savagery
Muzyka

SKINLESS „Savagery” – gdy obedrą Cię ze skóry

Przez w dniu 02/06/2018

Gdy przychodziło lato, pakowała dzieciaki i wywoziła do swoich rodziców. Mieszkali za miastem, w małej wsi, gdzie domy można było policzyć na palcach obu rąk. Wjazd na ich posesje otulały zamaszyste dęby, pod którymi zawsze wylegiwał się stary owczarek. To był najlepszy strażnik domu o lśniącej, gęstej sierści i mądrym spojrzeniu. Pomimo wieku, jego oczy zawsze były pełne ciepła i radości. Dzieci uwielbiały zabierać go nad jezioro i rzucać mu patyki. To był najlepszy towarzysz letnich eskapad. Do domu dziadków dojechali wieczorem. Od zawsze miała problem z organizacją czasu, przez co zapomniała swoich rodziców uprzedzić o planowanej wizycie. Gdy podjechała pod drzwi chaty, coś nie dawało jej spokoju. W żadnym oknie nie było światła, pies nie wybiegł jak zawsze na powitanie. Taka głucha cisza otulona nocą. Kazała dzieciom zostać w samochodzie pomimo ich buntu. Sama podeszła do drzwi i zaczęła pukać. Nic. Raz, drugi. Nic. Złapała za klamkę, drzwi nie były zamknięte. Gdy zajrzała do środka, mrok spowijał rozległy korytarz. Zapaliła światło i jej oczom ukazały się dwa ciała wiszące pod sufitem, pozbawione skóry, ociekające krwią. Pod nimi leżał pies pozbawiony swojej pięknej sierści, o której jeszcze parę minut rozmawiali w samochodzie. To była wiadomość dla niej. On wrócił.

Skinless to zespół, za którym stoi historia. Istnieją od 1992 roku, nagrali sześć pełnych albumów, zaliczyli dwuletnią przerwę w aktywności. A w tym roku wdarli się w moje uszy albumem Savagery. Zespół świetnie odnajduje się w brutal death metalu, ale na najnowszym albumie postanowili nieco zróżnicować kompozycje, aby pokazać, że można grać brzydko, ale z pomysłem. Pojawiają się zmiany temp. Od tych prujących na złamanie karku, po pełzające i błagające o litość. Płyta jest ostra, ale nie tak jak poprzednie. Jest zdecydowanie więcej gitar i swoje miejsce znalazły nawet dwa utwory instrumentalne Reveresal Of Fortune oraz The Hordes. Początkowo jak je usłyszałam, to nie kleiły się z resztą albumu, ale teraz uważam je za dość przyjemny przystanek, który wyrywa na chwilę z tego mięsnego chaosu. Linie basu są ociężałe i nie zostały zatłoczone, co od razu ucieszyło moje uszy. Riffy natomiast przyjemnie chłoszczą plecy, zostawiając szczypiące rany. A moimi faworytami na płycie zostały zgniły Skull Session oraz Cruel Blade Of Guilliotine, przy którym słychać jak pękają kręgi szyjne.

Savagery to album kompletny o przestrzennym dźwięku. To jest Skinless w nieco lepszej, bardziej różnorodnej i pomysłowej wersji siebie. Jest to mięsista produkcja, obficie uciekająca juchą i niebezpiecznym growlem, ale nadal będąca brutal death metalem, który dobrze znamy. Na uwagę zasługuje również okładka, która jest wciągająca i odrażająca jednocześnie. Gdybym nie znała zespołu ze wcześniejszych dokonań, to ona na bank przyciągnęłaby mnie do nich. Polecam Wam ten album, szczególnie jeśli zabawiacie się z brutal death metalem, ale nawet jeśli nie, to myślę, że ta odrobina kreatywności, jaka jest na tej płycie, przyciągnie Waszą uwagę kilkukrotnie.

 

TAGI
PODOBNE WPISY