Książki

Bartosz Szczygielski „Krew” – mrok, który intensywnie szczypie w skórę

Przez w dniu 15/02/2019

Lubię przywiązywać się do bohaterów. Śmiać się i płakać razem z nimi. Kibicować ich poczynaniom i besztać ich zachowanie, jakby byli moimi najlepszymi kumplami od piątkowego piwa. A gdy autor ich nie oszczędza, to ta więź staje się jeszcze silniejsza, nie tylko z nimi, ale i z całą historią zawartą na kartach powieści. Aorta Bartosza Szczygielskiego była jak podejrzana randka w ciemnym zaułku, gdzie ktoś czyha z metalową gazrurką. Ale to Krew pokazała esencjonalny mrok, który jest obskurny i fascynujący jednocześnie. Ta książka to nie była rozrywka, to było intensywne doświadczanie traum bohaterów, którzy pomimo losu, który kopie ich po żebrach, brną w swoje życia dalej. A ja chcę brnąć razem z nimi.

Z dramatycznego finału Aorty zostajemy przerzuceni razem z Gabrielem Bysiem do zakładu psychiatrycznego w Tworkach. Zdecydowanie takie placówki przerażają mnie bardziej niż cmentarze, czy kostnice. Jednak bohater nie ma szans na spokojne leczenie, bo oto znajduje ludzki organ, który rozpoczyna serie coraz dziwniejszych zdarzeń. Z drugiej strony śledzimy losy Kaśki Sokół, prostytutki, która pragnie wyrwać się z jej chorego i obleśnego świata wypełnionego przymusowym seksem. Tym razem właśnie jej losy bardziej mnie intrygowały niż samego Bysia, trzymałam za nią kciuki ze wszystkich sił, bo to ile ta kobieta doświadczyła naprawdę porażało. Na początku Krwi dynamizm opowieści nieco spada, aby w drugiej połowie wystrzelić i obryzgać czytelnika szokiem oraz pomysłowością. Tak, Szczygielskiemu jej nie brakuje, a jego pióro doskonale przelewa to na papier.

Twórcy Egzorcysty, którzy pokazali, jak ciało Regan wygina się na schodach, a wcześniej jej głowa obraca się o 180 stopni, musieli zwiedzać kiedyś psychiatryk. Za to łączenie neuroleptyków z opiatami potrafiło wywołać kosmiczny odlot. Lekarze na odstawienie relanium przepisywali promazin jak witaminę C. Zmiksowany z kodeiną sprawiał, że mózg dostawał orgazmu.

Uwielbiam ten mięsisty i pełen mroku klimat Krwi. Zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie niż Aorta i pokazała, że autor nie siadł tyłkiem na laurach po debiucie, ale jeszcze bardziej otworzył przed nami swoją noirową wyobraźnię, która jest pełna niespodziewanych zwrotów akcji i zaskakujących, ociekających krwią zdarzeń. Czytałam ten tom z ogromnym zainteresowaniem, przerażał mnie tak dogłębnie, że mogłam zapomnieć o śnie na kilka dni. Podoba mi się, że autor nie boi się być brutalnym wobec ofiar, jak i swoich bohaterów. Nie ociera się przy tym o zbytnie okrucieństwo, które ma jedynie przykryć niedociągnięcia fabularne szokiem i zniesmaczaniem. Tu wszystko trzyma wysoki poziom zarówno fabuła, dialogi jak i sam język jakim posługuje się pisarz. Styl Szczygielskiego nie jest oczywisty, potrafi omotać i przydusić swoją atmosferą, przez co znakomicie się łączy z opowiadaną historią.

Prawda nikogo nie obchodzi, dopóki kłamstwa są kolorowe.

Doświadczenie takiej kreacji rzeczywistości jak w tej powieści jest intensywnym przeżyciem o wielu odcieniach szarości, z której nie chce się wychodzić. Bez wątpienia Szczygielski ujął mnie swoją pomysłowością, ciekawie zgranymi porównaniami i opisami, które powodują stan przedzawałowy. Jeśli jesteście odważni, sięgnijcie po cykl o Gabrielu Bysiu, a jeśli nie, to ta chorobliwa opowieść z pewnością tej odwagi Was nauczy.

TAGI
PODOBNE WPISY