mayday
Książki

Grzegorz Brudnik „Mayday” – wszystko jest możliwe

Przez w dniu 07/07/2018

Znacie to uczucie, gdy czytacie opis książki i już wiecie, że choćby Was na kole łamali, a pięty żywym ogniem smagali, to i tak tej książki nie przeczytacie? Ja tak miałam sprawdzając debiut literacki Grzegorza Brudnika Mayday. Przeczytałam, skwasiłam minę i to miał być koniec. Jednak gdy zaczęły pojawiać się pozytywne opinie, coś mnie tchnęło. A więc przymknęłam oko na pierwsze wrażenie i sięgnęłam po fragment ze strony wydawnictwa, który miał ostatecznie zadecydować, czy skosztuje tej pozycji. Zaryzykowałam. Nim się obejrzałam, a social media, życie towarzyskie, skamlenie psa o spacer, przestało mieć znaczenie. Przepadłam. Mało powiedziane, Mayday wessało mnie w siebie niczym potężne tornado i tym samym zdeptało moje początkowe zniesmaczenie, pozbawiło kilku godzin snu, a finalnie z mojego mózgu zrobiło papkę, którą w tej recenzji postaram się zebrać w solidną całość.

Punktem wyjścia do fabuły Mayday jest katastrofa lotnicza dwóch, najnowocześniejszych samolotów pasażerskich. Kolizja ma miejsce u wybrzeży Japonii, giną setki ludzi, a Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu ma za zadanie rozwikłać to przerażające zdarzenie. Do charyzmatycznej grupy śledczej dołącza polski inżynier mechanik Aleksander Gall, który kilka lat wcześniej, w wypadku lotniczym stracił żonę i córkę. Japonia nie chce współpracować, ktoś zaciera ślady, nic nie idzie po ich myśli. I to jest dopiero początek ich niebezpiecznych przygód.

brudnik mayday

Mayday to niebanalny thriller sensacyjny z szalonym śledztwem i ogromem niewiadomych. Już od prologu zostajecie wciągnięci w tajemnice, a potem te sekrety się tylko potęgują. Styl pisarza jest przyjemnie plastyczny, nie ma tu przypadkowych zdań. Do tego Brudnik to dla mnie maszyna do tworzenia twistów w fabule. Cholera, tam się tyle dzieje! Nie ma czasu na branie oddechu, czy mruganie oczami, tu akcja nie pozwala Wam na takie bzdury. Z każdym rozdziałem ma się ochotę jeszcze szybciej nasycać swój umysł kolejnymi faktami i tropami. Dawno tak nie miałam z żadną książką, a pomyśleć, że na wstępie wrzuciłam ją do worka powieści nie dla mnie.

Zatem są elementy sensacyjne, katastroficzne, a wszystko doprawione technicznymi smaczkami wskazującymi na niebywałą wiedzę autora. Wow, to za małe słowo, by opisać mój podziw nad tym, co upchnął w swoim debiucie. W dodatku mimo dość sporej ilości opisów części maszyn, elektroniki, pisarz sprytnie tłumaczy wyrazy, które dla ludzi niepasjonujących się tą dziedziną, stają się od razu jasne i zrozumiałe. A w tym wypadku jest to bardzo ważne dla odnalezienia się w całej fabule. Na pochwałę zasługują również dialogi. Realistyczne, lekkie, zabarwione humorem, sarkazmem czy ironią. Są doskonałym narzędziem, do rozrzedzenia napięcia, które tutaj raczej nie spada, a przy okazji potrafią rozbawić.

Esencją Mayday są bohaterowie. Wyraziści, o konkretnych osobowościach, z umiejętnościami, których sama im wielokrotnie zazdrościłam. Główną postacią jest Aleksander Gall. Egocentryczny inżynier o ogromnej wiedzy, będący oazą spokoju, a w dodatku jest śmiercioodporny. Jest genialnie napisaną postacią, którą z miejsca polubiłam i kibicowałam przez wszystkie strony. Oprócz niego zapadł mi w pamięć Scott Jordan, szorstki, wulgarny i bardzo wymagający szef zespołu specjalistów. Do tego doskonale została poprowadzona postać młodziutkiej Pauline, bystrej studentki, która dostała szansę od losu na pracę z najlepszym. A także z uśmiechem wspominam Baldura. Wierzcie mi, każdy chciałby mieć takiego przyjaciela.

mayday brudnik recenzja

Bohaterów w Mayday jest o wiele więcej, ale nie chce Wam psuć zabawy z tą książką. Oprócz sporej ilości zwrotów akcji, scen łapiących za gardło i sporej gromadki postaci zapadających w pamięć, Brudnik równie gęsto częstuje czytelnika trupami. To było dla mnie zaskoczenie, bo liczyłam, że owszem kilka osób straci życie, ale momentami zaczynałam się bać, przerzucać kolejną stronę, w obawie kogo to pisarz tym razem pozbawi tchnienia. Jak sprawdzicie, opis książki sugeruje historie o katastrofie, śledztwo i niemały spisek, ale w środku spotykają Was takie fajerwerki, jakich na żadnym Sylwestrze nie widzieliście. A jeśli chodzi o finał tego zaskakującego debiutu, to mogę zdradzić, że jest szalony, nieprawdopodobny i satysfakcjonujący.

Mayday Grzegorza Brudnika to jest dla mnie drugie zaskoczenie w tym roku. Dzięki niemu zwiedziłam kilka miejsc, dowiedziałam się sporej ilości informacji o samolotach i statkach, ale przede wszystkim bawiłam się wyśmienicie. Cieszę się, że jednak nie skreśliłam go grubą kreską, bo to było pełne emocji doświadczenie. Jako że to jest debiut, to już mi się trzęsą łydki na myśl co wykombinuje autor w swojej drugiej powieści. A dla Was mam radę, nie patrzcie na opis książki, czy okładkę, po prostu dajcie się porwać tej skandalicznie dobrej powieści, a potem mi podziękujecie!

TAGI
PODOBNE WPISY