czytnik na ławce przykrtej żółtymi liśćmi
Książki

Alek Rogoziński „Zbrodnia w wielkim mieście” – gdy szef to łachudra

Przez w dniu 12/11/2018

Niedziela, godz. 10, osiedle przy ulicy Odkrytej na warszawskiej Białołęce. Na ławce w cieniu brzozy siedzi sąsiadka spod jedynki – pani Helena. Patrzy na biegające dzieci, oddycha spokojnie, przy nodze leży jej wierny jamnik. Wtem w jej kierunku zaczęła podążać w zielonkawym płaszczu sąsiadka spod dwunastki – pani Bożena. Nim do niej doszła, już zaczęła głośniej mówić:

– O a co tu sąsiadka tak sama siedzi? – rzuciła w stronę pani Heleny i nie czekając na odpowiedź kontynuowała – Piękną wiosnę mamy tej jesieni, prawda?

– Dzień dobry pani Bożeno. O tak piękna ta pogoda. A co tam u sąsiadki słychać dobrego?

– A dobrze, dobrze. Heniek na ryby znowu poszedł, a ja ostatnio za książki się wzięłam. Córka mi taką jedną przywiozła… Zbrodnia w wielkim mieście. Piała z zachwytu nad nią, no to wzięłam, bo czasem dobrze od telewizora odpocząć.

-Mówi pani zbrodnia… A seks tam jest? Bo ja na stare lata to lubię takie romanse poczytać… Co to on ją mocniej przytula, a ona już go pożąda… – zapytała zaciekawiona pani Helena.

– Pani kochana to komedia kryminalna, przepis jak się pozbyć szefa łachudry. Tak się na głos śmiałam, aż Heniek myślał, że poplątałam jego leki ze swoimi. No ten Alek Rogoziński to potrafi pisać.

– Czyli to nie romans… szkoda, ale mówi pani, że pośmiać się można?

– Pani Heleno, mnie się aż proteza poluzowała, tak żem rechotała. Ma tam pani trzy kobiety pracujące w magazynie i ich szefa… Taki kobieciarz, cham, prostak, no aż się go mokrą ścierką chce zdzielić. No i one tam knują morderstwo po kilku butelkach wina. Wie pani, jak to człowiekowi szumi w głowie, to wymyśla niestworzone rzeczy… – pani Helena pokiwała głową – No i one właśnie też… Ale po kilku dniach ktoś realizuje ich plan i w ogóle tam na tego szefa to masa ludzi poluje. Mówię pani, to taka komedia pomyłek.

– Zaciekawiła mnie sąsiadka, nie powiem… – pani Helena poprawiła kołnierz kurtki i zwróciła się do Bożeny – No i co tam jeszcze tak się pani spodobało?

– Pani kochana dialogi, takie one przemyślane, ludzkie, no jakby to ja nasze rozmowy na klatce podsłuchiwała. I ten cały pisarz taki kreatywny i w kulturze obeznany. Wrażenie na mnie zrobił. A ten Rogoziński to podobno to tu od nas… w Warszawie mieszka, może ja go gdzieś kiedyś spotkała… A jak nie to po tej książce bym chciała, bo ktoś, kto tak pisze, to musi być interesującym człowiekiem. – mówiąc to pani Bożena spojrzała w górę rozmarzona – No słowa to mu się kleją jak moje ciasto na pierogi, no dobry w to pisanie jest. Córka ma mi przywieźć jeszcze coś od niego, bo sama to na tym ekranie czyta…

– Na komputerze? – rzuciła zaciekawiona pani Helena.

– Nie pani kochana, na takim małym ustrojstwie, co to jak strony wygląda, to wyświetla jakby papier… Zaraz zobaczę, bo mi w smsie napisała – pani Bożena wyciągnęła komórkę i palcem zaczęła przesuwać po ekranie – O! Ebook to jest, ebook, ja to stara szkoła i wole papier dotykać, to mi przywiezie normalne książki drukowane.

– A tą pani by mi pożyczyła? Bo ja to tylko te seriale i seriale, czasem harlekina poczytam, a to brzmi tak nietypowo. Miałam kiedyś takiego kierownika, co to go nikt nie lubił. Palcem zawsze po dłoni przejeżdżał, oczka puszczał, no taki śliski był. Może to o nim książka? – zaśmiała się pani Helena.

– Może pani Heleno, może… Całą na intryga tak pokręcona, jak pani trwała na głowie. Akcji pełno i to u nas w stolicy się dzieje. I tam to ciało… – pani Bożena ugryzła się w język – Aj bym pani za dużo powiedziała, no musi pani to przeczytać, boki zrywać, mówię… I tak mi się przypomniało, że tam i o wężu coś było i o łożysku owcy, podobno to na cerę dobre…

– Mówi Pani, to może Staśka poproszę, by kiedy przywiózł ze wsi, to spróbujemy… – rzekła pani Helena.

– Dobry pomysł, przecież coś na rzeczy musi być… – odpowiedziała z aprobatą pani Bożena.

TAGI
PODOBNE WPISY