Podróże

„Spotkajmy się między słowami” czyli kilka refleksji po 22. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie 2018

Przez w dniu 29/10/2018

Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie to kolejne duże wydarzenie dla czytelników, które każdy szanujący się książkoholik ma wpisane na stałe w swój kalendarz. Stoiska piętrzące się na trzech salach, książki krzyczące z regałów i autorzy, których spotkanie jest wyjątkową i niezapomnianą chwilą. Tym razem relacja z targów będzie zderzeniem dwóch opinii. Razem z Martą, która z zaciętością pisze recenzje w social mediach jako @zapach_ksiazek, byłyśmy na krakowskich targach po raz pierwszy i razem je zdobywałyśmy przez trzy dni, zapominając o jedzeniu, odpoczynku i skurczach łydek. Zobaczcie, co nas tam spotkało.

Organizacja wydarzenia – bywało różnie

Justyna: Pierwsze co zwróciło moją uwagę, to sama lokalizacja. Jeśli nie korzystało się z busa targowego, który dowoził pod hale Expo, trzeba było kawałek przejść. O ile przy ładnej pogodzie, to był przyjemny spacer, w deszczu nie było już tak kolorowo. Samo wejście prezentowało się dobrze, jasno określone, które wejście dla kogo. Jako bloger wchodziłam bez kolejek i czekania. Normalni odwiedzający nie mieli tego szczęścia i stali w niekończącym się ciągu ludzi, który w piątek w godzinach porannych skazywał ich na kilkugodzinne wyczekiwanie. Targi podzielone były na trzy sale, aby się odnaleźć, można było korzystać z aplikacji na telefon, która była trochę niestabilna, ale stanowiła pomocną mapą (jak działała). Obsługa targów była bardzo dobrze przygotowana i na każde moje pytanie znali odpowiedź. Minusem było ulokowanie szatni na końcu jednej z sal, przedarcie się w ten rejon zajmowało sporo czasu. A najgorzej jak trzeba było jeszcze za sobą ciągnąć walizkę.

Marta: Organizacja targów to dla mnie dość ciężki temat nie mając porównania z wcześniejszymi edycjami. Z jednej strony niby wszystko było w porządku, natomiast pewne rzeczy w kolejnych latach trzeba na pewno poprawić, chociażby szatnię. Nie wiem kto wpadł na tak szatański pomysł, jak ulokowanie jej na końcu hali targowej. Średnią przyjemnością było przeciskanie się przez tłum ludzi tylko po to, aby oddać kurtkę. Druga kwestia to same wejścia na targi. Fajnie, że był podział na wejście dla E-biletu czy dla blogerów, ale tu również umiejscowienie automatu z opłatą za parking przy wyjściu z targów było słabe. Wąskie przejście a z jednej strony osoby wychodzące z hali musiały się przeciskać pomiędzy ludźmi stojącymi w kolejce do automatu.  

Stoiska kusiły niczym Ewa jabłkiem Adama

Justyna: Stoiska ociekały dobrocią. Tysiące książek, które szukały domu, przykuwały uwagę na każdym kroku. Najczęściej odwiedzałam stoisko Wydawnictwa Filia, które było jasne i przestronne. Wygodne zarówno dla czytelników, jak i do spotkań z autorami. Tak samo stoisko Grupy Wydawniczej Foksal dawało swobodę przechodzenia, bez ocierania się o zgrzanych klientów. Kolejki do pisarzy momentami powodowały trudność w przechodzeniu, ale ludzie współpracowali, gdy chciałam ich wyminąć. Na targach kupiłam jedynie książkę Zabójczy Pocisk. Polska Krew, która jest zbiorem opowiadań o 15 najgłośniejszych sprawach, którymi żyła cała Polska. A wszystko napisane przez porywających pisarzy kryminalnych w ich wyjątkowych stylach.

Marta: Krakowskie Targi Książki to dwie dość spore hale targowe, na których było mnóstwo stoisk różnych wydawnictw. Wydawcy wręcz prześcigali się w pomysłach, aby zainteresować swoją ofertą czytelników. I tak według mnie najlepszy pomysł wprowadziło w życie Grupa Wydawnicza Foksal, które przyciągało uwagę starym radiowozem milicyjnym. Również stoisko Novae Res zrobiło na mnie wrażenie. Jasne i przejrzyste zachęcało do tego, aby zrobić tam zakupu. Jeżeli chodzi o ceny, to jednak szału nie było. Szczerze mówiąc, lepiej opłacało się kupić książkę przez internet niż na targach.  

Odwiedzający oderwani od rzeczywistości

Justyna: O ile samo mijanie kolejek nie przyprawiało o tony potu i nerwów, to już niektóre zachowania ludzi potrafiły wyprowadzić z równowagi. Ludzie wielokrotnie zatrzymywali się nagle na środku, blokując płynny ruch. W kolejkach często słyszałam narzekanie, że za długo się stoi i jeszcze, że te osoby, które już były u pisarzy za dużo czasu z nimi spędzają. Sapanie, tupanie nogą, przewracanie oczami. Jeśli ktoś stoi już godzinę, to te 5min, a nawet 10min, to jest mała cena za poświęcony czas. Nie wyobrażam sobie tego, abym kogoś pospieszała, czy wydawała z siebie dźwięki zasapanej foki, aby tylko pokazać, że już czas dopuścić innych. Targi mają to do siebie, że stoi się w kolejkach i każdy, kto dorwie swojego ukochanego pisarza, chce te kilka pytań zadać. Szanujmy się czytelnicy i nie kręćmy nosem na innych, w końcu tworzymy jedną książkową rodzinę, a targi to ma być przyjemność, a nie festiwal frustracji.

Marta: Stałym problemem każdych chyba targów, są odwiedzający. Do szału wręcz doprowadzały mnie pogawędki urządzanie na samym środku przejścia. Spiesząc się od jednego do drugiego autora, wpadłam na grupkę ludzi stojących na samym środku tłumu i rozmawiających w najlepsze, tak jakby tego nie można było zrobić gdzieś z boku lub też w kawiarni. 

Spotkania z autorami – kolejki ku spełnieniu

Justyna: Pisarze to był dla mnie najważniejszy punkt tych targów. W końcu poznałam Grzegorza Brudnika, który okazał się niesamowitym człowiekiem, którego można słuchać godzinami. Pomimo choroby chętnie rozmawiał, uśmiechał się i sprawiał wrażenie, jakbyśmy znali się od zawsze. Bartosz Szczygielski to drugi autor, którego pierwszy raz zobaczyłam na żywo. Pisze porywająco, słucha jedynej słusznej muzyki, tak naprawdę rozumieliśmy się bez słów. Max Czornyj czarował zarówno wyglądem, jak i słowami. Dał mi potężnego kopa do działania i uświadomił, że to, co robię naprawdę, ma sens i przede wszystkim jest skuteczne. Zdecydowanie jest moją bratnią duszą i myślę, że nie jedno jeszcze razem stworzymy. Natomiast z Alkiem Rogozińskim konkretnie „zaiskrzyło”, poczucie humoru mamy na tym samym poziomie i myślę, że jeszcze nie raz zatopimy się w głębokiej rozmowie.

Marta: Spotkania z autorami to integralna część każdego tego typu wydarzenia. Dla mnie te targi to przede wszystkim spotkanie z Bartoszem Szczygielskim, na które czekałam bardzo, bardzo długo, ale nie zawiodłam się, bo Bartek okazał się fantastycznym facetem. Otwarty, uśmiechnięty, zabawny zrobił na mnie ogromne wrażenie. Kolejne ważne dla mnie spotkanie odbyło się z Klaudią Kloc-Muniak. Klaudia jest autorką rewelacyjnych thrillerów medycznych, a zarazem bardzo skromną i ciepłą dziewczyną. Po kilku miesiącach kontaktowania się z nią tylko przez Internet tak przyjemnie było porozmawiać w końcu w twarzą w twarz. Nie sposób nie wspomnieć też o Thomasie Arnoldzie, który jest jednym z moich największych tegorocznych odkryć. Niesamowity człowiek! Z wielką pasją opowiada o swoich książkach i dla każdego czytelnika ma dobre słowo oraz poświęca mu tyle czasu, ile tylko trzeba. 

Nie zabrakło rozczarowań

Justyna: Największym rozczarowaniem tegorocznych targów okazała się wpadka Wydawnictwa Czwarta Strona. Otóż jako patronka ich autora Michała Larka razem z innymi patronkami planowałyśmy zrobić specjalną akcję na ich stoisku. Niestety autor, pomimo niedawnej premiery książki „Fatum”, nie został zaproszony. Ale nie to było najgorsze. Jego książki w ogóle nie zostały przywiezione. Usłyszałam różne teorie, nie wiem komu wierzyć. Faktem jest, że w piątek rano książek nie było i przez resztę targów ta sytuacja nie uległa zmianie. Jest to dla mnie nie do pomyślenia, szczególnie że tylko Larka pozycji zabrakło na wystawie. Jest to smutne i nie mogę zrozumieć do dziś, jak można tak postąpić z własnym autorem. Plus dla Taniej Książki, która dość sporo „Fatum” miała na swoich półkach.

Marta: Największe rozczarowanie krakowskich Targów Książki to niestety Wydawnictwo Czwarta Strona. Nie wiem, jak można nie zabrać ze sobą ma targi książek jednego ze swoich autorów, którego książka miała premierę dosłownie 2 tygodnie temu. Rozczarowana tym, że na stoisku nie ma książek Michała Larka chciałam wyjaśnić sytuację z jednym z pracowników wydawnictwa. Pan niestety okazał się mega nieprofesjonalny i po prostu bezczelny wymyślając jakieś powody nieobecności książek, które były tak absurdalne, że aż mi się włosy na głowie zjeżyły. Ja po tych targach już z tym konkretnym wydawnictwem nie chcę mieć nic wspólnego.  

Warto czy lepiej zostać w przyszłym roku w domu?

Justyna: Zdecydowanie warto przyjechać do Krakowa. Pomimo ścisków, gorąca i obitych żeber, atmosfera targów rekompensuje wszystko. Mnie uśmiech nie schodził z twarzy i cieszyłam się, że byłam częścią tej wyjątkowej imprezy. Wspaniale było żartować z autorami, poznawać się z innymi blogerami. Wspieraliśmy się i pomagaliśmy sobie nawzajem, a także dawaliśmy porządne zastrzyki motywacyjne, aby promować czytelnictwo jeszcze mocniej. Jeśli się zdecydujecie przyjechać, to wiedźcie, że ja tam gdzieś w tłumie na pewno będę.

Marta: Podsumowując, krakowskie Targi Książki uznaję za udane! Miliony książek, możliwość spotkania swoich ulubionych autorów to jest na pewno to, co powoduje, że na pewno wrócę do Krakowa za rok!

 

TAGI
PODOBNE WPISY