hostia
Muzyka

Bluźniercza HOSTIA – gdy opłatek drapie w gardło

Przez w dniu 25/06/2018

Kolejny dzień sprzątania zakrystii. Nienawidziła tam przychodzić, bo zapach kadzideł przyprawiał ją o mdłości. Ten nieznośny aromat przypominał jej rodzinny dom. Jej matka, kobieta nad wyraz wierząca i pobożna, co niedzielę rozpalała to świństwo i urządzała własne modlitwy dla całej rodziny. Od dziecka nie cierpiała tych formułek, tych spowiedzi, zakazów i odpowiedzi na nurtujące ją pytania cytatami z Biblii. Na sprzątanie kościoła też zapisała ją matka, bo przecież w wakacje ma więcej czasu to powinna pomagać duchownym, bo im latanie na mopie nie przystoi. Dziś zmywanie podłóg wyjątkowo jej nie szło. A ten odór świętych pachnideł w tym nie pomagał. Gdy górę pobieżnie ogarnęła, zeszła wąskimi schodkami do piwnicy, gdzie zawsze jest największy syf. Rozlane wino, masa okruchów i innych rzeczy, o których nawet nie chciała myśleć. Na dole paliła się świeczka, a w fotelu zauważyła proboszcza. Nie ruszał się, co ją trochę zdziwiło. Gdy podeszła bliżej nawet nie podniósł głowy. Może zawał, może śpi. Trąciła ręką jego ramię. Nagle na ziemię wypadła hostia. Nie zastanawiając się dłużej, odchyliła jego opuszczoną głowę do tyłu. To, co zobaczyła, ją sparaliżowało. Proboszcz w oczodoły miał wciśnięte krzyże, usta wypełnione opłatkami, a ręce pokryte były jakąś pożółkłą, lepką mazią. Nagle za sobą usłyszała przeszywające charczenie.

Hostia to świeży towar na rynku. W maju tego roku wytrysnął swoim debiutem i wśród zwolenników grindowego grania zawrzało. Sama również poddałam się urokowi utworu Corroded Cross, który promował to wydawnictwo. A jak wypada całość? Jest to solidne dwadzieścia jeden minut szaleństwa w duchu starego grindu, ale osłodzonego innymi muzycznymi nurtami. Do tego sakralna otoczka, która może się raczej kojarzyć z black metalowym brzdąkaniem, a nie soczystą agresją, jaka z tego debiutu obficie wypływa. Zespół kryje swoje personalia, ale ja wokalistę rozpoznaję, bo ten wokal mam dobrze osłuchany z innych projektów, więc nie była to tajemnica nie do rozgryzienia. A tym samym nie zaskoczył mnie poziom jego wyziewu. Bo jest tu sporo pyszności. Od skrzeków, po gruzowaty growl, a nawet trafiają się partię czyste, nieskalane żadnym mocniejszym drapnięciem. Kim by nie byli muzycy stojący za Hostią, doskonale pływają w tej stylistyce i nie zauważyłam żadnych znaczących podtopień.

Sama muzyka wypada wybornie, chociaż spodziewałam się w niej trochę więcej brudu i jeszcze szybszego tempa. Przy chwytliwym grindzie powinien ustać dopływ tlenu, a krew powinna strzelać w żyłach. Tu niby kark wesoło się majta, a stopa robi dziurę w podłodze, ale nie jest tak, bym traciła oddech. Zdecydowanie bardziej trafiają do mnie takie kawałki jak Corroded Cross, przy którym piersi same falują, You Gonna Die z tempem, które wdziera się w umysł i od razu wynajmuje długoterminowo pokój, czy niesamowicie energetyczny Killed By Life, gdzie pojawia się mój umiłowany krowi dzwonek. Rozweselająco wpływa na mnie rock’n’rollowy Not Really A Christian Song, który każdego rozbuja swoimi riffami. Nie do końca za to dogadałam się z Home Rough Home, bo nie po drodze mi z czystym wokalem, który w tym wypadku jest zbyt obmyty.

To była rozkoszna zabawa. Mięsista, lekko surowa, o brzmieniu nieprzyprawiającym o niechciane konwulsje. Jest to projekt, na który warto zwrócić uwagę, bo faktycznie świetnie wpełza w ucho i ma swoje naprawdę mocne punkty, do których sama chętnie powracam. Liczę, że to nie będzie jednorazowy strzał ze strony Hostii i jeszcze przyjdą nie raz, i mnie bezwstydnie spoliczkują swoimi grindowymi łakociami.

 

TAGI
PODOBNE WPISY