kasetka na pieniądze, stoi na betonowej podłodze, w środku nie jstoi czytnik z okładką książki Skaza Roberta Małeckiego
Książki

Robert Małecki „Skaza” – dopiero kilkukrotne spojrzenie pozwala dostrzec szczegóły

Przez w dniu 22/09/2018

Robert Małecki to intrygujący autor. Od jego osoby bije ciepło i przyjacielski ton, czego mogłam doświadczyć podczas spotkania twarzą w twarz. Oprócz uroku osobistego, autor został obdarowany zachwycającym talentem pisarskim. Skazę zaczęłam czytać już po premierze. Niespiesznie delektując się każdym, niebanalnie skonstruowanym zdaniem i wciągającą już od pierwszych stron fabułą. Po raz pierwszy przystopowałam swoje tempo czytania. Ciągła gonitwa za premierami przyćmiewała mi radość z uciech, jakie daje słowo pisane. I tak wciągnięta w śledztwo i w świat Bernarda Grossa krok po kroku, dzień po dniu odkrywałam tajemnice, jakie skrywała w sobie Skaza. Książka okazała się pierwszorzędnym kryminałem z doskonale rozplanowaną akcją. A fakt, że czytałam ją po trochu, bez patrzenia na umykające dni, dała mi jeszcze większą satysfakcję.

Psem nie zostajesz wtedy, gdy zakładasz mundur. Psem zostajesz, nasiąkając złością na wyrządzone zło, gdy w dobrym człowieku wyczuwasz skazę.

Akcja zaczyna się, gdy tylko miniemy okładkę. W jeziorze zostają znalezione zwłoki – nastolatka i bezdomnego. Początkowo wygląda to na nieszczęśliwy wypadek. Jednak Bernard Gross, główny bohater Skazy, wyczuwa w tym coś głębszego i zaczyna szukać. A my czytelnicy szukamy razem nim. Powiązań, śladów, oznak czegokolwiek, co wykluczałoby przypadkową śmierć. I tak po okruszkach, spacerkiem podążamy do celu. Z nieprzerwanym napięciem, pokręconymi bohaterami i małym miastem w tle. To, co na pewno wychodzi na prowadzenie, to styl opowiadania Małeckiego. Ciekawy, słyszalny (ja naprawdę nasłuchiwałam tego skrzypiącego śniegu pod stopami Bernarda) i bogato ozdobiony, ale bez przekraczania granic smaku. Wspaniale było móc odczuwać tę książkę tak dogłębnie i naprawdę widzieć to, co tak zgrabnie zostało opisane na tak licznych stronach.

Bernard Gross to mistrzowsko stworzony bohater. Zraniony, z ciężką przeszłością, ale błyskotliwy, cwany i niezłomny. Dialogi z jego udziałem wypadały realnie i przede wszystkim ciekawie. Dla takich bohaterów czytam książki. Uczestniczę w ich śledztwie, wstrzymuję powietrze, gdy coś im się dzieje, ba nawet robię się głodna w momencie, gdy oni sami właśnie raczą się zwykłą kanapką. Nie każdy autor ma dryg, aby kreować takie postacie, ale Robert Małecki jak najbardziej wie, co robi i przede wszystkim robi to wyśmienicie. Cieszę się, że jest to początek serii, bo mam już łaknienie na więcej. Dodam tylko, że finał tej opowieści znakomicie mi wytarmosił umysł i dopełnił mój zachwyt nad Skazą.

 

TAGI
PODOBNE WPISY