Książki

Marcel Woźniak „Powtórka” – duszny Toruń i człowiek z przeszłością

Przez w dniu 13/11/2018

Ależ to było dobre! To było pierwsze zdanie, które przyszło mi do głowy, przewracając ostatnią kartkę Powtórki  autorstwa Marcela Woźniaka. Nie wiem, czy słowami potrafię oddać to, co się ze mną działo w ostatnich dniach. To było zaskakujące, porywające, obdzierające ze snu i ze wszystkich zmysłów. Gdzie się ukrywałeś przede mną drogi pisarzu? Ten bogaty styl, ci nieprawdopodobni bohaterowie, których zdążyłam już dodać do swojej literackiej rodziny i ten Toruń, który tym razem zupełnie nie pachniał legendarnym piernikiem. Jestem oczarowana i z trudem nie sięgam po kolejną część, by za szybko nie skończyć tych pieszczot słownych. Lektura Powtórki pokazała, że Marcel Woźniak robi dobrze słowami. Ale to tylko jedna z jego zalet.

Pierwszy tom serii o Leonie Brodzkim to tak naprawdę dopiero wykwintny początek. Główny bohater udaje się na emeryturę, jednak w Toruniu dochodzi do makabrycznej zbrodni, która wygląda jak kopia morderstwa sprzed lat. Leon zostaje przywrócony do służby, a jego życie ma się wypełnić strachem i szukaniem odpowiedzi. Tyle wiedziałam sama, nim zaczęłam głaskać kolejne strony Powtórki i to wystarczyło, bym wpadła w sidła toruńskich ulic i ich obślizgłych tajemnic.

–Kto dziś kradnie książki? Koniec świata.

– Słomiński, Antoni napisał kiedyś książkę Dwa końce świata. Zna pan? (…) Tam jest taka scena, kiedy rozjuszony tłum rabuje sklepy, wie pan? I Słomiński pisze, że okradli wszystkie prócz księgarni. Bo jak wiadomo jeszcze się nie zdarzyło podczas wojny, żeby ludzie byli tak zdesperowani, żeby okradać księgarnie – opowiadał bibliotekarz z pasją, która naraz strzeliła iskrami spod okularów. – Więc jeśli tam, podczas wojny, nie kradziono książek, to jak źle musi być teraz?

Pierwsze, na co zwróciłam uwagę to samo tło. Toruń jest tak skrupulatnie opisany, że czuje się każdy zapach cegieł, każdy trzask drzwi, każdy gwar z pobliskich knajp. Autor posiada tę niesamowitą zdolność opisywania miasta w taki sposób, że w jednym momencie człowiek się tam przenosi. Wszystkie te opisy były podane w taki przyjemny, aczkolwiek duszny i przytłaczający sposób. Taki typowy noir zachlapany krwią. A, jako że mam sentyment do Torunia, to przy sercu robiło się jeszcze cieplej, gdy razem z bohaterami odwiedzałam miejsca znane mi z własnych wizyt.

Bohaterowie to kolejna mocna strona Powtórki. Samego Leona Brodzkiego polubiłam od razu. Jego szorstkość i błyskotliwość imponowały mi i ekscytowałam się każdą sceną z jego udziałem. Drugim moim ulubieńcem stał się aspirant Żółtko, chłopak, w którym widziałam najlepszego przyjaciela, no a wygląd przypominający Harrego Pottera działał tylko na plus. No i sam morderca Heraklit z doskonale rozbudowaną psychologią, inteligentny i będący krok przed Brodzkim. Bałam się go, a mimo wszystko przyciągał mnie do siebie z każdym rozdziałem do tego stopnia, że pragnęłam dogłębnie zajrzeć w jego umysł.

palec zakrwawiony leży obok książki

Dialogi wypadały naturalnie, tak toruńsko, slangowo i co ważne wiarygodnie. Bez pompy, ugrzecznienia czy usilnego nadęcia. W książce są problemy z korektą, jednak nie jestem od tego, aby o tym mówić, szczególnie że wina nie leży po stronie autora. Oceniam jego pomysł i to czy faktycznie potrafił przełożyć uczucia na karty powieści. A emocji było tyle, że sama byłam zaskoczona, gdy przy jednej ze scen z ojcem Leona Brodzkiego, zakręciła mi się łza w oku. Serio, w kryminale takie rzeczy mi się nie zdarzają! Woźniak gra niezliczony etiudy na emocjach i tak aż do ostatniej strony. Ale jednej śmierci to mu nie wybaczę, istny cios w serce zardzewiałym nożem. Aż strach pomyśleć jakie szaleństwo czeka mnie w kolejnych tomach.

Trudna jest walka z pożądaniem, gdyż to, czego ono chce, kupuje kosztem duszy.

Powtórka to pozycja idealna na jesienne wieczory. Nie tylko ze względu na obłędną konstrukcję fabuły, ale i właśnie klimat mroku, niepokoju i śmierci, której tutaj nie brakuje. Dodatkowo książka skrywa w sobie wiele zwrotów akcji, których nie da się przewidzieć. Marcel Woźniak jet moim tegorocznym odkryciem i ze względu na swoją dojrzałość językową i przekradanie takich emocji i wrażliwości jest na dobrej drodze, aby stać się jednym z moich ulubieńców. Tymczasem czeka na mnie jeszcze Mgnienie i Otchłań, po których  lekturze na pewno szepnę Wam kilka słów.

 

 

TAGI
PODOBNE WPISY