Książki

Max Czornyj „Pokuta” – w samym centrum zbrodni

Przez w dniu 19/10/2018

Z przełożeniem ostatniej kartki nastąpił moment smutku i żalu. Oczy nabiegły łzami, usta pozostały lekko rozchylone w grymasie zdziwienia, gardło błagało o kilka kropel wody. Oto nadszedł finał uganiania się za Cztery Iksem. To była pogoń pełna przeszkód, wyboistych zakrętów i krwistych niespodzianek, które nie pozwalały się oderwać od lektury. Czas z Pokutą był jak płomienny romans, który niespodziewanie się zakończył. A ja pragnę być dalej pieszczona tymi bezeceństwami, pokrętnie wypluwanymi słowami Iksa i tymi skrupulatnie opisanymi zbrodniami. Zdecydowanie Max Czornyj osiągnął wyżyny w polskim kryminale.

Drugie półrocze dla Maxa Czornyja jest bardzo płodne. Niedawno jeszcze rozpływałam się nad Najszczęśliwszą, a już mogłam głaskać strony Pokuty. To, co mnie raduje od środka to fakt, że autor zgrabnie pnie się do góry ze swoimi książkami. Każdej kolejnej premiery się boje. Boje się, że w końcu zabraknie mi słów, by opisać zachwyt, jaki mnie wypełnia podczas lektury jego powieści. Zdecydowanie Czornyj porządnie wyostrzył swoje pióro, którym doskonale manewruje pomiędzy scenami morderstw, śledztwa czy dramatów.

Ktoś powiedział, że psychopaci są jak tanie dziwki. Pociągają, ale jak się za bardzo zbliża, mogą zostawić syfa.

Pokuta to trzecia część serii o komisarzu Eryku Deryle wieńcząca zmagania policji z nieobliczalnym seryjnym mordercą Cztery Iksem. Oto pogoń dobiega końca, a zwyrodnialec zostaje schwytany. Zaczynają się przesłuchania, badania psychologiczne. Wszyscy się starają dowiedzieć, z kim mają do czynienia i co drzemie w jego chorym umyśle. Ale na rozwiązanie trzeba poczekać do końca historii. Eryk Deryło nadal jest pierdołą i nie zyskał mojej większej sympatii, jednak to nie on tu grał solówki. Ta część jest przesiąknięta jeszcze większym złem, psychozą i krwią, która kapie ze stron, próbując nam wyjaśnić, w co zostaliśmy wplątani.

Bezwzględnie jestem fanką kreatywności Maxa Czornyja. Brutalne mordy to jedno, ale te porównania! Wręcz czułam je nie tylko na skórze. To one jeszcze silniej podkreślały sceny, budząc niesmak, obrzydzenie, ale i chorą fascynację. Momentami naprawdę żal mi było mrugać, aby nie marnować tych cennych sekund na głupoty. Kolejnym atutem książki jest sam morderca: bezwzględny, szalony, nieprzewidywalny. I pomyśleć, że już przy Ofierze go obstawiałam, ale potem porzuciłam swoje typy. Mimo dość wczesnych podejrzeń, to było miłe zaskoczenie i jak najbardziej spełniło moje oczekiwania względem finału.

Rzeźnia jest miła jak matka. Ale z tą matką się nie sypia.

Jeśli chodzi o same morderstwa, to zakładałam, że po moich romantycznych chwilach w ramionach twórczości Cartera i Ketchuma, nic nie jest w stanie mnie zagiąć. A jednak! Jeden rozdział został tak opisany, że poczułam mdłości. Niby prosta tortura, ale została opisana w tak czornyjowy, odrażająco-świdrujący w umysł sposób, że nawet teraz nie mogę wyjść z podziwu. To już chyba tradycja, że jakiś rozdział z książek Czornyja musi zapaść mi szczególnie w pamięć, a ten po prostu wyrył się grubą kreską. I jeszcze te ostatnie zdanie zamykające książkę. Poczułam się, jakbym liznęła śmietankowego loda tuż przed jego upadkiem na chodnik. Nie wiem, jak ja teraz wytrzymam do kolejnej premiery. Nie wiem.

Pokuta to dla mnie bez wątpienia jeden z najlepszych kryminałów tego roku. Jest brutalny, porażający, porządnie mieszający w głowie. Cieszę się, że mogłam odbyć tę perwersyjną, mroczną podróż i z wypiekami na policzkach czekam na więcej.

 

 

 

 

 

 


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Filia Mroczna Strona
TAGI
PODOBNE WPISY