojego debiutu. I właśnie o tym albumie chcę dziś trochę poopowiadać.

Zespół Wuornos posłuchałam skuszona właśnie tą fotografią. Jest to EPka, która trwa jedenaście minut, podczas których doświadczycie wściekłego grindcore’a z domieszką crusta oraz hardcore punka. Nie znajdziecie tutaj skompilowanych riffów, melodyjnej finezji. Tu rządzi kompozycyjna prostota charakterystyczna dla powyższych gatunków. Do tego kapela założyła sobie, że utwory mają nie przekraczać półtorej minuty i ten zabieg idealnie wpływa na odbiór utworów. Jest to naprawdę przyjemny krążek, z którego chlapie zgorszenie, gniew i oczywiście duch samej Aileen Wuornos.

Ostatnio ciągle skupiałam się na szukaniu muzyki skomplikowanej, technicznie wykręconej, mieszającej style. Miała mnie zaskoczyć i zatrzymać przy sobie. A debiut Wuornos w tej swojej zwyczajności ma ukryty jakiś zapalnik, który powodował, że spędzałam przy nim kolejne godziny. Myślę, że ta płyta działa na mnie jak soczyste przekleństwo przy jakimś niepowodzeniu. Jedno słowo, a ulga od razu wkrada się do umysłu. I tu pomimo mocno skupionej agresywności, ten album przynosi mi taki nietypowy spokój. Zdecydowanie jest doskonałym oderwaniem od tych barwnych albumów wypełnionych kosmicznymi efektami, które niekiedy zamiast powalać, zaczynają nieprzyjemnie przyduszać.

Czy zespół ma szansę przebić się z tej wiecznie rosnącej sterty nowych grindcore’owych załóg? Nie wiem, ale ja z przyjemnością będę karmić moje głośniki ich muzyką co i Wam polecam.

TAGI
PODOBNE WPISY