czornyj grzech
Książki

Max Czornyj „Grzech” – Lublin ma swoje trupy

Przez w dniu 02/07/2018

Na twórczość Maxa Czornyja rzuciłam się niczym wygłodniały lew, który na widok krwi wywiesza swój język aż do ziemi. Tam, gdzie jest brutalizm i tajemniczy morderca, tam jestem i ja. Grzechem zostałam skuszona poprzez stwierdzenie, że jest to bardzo carterowe. Pojawiały się wręcz zarzuty, że tej carterowej atmosfery jest w tym debiucie aż nadto, że autor zbyt mocno się zainspirował. Chrisa Cartera wielbię, więc jeśli ktoś debiutanta porównuje do takiej tuzy kryminalnej, to nie byłabym sobą jakbym nie sprawdziła na własnej skórze tych krwawych igraszek. Ciekawostką jest, że wiele osób zarzuciło Czornyjowi kopiowanie stylu Cartera, ale nikt go wprost nie zapytał, co tam jest grane. Ja miałam tę przyjemność i zamieniłam z Panem Maxem kilka słów podczas tegorocznych Warszawskich Targów Książki. I o dziwo, autor absolutnie nie zna twórczości Brazylijczyka i to, co przedstawił w Grzechu, jest wyłącznie wytworem jego chorej wyobraźni, jak również wiedzy, jaką wyniósł ze swojej adwokackiej pracy. Mnie przekonał, ale czy przekonała mnie jego pierwsza książka?

Akcja Grzechu dzieje się w Lublinie. Mieście, o którym nic nie wiem i przez tyle lat życia nigdy go nie odwiedziłam. Jednak nie ma tu miejsca na sielankę, bo oto dochodzi do serii porwań. Gdy pojawiają się pierwsze zmasakrowane zwłoki, sprawa się komplikuje. Śledztwem zajmuje się komisarz Eryk Deryło. Człowiek rodzinny, nieco wybuchowy, który łagodzi swoje stresy, bawiąc się w origami. Niestety jako bohater jest dla mnie nijaki. Drętwy, mało charakterny, bardzo prawy. Aż momentami chciało się, żeby chociaż przeszedł na czerwonym świetle, by pokazał jakieś inne oblicze. No nie polubiłam się z nim. Wolę bohaterów bardziej wyrazistych, o mocniejszych cechach osobowości. W tym wypadku ciekawiej wypada o nieco przerośniętym ego profiler Michał Tracz, który pomaga przy śledztwie oraz patomorfolog Gawiński, który był nieco sarkastyczny i lubił gry słowne.

Dlaczego Lucyfer potrafi przemówić ustami opętanego, a Bóg nigdy nie raczył się do mnie odezwać? Może po prostu nie istnieje?

Same opisy ofiar, czy działań mordercy są podane ze smakiem pomimo ich niewyobrażalnej makabryczności. Do tego dochodzi religijne tło, które tworzy niesamowitą atmosferę tajemniczości. Styl Czornyja jest zgrabny, przyjemnie kąsa, a krótkie rozdziały doskonale wpływają na czytanie, a do tego tak się kończą, że ciężko jest nie sprawdzić, co się wydarzy dalej. Grzech daje moc wrażeń. Czyta się go szybko i pomimo dużej ilości okrucieństwa, nie powodował, że czułam się zniesmaczona. Wręcz stawałam się niecierpliwa. Cała zagadka została ciekawie poprowadzona, a tropy wielokrotnie podsycały moją ciekawość co do finału. Faktycznie znalazłam tu kilka podobieństw do twórczości Chrisa Cartera, ale jak już wspomniałam, jest to tylko zbieg okoliczności, który mnie osobiście bardzo przypadł do gustu.

Grzech z pewnością nie jest książką dla osób o wrażliwych żołądkach. Jest bardzo dobrym kryminałem, o intrygującej, nierozwlekłej strukturze. Nie ma tu miejsca na nic nie wnoszące, zawiłe opisy, co dla mnie jest dużym plusem. Do tego morderca jest sadystyczno-fascynujący. Jestem bardzo ciekawa, co pisarz przygotował w kolejnej części. Ofiara przede mną, ale ja z pewnością jestem już ofiarą twórczości Maxa Czornyja i absolutnie nie chce, by ktoś mnie z tej literackiej opresji ratował.

 

TAGI
PODOBNE WPISY