jungle rot
Muzyka

JUNGLE ROT „Jungle Rot” – klarowne dźwięki oblepione agresją

Przez w dniu 14/08/2018

Nadszedł dzień wyjazdu. Jeszcze dwa tygodnie temu nie obstawiali, że lada dzień będą przemierzać brazylijską dżunglę. On od kilku lat nie dostał podwyżki, ona pracowała dorywczo, ale pomimo okrojonego budżetu udało im się uzbierać na wakacje marzeń. Będą chłonąć zapach wilgotnego lasu, oglądać najróżniejsze stworzenia, a w dodatku mają spać na drzewie z dala od cywilizacji. Podróż przebiegła szybko, chociaż brak miejsca na nogi w samolocie doprowadzał ich do nieustannych skurczów łydek. Z lotniska zostali zabrani przez przewodnika. Mężczyznę dość wątłej budowy, ale o ogromnych, radosnych oczach, którymi znakomicie czarował turystów. Liczyli, że zostaną dowiezieni na miejsce jeepem i w końcu wypoczną. Jednak niezbyt dobrze przeczytali informacje z oferty wycieczki, bo oto przed ich upragnionym snem po wielogodzinnym locie, czekała na nich przeprawa przez dżungle i to o własnych nogach. Razem z przewodnikiem i kilkoma innymi turystami ruszyli gęsiego. Owady już czaiły się, by zrobić z ich słodkiej krwi kolacje, a szelesty, które dochodziły z oddali, przyprawiały o nieprzyjemne dreszcze na spoconych plecach. Zmrok powoli ich doganiał, a wędrówka ciągnęła się w nieskończoność. Nagle straciła z widoku swojego ukochanego. Przecież był tuż za nią. Zaczęła się nerwowo rozglądać. Wszystkim pot zalewał oczy i nikt nawet nie starał się jej pomóc. Nawet przewodnik, który z uśmiechem maszerował przed nią. Nagle w dole urwiska zobaczyła go. Odszedł na bok, aby załatwić potrzebę. Odetchnęła i uśmiechnęła się sama do siebie, gdy nagle jej mąż dostał cios maczetą w głowę, ześlizgnął się w dół urwiska i wpadł do wody. Zaczęła krzyczeć, a łzy mieszały się ze słonym potem. Woda gdzie wpadł, zaczęła się pienić i wypuszczać czerwonawe bąbelki powietrza. Przewodnik odwrócił się w jej stronę, trzymając jeszcze oblepioną krwią maczetę, zaczął się donośnie śmiać.

Zespół Jungle Rot potrafi zatrząść. Ale nie tak na chwilę, czy na parę minut. On wskakuje w Wasze uszy i pozostawia Wam chaos w głowie, którego ciężko jest okiełznać. To zespół, który ponad dwadzieścia lat jest na scenie i oddycha każdą jej zmianą. Ich początki to była mocna przyjaźń z klasycznym death metalem. Kroczyli tą samą, znajomą ścieżką, na której przy ostatnich albumach zaczęło jakby brakować pomysłów. W tym roku postawili na różnorodność, która ostatnio dopada większość kapel. Coraz więcej muzyków nie chce się już tak szufladkować, jak kiedyś. Po kolei zaczynają eksperymentować ze swoim stylem grania, doprawiać swoją muzykę elementami charakterystycznymi dla innych gatunków i niestety wychodzi im to z różnym skutkiem. Na szczęście u Jungle Rot nie można mówić o wpadce, czy niepotrzebnych zagrywkach, by tylko porwać tłumy.

Ich nowy album opiera szkielet na death metalu, ale za utrzymanie go w solidnej pozie odpowiadają elementy hardcore’u czy thrash metalu. Technicznie jest tutaj nawet bardziej thrashowo niż deathowo. Oczywiście wypada to bardzo korzystnie przy odbiorze całej płyty. W takim Twisted Mind czuć oddech Napalm Death, Fearmonger wspomagany wokalnie przez Schmiera z Destruction wypada jadowicie i wściekle. Prym zdecydowanie wiedzie na tym krążku gitara, która brzmi niesamowicie dumnie i przyjemnie tnie uszy kolejnymi niszczycielskimi riffami. Na albumie Jungle Rot znalazły się również dwa utwory ( Glory For The Fallen, Pumped Full Of Lead) będące hołdem dla przyjaciela wokalisty, który został zamordowany. Czuć w nich nieopisany ból, ale i niekończącą się złość. Tak powinno się przekazywać emocje. Nie tylko tekstem, ale i muzyką, która rozrywa serce swoim natężeniem. Płytę zamyka cover Terrible Certainty Kreatora, który jest trafionym finałem dla tej muzycznej eskapady.

Zaskoczył mnie Jungle Rot. Naprawdę zaskoczył, bo poprzednia płyta mnie jakoś nie znokautowała. Ta natomiast mocno ukłuła mnie w serce i oczarowała swoją klarownością, pomimo głębi agresji, którą jest oblepiona. Wszystko tu ma swoje miejsce i każdym akcentem można się delektować bez specjalnego skupienia. Jestem pod wrażeniem i myślę, że zarówno wielu zwolenników death metalu, jaki i thrashu doceni to, co zostało stworzone na tym albumie.

TAGI
PODOBNE WPISY