Książki

Grzegorz Brudnik „Fracht” – bo na morzu wszystko się może zdarzyć

Przez w dniu 06/10/2018

Pierwsze spotkanie z twórczością Grzegorza Brudnika to była wyboista droga, pełna ścierających się emocji. Od niechęci, przez fascynację, aż do bezwzględnego zatracenia. Gdy pochłonęłam jego debiutancką powieść Mayday, czułam, że autor dopiero się rozkręca. Przyszedł wrzesień, a on wystrzelił swoją kolejną książką. Pocierałam ręce z niecierpliwości, zastanawiałam się, czym tym razem zaskoczy. Wiedziałam, że sensacyjne szaleństwo musi być, ale czym ta książka jeszcze może powalić skoro, już przy Mayday zgięły mi się kolana. I tak jestem już po przygodzie z Frachtem. Czytając, bałam się. Trzęsłam się jak zmarznięte dziecko, że coś może nie zagrać, coś sknoci i mnie rozczaruje. Na szczęście było zupełnie inaczej.

Historia zaczyna się od utonięcia polskiego promu kolejowo-samochodowego, płynącego po Bałtyku. Armator prosi Aleksandra Galla o zbadanie, co było przyczyną nieszczęśliwego wypadku. Zaczyna się poszukiwanie winnych, szwedzkie, chłodne powietrze i masa pokręconych niewiadomych. Żeby nie było zbyt liniowo, ktoś pragnie odebrać życie Gallowi i wprowadza wiele podnoszących ciśnienie sytuacji, od których zmarszczki na czole same się prostują. Tak, we Frachcie nie istnieją słowa: monotonia, dłużyzna, nuda. Tu dzieje się tyle, co w doskonałym, niesztampowym kinie akcji. Niczego i nikogo nie można być pewnym, a akcja potrafi diametralnie się zmieniać z rozdziału na rozdział.

Gall nie lubił zabijać ludzi. Ale wyznawał kilka prostych zasad. Jedna z nich brzmiała „jeśli wyciągnąłeś przeciwko mnie nóż, to uznaję to za bezpośrednie zagrożenie swojego życia”, druga zaś ” jeśli czuję, że chcesz mnie zabić, to ja zabijam ciebie”.

We Frachcie nie ma już dużej ilości opisów technicznych. Myślę, że wypada to dla niego na duży plus. O ile ja w Mayday, faktycznie czerpałam przyjemność z takich elementów, sporo czytelników przez nie potrafiło strasznie się męczyć lub nawet przerwać czytanie. Gwarantuje Wam, tutaj takiej sytuacji nie będzie. Zaskoczył mnie również poziom sarkazmu i humoru. Taki zabieg dodał lekkości tej powieści. Szczególnie że nie można w niej liczyć na stagnacje, czy spadek napięcia. Wielokrotnie kotłowało mi się w żołądku lub łzy napływały mi do oczu, gdy działo się coś złego moim ulubieńcom. Brudnik zagrał na moich emocjach, niczym najlepszy pianista i dziękuje mu za to. Fracht jest krwią płynącym thrillerem sensacyjnym. Można by się po nim spodziewać masy akcji, strzelanin i tyle. A jednak autor potrafił zbudować w tej powieści coś jeszcze. I te emocje uderzały we mnie ogromną siłą.

Jest coś, a raczej ktoś o kim muszę Wam wspomnieć. To on rozgrzał moje uczucia i od połowy książki nie wyobrażałam sobie, aby mogło go zabraknąć. Baldur Eysturvind, dla przyjaciół Baldi. Człowiek instytucja, mężczyzna pełen niespodzianek, przyjaciel, który zawsze w porę się zjawia. Nieprzeciętnie inteligentny, niezdrowo zdolny, z masą nieprawdopodobnych kontaktów. W Mayday było go zbyt mało, aby go lepiej poznać. We Frachcie stworzył z Aleksem duet doskonały. Dwóch mężczyzn o potężnej wiedzy i jeszcze większych znajomościach. Zabawni, nieprzewidywalni, pełni zacięcia i pozbawieni strachu. Baldur, niby bohater drugoplanowy, a dogłębnie oczarował mnie swoją osobowością. Dla takich postaci chce czytać książki, dla tych dialogów zarywać noce. Jeśli nie ze względu na fabułę, przeczytajcie Fracht dla Baldura!

Należał do tych ludzi, którzy nigdy nie mieli żadnych problemów ze sobą. Lekka nadwaga? I co z tego? Trzydzieści osiem lat? Wielkie halo. Łysiejący czerep i zabawne okulary na nosie? Nie on pierwszy i nie ostatni. Powodzenia u płci pięknej mógłby mu pozazdrościć nawet Hugh Hafner. Tym bardziej że Hugh był po prostu bogaty. A Baldur był i bogaty, i szalenie interesujący.

Fracht jest pełen zwrotów akcji, wyśmienitych bohaterów, stosu trupów i rozmachu na najwyższym poziomie. To jest książka, przy której powieka nie ma szans opaść. Brudnik ze swoim talentem mógłby swobodnie pisać scenariusze do filmów sensacyjnych i wyciągnąć je z dołu wtórności i mało kreatywnych rozwiązań. Doskonałe jest to, że nie da się tu nic przewidzieć i zepsuć sobie zabawy z lektury. A za takie zakończenie, chylę czoła. To była prawdziwa rozkosz zwieńczyć przygodę z tą powieścią takim finałem.

 

 

 

 

 

 


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Filia Mroczna Strona
TAGI
PODOBNE WPISY