Książki

#WYWIAD Z BOHATEREM Komisarz Tomasz „Harry” Harwej – seria „Dekada” Michał Larek

Przez w dniu 25/10/2018

Przeprowadzenie wywiadu ze słynnym Harrym z poznańskiego Wydziału Kryminalnego, to był mój cel, odkąd zaczęłam prace w miejskiej gazecie. Miesiącami starałam się o kontakt. Ciągłe odmowy lub milczenie nie dawały nadziei. W końcu nadszedł mój wyczekiwany dzień. Uzbrojona w notes z pytaniami, pojawiłam się około godziny 17 na ulicy Głogowskiej i zajęłam stolik w kącie sali popularnej knajpy „Adria”. Harry wszedł kilka minut po mnie. Gasząc papierosa w szklanej popielniczce, zajął miejsce naprzeciwko mnie i skinął głową.


Wiem, że jest Pan skrytym człowiekiem i niechętnie podchodzi do wywiadów na swój temat. Niemniej dziękuję za możliwość szczerej rozmowy i przybliżenia Pana sylwetki mieszkańcom Poznania. Może zaczniemy od początku. Jak to się stało, że trafił Pan do policji? 
[Harry zapala papierosa]
Nie wiem, jaki był początek, nie pamiętam go.
Mam wrażenie, że jestem psem od zawsze…
Może naczytałem się komiksów o kapitanie Żbiku?
[Śmiech]
A tak na poważnie…
Wdałem się kiedyś w bójkę z jakimś pijakiem, który próbował zaciągnąć małą dziewczynkę do piwnicy. Sąsiedzi zadzwonili po milicję. Po przesłuchaniu na komendzie oficer spojrzał na mnie i mruknął: „A może ty byś chłopie wstąpił do nas?” Byłem wtedy świeżo upieczonym studentem prawa. Gdy je skończyłem, przypomniałem sobie to mruknięcie i postanowiłem wstąpić do służby. Tak też zrobiłem. Zatrudniono mnie w komisariacie Jeżyce. To był 1973 rok, jeśli się nie mylę.

Która sprawa była w Pana życiu przełomowa?
Sprawa Grzegorza Tyklewicza. Seryjnego gwałciciela i zabójcy. Jako jeden z pierwszych przesłuchiwałem go. Jego opowieści o przemocy wobec kobiet poraziły mnie. To był 1979 rok. Od tamtej pory mam koszmary, w których słyszę krzyki brutalnie gwałconych dziewcząt i kobiet…
[Harry zaciąga się mocno]

Kiedy pierwszy raz zetknął się Pan z poważną przestępczością w Poznaniu?
A jak Pani rozumie „poważną przestępczość”? Pewnie chodzi o gangusów?
[Harry spogląda na swoją rozmówczynię, która kiwa głową]
Ok. Pod koniec lat osiemdziesiątych. Siedziałem w knajpie w towarzystwie. Nagle rozległy się jakieś krzyki, potem strzały. Paru łysych gości zaczęło demolkę pomieszczenia. Okazało się, że to była grupa Wietnama, który wtedy zaczynał swoją gangsterską karierę. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem na żywo – tych ludzi w akcji…

Czy istnieją niedozwolone związki między policjantami a przestępcami?
Nie czyta Pani gazet?
Dziennikarstwo pisze, że istnieją…
Pewnie jest w tym trochę prawdy…
Problem jest jednak bardziej skomplikowany, niż się może wydawać. Ale nie będę wchodził w szczegóły. Proszę wybaczyć.
[Harry promiennie się uśmiecha]

Czy podczas śledztw lubi Pan korzystać z pomocy mediów? Czy może uważa Pan, że robią tylko niepotrzebny szum?
Pani Justyno, ja jestem tylko skromnym operacyjniakiem. Biegam po mieście i zbieram informację, dzięki którym wykrywamy przestępców. Działam w nieformalnej strefie, w cieniu. Media to nie moja działka. Tym się zajmuje szefostwo, dochodzeniowcy…
Ale jeśli chce pani znać moją opinię, to powiem krótko.
Media częściej przeszkadzają, niż pomagają. No może Fajbusiewicz jest chlubnym wyjątkiem, facet czuje naszą robotę…

Pomimo wielu sukcesów na koncie, nie traktuje Pan siebie jak bohatera. Wynika to z wrodzonej skromności, czy faktu, że w takich sprawach lepiej się nie wychylać, bo nie wiadomo kto Pana obserwuje?
[Harry przełyka ślinę i odzywa się ze zniecierpliwieniem]
Na koncie to ja mam przede wszystkim porażki.
Dużo ma Pani jeszcze tych pytań?
Widzę, że sporo.
[Zaciąga się mocno papierosem]
Kolejne proszę.

Czy może Pan stwierdzić, że praca w policji uzależnia?
Tak jak wszystko, co jest związane z adrenaliną, emocjami, silnymi wrażeniami. Człowiek wchodzi w to, a potem nagle uświadamia sobie, że nie może bez tego żyć…

Czy to prawda, że do policji trafia specyficzny gatunek ludzi? Kto w tej pracy na pewno by się nie odnalazł?
Czy ja wiem? Do firmy trafiają bardzo różni ludzi, a ostatnio, po rewolucji społecznej, coraz więcej bardzo przypadkowych… [śmieje się]
„Rewolucja społeczna”, przepraszam, ale wczoraj rozmawiałem z kolegą z kontrwywiadu, który parę razy użył tego sformułowania…
Pani myśli pewnie o Wydziale Kryminalnym – tak, tu akurat potrzeba bardzo konkretnych dyspozycji. Jakich? Trzeba umieć się dogadać z każdym. Trzeba być cierpliwym, pomysłowym. Mieć pasję. Lubić ryzyko…

Oprócz Pana w pańskiej grupie śledczej są też inne intrygujące osoby. Czy kogoś z nich darzy Pan większą sympatią?
Trudne pytania Pani zadaje…
Może Katię?
To nasz nowy nabytek. Dziewczyna jest pracowita, zawzięta, odważna. No i ma w sobie to coś, co czyni z niej dobrego policjanta, świetnego policjanta… Jakąś iskrę bożą.
[Zamyśla się]
Mam tylko nadzieję, że nie przegra z własnymi demonami…
Ale to ostatnie zdanie proszę wykreślić. Niepotrzebnie chlapnąłem.

Kto z pańskiej grupy operacyjnej ma szansę być Pana następcą? W kim widzi Pan największy potencjał?
Pewnie Katia.
Myślę, że za jakieś kilkanaście, może dwadzieścia lat zostanie nawet naczelniczką Wydziału Kryminalnego…
[Śmieje się]
Ale to też proszę wykreślić.

Ma Pan charakterystyczną szramę na policzku. Jaka jest jej historia? 
[Harry machinalnie dotyka blizny]
Pamiątka po pewnej wizji lokalnej.
To było w 1987 albo 1988 roku. Przeprowadzaliśmy w Radliczycach wizję lokalną z takim jednym młodym zabójcą, Rysiem. Klient pokazywał, w jaki sposób gwałcił młodą dziewczynę…
Nagle puściły mu hamulce i całkowicie się zatracił w odgrywaniu swojej roli. Ku zdumieniu wszystkich rozpiął rozporek i zaczął naprawdę gwałcić manekina. Rzuciłem się na niego. Doszło do szamotaniny, w trakcie której Rysio potraktował mnie kawałkiem jakiegoś szkła…
[Harry szczerzy zęby, przejeżdżając dłonią po policzku]
Taka jest historia mojej szramy.

Słyszałam, że w ostatnim czasie stracił Pan w okrutny sposób osobę, na której Panu zależało. Czy się już Pan z tym pogodził, czy trauma siedzi dalej w Panu? 
Straciłem w życiu kilka osób, na których mi bardzo zależało.
Nie chcę o tym mówić.
[Zaciąga się i gasi papierosa w popielniczce]

Ma Pan bardzo ostre podejście do przesłuchań, jak to określają pańscy koledzy, tak po „męsku” czy to wynika z Pana charakteru, czy uważa Pan, że inne metody nie są zbyt skuteczne?
Są takie sytuacje, kiedy trzeba klienta ostrzej przycisnąć, bo inaczej nie wydobędzie się z niego ważnej informacji.
Koniec kropka.

Czy te wszystkie zwłoki, trudne śledztwa wpłynęły w jakiś znaczący sposób na Pana? Miewa Pan koszmary?
Już mówiłem.
Jeśli cudem uda mi się zasnąć, śnią mi się wtedy koszmary.
Zazwyczaj budzę się o jakiejś czwartej i próbuję uspokoić oddech…
[Cisza]

Nawet tutaj siedząc, widzę jak kobiety wodzą za Panem oczami. Czy wykorzystuje Pan fakt, że działa na kobiety jak magnes? 
[Harry krzywi się ze zniecierpliwieniem. Zapala kolejnego papierosa, wypuszcza dym, uśmiecha się do rozmówczyni]
One patrzą teraz na mnie ze współczuciem – widzą, że pani mnie torturuje swoimi arcytrudnymi pytaniami.
[Obok stolika przechodzi piękna kobieta i zerka na Harry’ego, ten próbuje nie patrzeć w jej stronę, ale bezskutecznie. Nerwowo porusza nozdrzami]

Czy wyobraża Pan sobie, swoje życie bez policji, śledztw, codziennych przesłuchań? Czy emerytura to jest to, na co Pan czeka z utęsknieniem?
Mam nadzieję, że nie dożyję emerytury.

Czy uważa Pan, że jest szansa na to, aby mieszkańcy Poznania zaznali trochę spokoju, czy może przestępczość jest dopiero w okresie rozkwitu?
[Harry gasi papierosa, bierze łyk kawy]
To jest dopiero początek.
Czeka nas jakieś dziesięć lat walk z gangusami. Tak myślę. Potem nastąpi eksplozja przemocy, bardzo brutalnej, zwierzęcej przemocy. Aż w końcu nasi głupi politycy stworzą specjalną instytucję, która będzie zajmowała się przestępczością zorganizowaną…
Czy skutecznie? Tego nie wiem.
Pewnie nie.

Bardzo dziękuje za wywiad i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się porozmawiać.
Kto wie, może kiedyś…

TAGI
PODOBNE WPISY