Książki

#WYWIAD Max Czornyj: współczesne czasy stworzyły świat żywych trupów

Przez w dniu 23/10/2018

Max Czornyj – adwokat, pisarz, człowiek, który swoją twórczością szokuje, wciąga i nie daje wytchnienia. Ja w jego piórze uwielbiam bezkompromisowość, soczystą brutalność owianą psychologicznymi aspektami, a także tę zgrabność w budowaniu opowiadanych historii, przez które wielokrotnie cierpiałam na bezsenność. Autor ma na koncie już trzy książki, a w tym miesiącu wyszła kolejna z serii o komisarzu Eryku Deryle –  Pokuta. W ramach tej premiery miałam przyjemność zamienić z pisarzem kilka słów.


Justyna Dudkiewicz: Dnia 17 października miała miejsce premiera „Pokuty”. Jest to finał śledztwa w sprawie seryjnego zabójcy Cztery Iksa. Czy rozwiązanie wszystkich wątków z poprzednich części, sprawiło Ci jakąś trudność?

Max Czornyj: Wiesz, że pisząc „dnia któregoś” stosujesz prawniczą nowomowę? Zawsze kojarzy mi się to z pismami procesowymi… A poważnie właściwie jedyną trudnością było pogodzenie się z takim finałem. Całą historię spisywałem jak film, który wyświetlał projektor skrzętnie ukryty w moim umyśle. Ten materiał już był nagrany, ja jedynie rejestrowałem go scena po scenie.

O ile Twój seryjny morderca okazał się niebywale intrygującą, wielowarstwową postacią, Eryk Deryło jest po prostu zwykłym mężczyzną pozbawionym uzależnień i nietypowych cech charakteru. Czy od początku wiedziałeś, że ta postać ma być właśnie taka?

Eryk Deryło wkroczył do mojego świata tak samo, jak do świata każdego z moich Czytelników. I również ja poznawałem go ze strony na stronę. Nie wiedziałem, dlaczego układa żurawie origami ani po co mu antyczna moneta w kieszeni. Swoje tajemnice odkrywał przede mną etapami. Łączy nas szorstka przyjaźń i chyba dlatego wypada mi w tym miejscu postawić kropkę.

W „Pokucie” jest przedstawiona w szczegółowy sposób analiza psychologiczna mordercy. Pojawia się psychiatryk, a nawet hipnoza. Jak wyglądały Twoje przygotowania do opisania tej części w książce?

Zaopatrzyłem się w szereg specjalistycznych pozycji i przeprowadziłem sporo rozmów. Jednak sednem był właśnie proces spisywania scen filmu. Musiałem jedynie je wygładzić i tchnąć życie w kilka szczegółów. A te zagadnienia były wyjątkowo interesujące. W ogóle przy pisaniu zdobywanie nowej wiedzy jest jednym z najlepszych momentów.

W opisach tortur, czy morderstw jesteś coraz brutalniejszy i odrażający. Nie przeraża Cię to, że jesteś w stanie wymyślić takie okrucieństwa? Miewasz koszmary związane z opisywanymi przez siebie scenami?

Znacznie bardziej przerażająca wydaje mi się nuda lub nijakość. Ich nie potrafiłbym opisać. A koszmarów nie miewam może właśnie dlatego, że przelewam te obrazy na papier. Choć ogólnie słabo sypiam.

Z książki na książkę w Twojej twórczości pojawia się coraz więcej kreatywnych porównań, skąd czerpiesz inspiracje do ich tworzenia? Potrafią Ci przyjść do głowy np. podczas snu?

Chyba wypieram te porównania ze świadomości, bo w tym momencie nie mogę sobie żadnego przypomnieć. Dlatego też nic mi nie wiadomo o inspiracjach. One są najwidoczniej poza mną…

Czy tworząc profil mordercy, czerpiesz wiedzę z prawdziwych spraw, z popkultury? Czy raczej stawiasz na to, co Twój umysł Ci podpowiada?

Ja tworzę sceny, nie profile. Zanim zacząłem spisywać książki ich postaci gdzieś we mnie już były. Z pewnością są konglomeratem spostrzeżeń, bodźców i przefiltrowanej przez wyobraźnię rzeczywistości. W tym spraw, z którymi zetknąłem się jako adwokat. To przeraża, ale taki niestety jest świat.

W Twoich książkach nie pojawiają się podziękowania. Czy wynika to z faktu, że nie chcesz ujawniać, kto pomaga Ci przy dokumentacji, czy raczej uznajesz to po prostu za zbyteczne strony?

Osobom, którym jestem wdzięczny dziękuję „na żywo”. Gdybym zaczął je wymieniać, obawiam się, że mógłbym kogoś pominąć. Nie wysyłam życzeń przez komunikatory internetowe tylko staram się składać je osobiście lub przynajmniej w formie osobistych maili i podobnie jest w tym przypadku. Choć złożenie wspomnianych podziękowań rozważam przy każdej książce. Może rzeczywiście powinienem je zamieścić.

fot. Bartosz Pussak

Akcja Twoich książek dzieje się w Lublinie. Czy myślałeś o tym, aby przenieść swoje powieści w
inne miejsce, czy jednak Lublin ma jeszcze wiele do zaoferowania?

Lublin ma naprawdę mnóstwo do zaoferowania. To miasto sui generis, które zawsze będzie tkwiło w moim sercu. Natomiast, co do innych miejsc akcji, mogę powiedzieć, że już wkrótce trup padnie tam, gdzie go jeszcze nie było.

Już 31 października będzie mieć premierę zbiór opowiadań „Zabójczy Pocisk. Polska Krew”. Czy możesz powiedzieć coś więcej o swoim udziale w tym zbiorze? Jak również, dlaczego występujesz tam jako Max von Czornyj. Przy swoich powieściach nie korzystasz z tego przedrostka.

Moje opowiadanie nawiązuje do wojny gangów na Śląsku z lat dziewięćdziesiątych. Jest inspirowane faktami i mocno osadzone w realiach, a sprawa której dotyczy wydała mi się wyjątkowo poruszająca. Gdy wziąłem je na warsztat bardzo głęboko wszedłem w tworzony świat, bo towarzyszyła mi świadomość jak mocno fikcja ociera się o prawdę.
Jeśli chodzi o „von” jest to tak zwany przyimek lokatywny. Jestem w pewnym cudzysłowie Mitteleuropejczykiem, mam pochodzenie polskie, niemieckie i rusińskie, a moja rodzina przed laty używała tego przyimka. Tak też wspomniane „von” tę mitteleuropejskość symbolicznie spina.

W sieci, z każdą kolejną Twoją publikacją, pojawia się coraz większa ilość recenzji czytelników. Czytasz je wszystkie? Czy bierzesz do siebie krytykę? Jak oceniasz działalność blogerów w zakresie promowania Twoich książek?

Nie dałbym rady przeczytać każdej recenzji i każdej opinii. A szkoda, bo często bywają bardzo konstruktywne. Skoro piszę książki i nie robię tego do szuflady, słowa od Czytelników stanowią sedno mojej pracy. Autor, który robi inaczej skazuje się na życie w irracjonalnej matni. Konstruktywna krytyka daje mi motywację do intensywniejszej pracy. A ta niekonstruktywna, jest mi absolutnie obojętna. To często ersatz frustracji osób, które moich książek nie miały nawet w dłoni. Natomiast to, co robią blogerzy to fenomenalna sprawa – fakt, że poświęcają swój czas na sporządzenie recenzji i zrobienie często wyśmienitych zdjęć z moimi książkami jako atrybutem, traktuję jako wielki przywilej.

Co najbardziej przeraża Cię w drugim człowieku?

Nijakość. Pustka. To, że współczesne czasy stworzyły świat żywych trupów.

Lubisz uciekać do Włoch. Jak na Ciebie wpływa ten kraj? Dlaczego tak chętnie do niego wracasz?

Ucieczka to może zbyt wielkie słowo. Z Włochami łączą mnie więzi zawodowe, pasjonackie i czysto urlopowe. Nigdzie podczas spaceru nie spotka się tylu dzieł sztuki, nie wykąpie zarazem w ciepłym morzu, a przechadzki nie zwieńczy znamienitym daniem i popitkiem. To uwielbiam. Nie bez powodu na terytorium Włoch znajduje się najwięcej obiektów wpisanych na listę UNESCO.

Po jakie książki sięgasz w wolnych chwilach? Sugerujesz się premierami, czy może masz
swoich ulubionych autorów, do których chętnie wracasz?

Najlepiej odpoczywam przy literaturze dawnej. Lubię memuary, powieści osiemnasto i dziewiętnastowieczne, a także notatki podróżników z czasów, gdy świat nie był jeszcze tak mały jak obecnie. Regularnie wracam do licznych pozycji Chłędowskiego, Rękopisu Potockiego, ale także rozmaitych pism filozoficznych czy też religijnych. Biblię traktuję jako jeden z największych pomników literatury i często po nią sięgam. Księga Koheleta potrafi wstrząsnąć. Thriller natomiast to doskonała rozrywka do pociągu albo na plażę. Ostatnimi czasy dzięki uprzejmości licznych wydawnictw chyba tylko tam powinienem spędzać czas.

Finał „Pokuty” wskazuje, że to nie będzie ostatnie spotkanie z Erykiem Deryłą. Są już jakieś plany wydawnicze na przyszły rok?

Oczywiście. To będzie bardzo owocny i mam nadzieję – zaskakujący rok. Między innymi razem z Filią zaserwujemy coś, czego jeszcze nie było! Przynajmniej dokładam wszelkich starań, aby tak było.

Dziękuje bardzo za wywiad. Ostatnie słowa należą do Ciebie. Co chciałbyś przekazać czytelnikom swoich książek?

Emocji! Przy każdej książce życzę wszystkim jak najgłębszych emocji. Zapominamy, że literatura właśnie ich pobudzaniu ma służyć. I również dziękuję pięknie!


Zdjęcie główne/Bartosz Pussak
TAGI
PODOBNE WPISY