Książki

#WYWIAD Michał Larek: Jestem typem intelektualisty, który lubi dramatyzować rzeczywistość w swoich opowieściach

Przez w dniu 09/10/2018

Michał Larek – autor kryminałów, wykładowca, człowiek o wielkim głodzie do pisania. Na koncie ma już cztery książki, z czego dwie są częścią serii „Dekada”. Jest mężczyzną o miłej aparycji, ciepłym głosie, potężnej wiedzy i niesamowitej zdolności do opisywania poznańskich śledztw z lat 90, które czyta się jednym tchem. Już 17 października będzie miał premierę trzeci tom z jego policyjnej serii -„Fatum”, który wyjdzie nakładem Wydawnictwa Czwarta Strona. Jeszcze przed tym ważnym dniem postanowiłam zamienić z nim kilka słów.


Niebawem będzie mieć premierę trzeci tom serii „Dekada” – „Fatum”. Co sprawiło Ci największą trudność przy pisaniu tej części?

Michał Larek: Największą trudność? Może lekki stres, że ta książka nie przypadnie do gustu czytelniczkom i czytelnikom. Jest inna niż „Furia”, inna niż „Na tropie”. Na szczęście dochodzą do mnie głosy, że to najlepsza moja książka.

W „Fatum” fabuła przede wszystkim skupia się na napadzie na konwój z pieniędzmi. Czy nim powstał ten tom, wiedziałeś już, że oprzesz fabułę na tym konkretnym wydarzeniu?

Michał Larek: Gdy planowałem serię, nie wiedziałem. Miałem pomysł związany z inną historią. Tragiczną historią pewnego policjanta, który pracował w jednym z poznańskich Wydziałów do Walki z Przestępstwami Gospodarczymi. Ale kiedy kończyłem „Na tropie”, przypomniałem sobie opowieści znajomych gliniarzy o elektryzującym napadzie na konwój pieniędzy Swarzędzkiej Fabryki Mebli i stwierdziłem, że tę historię wezmę najpierw na warsztat. Przestępcy popisali się niezłą pomysłowością, no i zgarnęli ponad pięć miliardów złotych.

Harry jest doskonałym operacyjniakiem, intrygującym mężczyzną o szorstkim charakterze, do którego wzdychają kobiety. Czy to postać stworzona od zera, czy jednak nadałeś mu trochę swoich cech charakteru?

Michał Larek: Harry ma swój pierwowzór, ale nie jestem nim ja. To był świetny gliniarz, postrach bandytów, playboy. Mówiono na niego „kapitan Szrama”. Pracował w Wydziale Dochodzeniowo-Śledczym Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu. To właśnie on „rozkuł” Edmunda Kolanowskiego. Niestety, nie dane było mi go poznać, umarł w latach osiemdziesiątych. Znam go z opowieści, w których często się podkreśla, że był również świetnym kolegą. Czasami mam wrażenie, że był postacią tragiczną…

W Twoich książkach chętnie umieszczasz konkretne utwory muzyczne. Czy muzyka jest Ci równie bliska jak pisarstwo? Kogo słuchałeś najczęściej pisząc „Fatum”?

Michał Larek: Pisarstwo uprawiam, muzyki tylko słucham, więc siłą rzeczy to drugie nie może mi być tak bliskie, jak to pierwsze. Nie wyobrażam sobie jednak życia bez muzyki… Kiedyś marzyłem o karierze muzyka heavymetalowego [śmiech]. Ojciec któregoś razu kupił mi gitarę elektryczną, ale szybko się okazało, że nie mam słuchu… A czego słuchałem w trakcie pisania „Fatum”? Hm, pewnie jak zwykle Cranberries [śmiech]. Ale przede wszystkim debiutanckiej płyty Hey’a, czyli „Fire”. Jest na niej kilka kawałków, które do dzisiaj mnie poruszają do głębi…

Seria „Dekada” ma obejmować dziesięć tomów. Nie boisz się, że zabraknie Ci pomysłów na dalsze części? Albo zapragniesz napisać coś zupełnie innego i porzucisz swój pierwotny plan?

Michał Larek: Pomysłów mi nie zabraknie, zapewniam. Notesy cały czas pęcznieją. A jeśli zapragnę napisać coś innego – a pragnę – to wcześniej czy później wrócę do „Dekady”. Za bardzo się wkręciłem w przedstawiony w niej świat.

Potrafisz tworzyć wyraziste, męskie postaci. Jednak czy myślałeś, aby napisać książkę, gdzie główny bohater będzie nieustraszoną kobietą?

Michał Larek: Cały czas myślę o tym. Robię notatki, zbieram sceny, doprecyzowuję szczegóły. Bardzo chciałbym stworzyć wyrazistą kobiecą postać główną. O tak, bardzo.

Oprócz pisania, sam również chętnie czytasz książki, którymi dzielisz się za pośrednictwem swojego profilu na Instagramie. Co w kryminałach innych autorów najbardziej Cię irytuje i czego starasz się unikać w swoich książkach?

Michał Larek: Najbardziej irytują mnie twisty, które zazwyczaj sprawiają, że powieść zamienia się w jakąś absurdalną historyjkę.

W każdej książce dziękujesz swojej żonie za wsparcie. A jaki jest Michał Larek podczas procesu twórczego? Odcinasz się od otoczenia, a może żona jest nieodłącznym towarzyszem podczas Twojego pisania?

Michał Larek: Kiedy piszę, muszę być absolutnie sam w domu. Nie potrafię się skupić, gdy wokół są ludzie, gdy słyszę odgłosy codziennej krzątaniny.

Interesujesz się starymi sprawami policyjnymi. Nie myślałeś nigdy, aby zostać policjantem i brać czynny udział we wszystkich śledztwach?

Michał Larek: Gdyby byłem małym chłopcem, chciałem być strażakiem, piłkarzem, kowbojem, Indianinem. Może przez chwilę Sherlockiem Holmesem [śmiech]. Ale gdy zacząłem kolegować się policjantami i zarazem pisać kryminały, szybko stwierdziłem, że to nie jest zawód dla mnie. Jestem jednak typem intelektualisty, który lubi dramatyzować rzeczywistość w swoich opowieściach. Nie sprawdziłbym się w żmudnej, metodycznej, ciężkiej robocie dochodzeniowca czy operacyjnego. Mnie tak naprawdę nie interesują ustalenie faktów, ja chcę fakty przerobić w angażującą story. Poza tym – stres by mnie zżarł… [śmiech] No taka jest prawda!

Dziękuje bardzo za wywiad. Ostatnie słowa należą do Ciebie. Co chciałbyś przekazać czytelnikom swoich książek?

Michał Larek: Słowa podziękowania za zainteresowanie, wsparcie, kontakty. Pozdrawiam was wszystkich serdeczności. Bądźcie dalej ze mną!

TAGI
PODOBNE WPISY