Książki

Sarah A. Denzil „Morderczyni” – krew na rękach, ptasi śpiew na ustach

Przez w dniu 16/01/2019

Szpitale psychiatryczne od zawsze działały na mnie paraliżująco. Znam je tylko z książek i filmów, ale za każdym razem budzą we mnie takie samo przerażenie i niepokój. W powieści Sarah A. Denzil Morderczyni większość akcji zamknięta jest właśnie w murach psychiatryka, gdzie kobiety od samobójczyń po morderczynie starają się wyleczyć ze swoich załamań i chorób, które doprowadziły je do tego miejsca. Ja miałam okazję wkroczyć w ich świat i postarać się zrozumieć, co drzemie w ich umysłach. Historia jaką zaserwowała autorka okazała się mroczna i zmuszająca do myślenia. Z jednej strony była wciągająca, z drugiej wypadała dość nierówno. Niemniej otworzyła mi oczy na pewne sprawy, a teraz ja otworze Wasze na to, co skrywa się na kartach Morderczyni.

Książkę otwiera informacja o zabójstwie sześcioletniej Maisie, którego jak orzekł sąd, dopuściła się czternastoletnia wówczas Isabel. A za podstawę posłużyła im krew, jaką miała na rękach i ustach. Dziewczyna trafia do szpitala psychiatrycznego, a my zostajemy przeniesieni siedem lat później. Historia opowiadana jest przez Leah Smith, która rozpoczyna pracę jako pielęgniarka w ośrodku, w którym przebywa Isabel. Mijają dni a Leah zaprzyjaźnia się z dziewczyną i zaczyna podejrzewać, że została ona niesłusznie oskarżona. O tego momentu cały świat Leah zmienia się w tragiczną pogoń za prawdą.

Morderczyni od pierwszych stron okazała się wciągającą historią. Przyjemnie było odetchnąć od typowych kryminałów opartych na schemacie seryjny morderca-policyjne śledztwo. Może też to było powodem, że zaczęłam duszkiem połykać kolejne strony. A pomagały w tym krótkie rozdziały. Narracja jest niezwykle lekka w porównaniu z mrokiem, jaki okrywa opowiadaną historię. Spodobało mi się, że oprócz opisów kolejnych dni przez Leah zostały wprowadzone wpisy z bloga Jamesa Gordena, który wziął sobie za punkt honoru udowodnienie, że Isabel jest niewinna. Do tego dochodzą komentarze ludzi pod wpisem, które uatrakcyjniają i nadają realizmu blogowym wątkom. Sami bohaterowie wypadają wiarygodnie, a ich złożoność charakterów jest dość transparentna. Jednak książka nie obyła się bez małych wad.

Jedna to rozpacz, dwie to śmiech, trzy wróżą ciążę, a cztery – śmierć. Dzień dobry, Pani Sroko!

Pierwsze co mnie trochę zraziło to przewidywalność. Nie sądziłam, że w tak szybkim tempie wpadnę na rozwiązanie zagadki. Może to wynikać z mojego ogólnego oczytania w kwestii śledztw i logicznego myślenia, ale tutaj jeden fragment okazał się dla mnie dość mocnym argumentem dla moich przypuszczeń, które w finale zostały jedynie potwierdzone. Inną sprawą jest, że książka jest trochę nierówna. Były momenty, które rozleniwiały czytanie, szczególnie w drugiej części książki. O ile sam zwrot akcji wypadł zaskakująco dobrze, to niektóre elementy narracji stanu, w jakim jest Leah były dla mnie nużące. Niemniej finał wypada ciekawie i poruszył moje narządy w środku, co było zadowalającym spełnieniem tej powieści. Co ciekawe jest to dopiero pierwszy tom, więc liczę, że w drugim zostanę bardziej oszołomiona i wyprowadzona w pole.

Morderczyni to książka, którą czyta się z przyjemnością i pomimo paru potknięć wypada satysfakcjonująco i jest idealną pozycją na jeden wieczór. Ma dobrze nakreślone postacie, intrygującą otoczkę związaną z ptakami, o których sporo można się dowiedzieć (dla mnie to wypadło bardzo na plus) i intrygująco przedstawione relacje międzyludzkie. Fani gatunku, jak i szpitali psychiatrycznych będą zadowoleni, nawet jeśli jak ja przewidzą koniec książki.

______________________________________________________________________________

Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Filia Mroczna Strona
TAGI
PODOBNE WPISY