sekretna kolacja
Książki

Raphael Montes „Sekretna kolacja” – smaki, które drapią podniebienie

Przez w dniu 13/08/2018

Sekretna kolacja zawsze kojarzyła mi się z czymś nacechowanym tajemniczością i niespodzianką jednocześnie. Z czymś wyjątkowym i dającym niezapomniane przeżycie. Wyobrażałam sobie wyjątkowe, kameralne spotkanie pełne zaskoczeń i łechtania kubków smakowych w niecodzienny sposób. Takie oszałamiające chwile przy wspólnym stukaniu sztućcami, gdzie Wasz partner pokazuje Wam intymną sferę jedzenia, przyrządzoną własnymi rękami, które na co dzień w kuchni pojawiają się jedynie by odstawić wylizany talerz. Jak bardzo się myliłam, przyszło mi się dowiedzieć smakując przez ostatnie dni książki Raphaela Montesea Sekretna kolacja. Po tej lekturze odechciało mi się kolacji niespodzianek, tajemniczych dań i w ogóle jedzenia, którego pochodzenia nie idzie odgadnąć. Autor postawił na z pozoru prostą fabułę, ale polał ją sosami o smaku thrillera, komedii, a nawet gore, które wręcz tryskało mi w twarz od swojej obfitości. Pozostaje mi Was zaprosić na Sekretną kolację, która poruszy nie tylko Wasze delikatne podniebienia.

Już na początku historii poznajemy czwórkę przyjaciół, która za studiami i samodzielnym życiem wyrusza do Rio de Janeiro, gdzie wynajmuje mieszkanie, w którym planuje mieszkać przez najbliższe lata. Czas płynie, ceny mieszkań rosną, a kumple ledwo wiążą koniec z końcem. Przez jednego z nich popadają w długi i wówczas wpadają na dość ciekawy pomysł, jakim jest sekretna kolacja tylko dla elity. Niebotyczne ceny, wykwintne potrawy, wyselekcjonowani goście. Jednak pierwotny plan zostaje nieco zmodyfikowany poprzez wprowadzenie do przepisów ludzkiego mięsa, przez co staje się on o wiele atrakcyjniejszy, niż podejrzewali i na jednej kolacji się nie kończy. Biznes kwitnie, a ciała trzeba skądś brać, jednak czy ten krwawy interes pełen wyrzutów sumienia może trwać w nieskończoność?

To jest ta sama ignorancja, która sprawia, że nie zabijasz zwierząt, ale jesz ich mięso dostępne w sklepach. Szkoda nam świnki i krówki, ale uwielbiamy dobry stek z antrykotu. Już mój ojciec powtarzał, że piękno wiąże się z konkretną osobą, ale okrucieństwo woli anonimowość.

Pierwsze strony to typowy obyczaj doprawiony humorem. Nic początkowo nie wskazywało na taką mieszankę gatunków, jaką zaserwował autor. Bo gdy rusza już temat sekretnej kolacji, wówczas dostajemy kilka łyżek kryminału, szczyptę psychodelii, by znienacka zaatakować mięsistym gore, które mnie emocjonalnie przekopało butem o bardzo grubej podeszwie. Narracja jest pierwszoosobowa i należy do Dantego. Mężczyzny, który wydaje się najrozsądniejszym z całej czwórki, mimo iż czasami zachowuje się moim zdaniem zbyt infantylnie jak na swój wiek i czyny, których sam się dopuścił. Dodatkowo autor daje nam listy innego bohatera skierowane do matki, pojawia się nawet przepis na inauguracyjne danie, które zdobyło uznanie pierwszych gości sekretnej kolacji. Spodobał mi się ten zabieg, bo takiego rodzaju mieszania w rozdziałach jeszcze nie miałam okazji spotkać. Ciekawie również wypada rozmowa z grupy na WhatsAppie, gdzie na kolejnych stronach są wklejone okna z tego komunikatora. Dzięki temu cała ta opowieść nabywa cech rzeczywistych i tym samym daje nam możliwość bezpośredniego uczestniczenia i wczucia się jeszcze lepiej w akcje przedstawioną na kartach tej krwawej opowieści.

Smak to jedyny zmysł obojętny na kwestie etyczne, które rządzą pozostałymi. Wyobraź sobie performera, który okalecza zwierzę w galerii sztuki, albo muzyka, który torturuje zwierzę, ponieważ uważa, że wydawany przez nie dźwięk jest przyjemny… To nie do pomyślenia! A mimo to od dawna zabijamy, okaleczamy i torturujemy zwierzęta tylko dlatego, że są smaczne. Ludzie tolerują mnóstwo cierpienia w swoim jedzeniu. W imię smaku wszystko jest dopuszczalne, mój przyjacielu.

Ogromnym plusem oprócz niezwalniającej akcji są też krótkie wiersze, niby gdzieś przeczytane w publicznej toalecie, które stanowią doskonałą puentę dla kolejnych rozdziałów. Montes naprawdę zaszalał, jeśli chodzi o strukturę powieści, ale to doskonale wpłynęło na odbiór całości. Pomimo dość wielokrotnie odrzucających opisów, siedziałam wpatrzona w litery, jakby od tego zależało moje życie. Trochę na tym wszystkim ucierpieli bohaterowie, bo owszem wzbudzali we mnie złość, rozgoryczenie, śmiech, a nawet współczucie. Jednak pomimo całej sytuacji, jakoś im nie kibicowałam i nie obdarzyłam większą sympatią. Czasami miałam wrażenie, że byli po prostu zbyt prości i autor nie wysilił się, by to zmienić. Pomimo tego bawiłam się przy Sekretnej kolacji fantastycznie, nawet jak już byłam pewna, jak to się wszystko zakończy.

Sekretna kolacja Montesa to pozycja, po którą warto sięgnąć, bo jestem skłonna uwierzyć, że takie historie jak ta mogą faktycznie mieć miejsce w naszym świecie, a przy okazji jest to doskonała przestroga przed niepewnymi i szalonymi pomysłami na zarobek. Do tego, jeśli lubicie klimat slasherów, typowe gorowe akcenty które, mimo iż Was obrzydzają, to i tak czytacie dalej, to gwarantuje, że czas z tą książką nie będzie straconym.

TAGI
PODOBNE WPISY